logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Nie będzie czwartego rozbioru

Czwartek, 21 grudnia 2017 (20:24)

Z prof. Karolem Karskim, posłem do Parlamentu Europejskiego, rozmawia Rafał Stefaniuk

 

Komisja Europejska uruchomiła art. 7 unijnego traktatu w sprawie praworządności w Polsce. Jest Pan zaskoczony?

– Stare porzekadło mówi: kogo Pan Bóg chce pokarać, temu rozum odbiera. Komisja Europejska ma wystarczająco dużo realnych problemów, więc trudno zrozumieć, dlaczego zdecydowała się na ten krok. Unię Europejską wkrótce opuści Wielka Brytania, wskaźniki gospodarcze spadają, gospodarka europejska jest coraz mniej atrakcyjna, obywatele coraz mniej bezpieczni. Wobec tych faktów znaleziono temat, którym chce się karmić Europejczyków. Finalnie i tak nic im to nie da, bo żadne sankcje nie będą nałożone na Polskę.

Nie ma dla Pana znaczenia to, że jesteśmy pierwszym krajem, wobec którego zdecydowano się na ten krok?

– Patrzę na to pragmatycznie. Prawo jest tak skonstruowane, że nie ma najmniejszych szans na sankcje. Tym bardziej mnie to dziwi, że grupa nierobów utrzymywanych za publiczne pieniądze, także nasze, idzie na wojnę z demokratycznie wybranym rządem dużego europejskiego kraju. Sprawa jest nierozwojowa i stanowi jedynie pożywkę dla grup, które stoją w opozycji do rządu i Polski. W całej historii ciekawy jest tylko jeden wątek: jak wobec tej decyzji Komisji Europejskiej zachowała się polska komisarz Elżbieta Bieńkowska.

Do tej pory nie była nazywana obrońcą Polski w Europie.

– No i śmiem twierdzić, że w tej sprawie nic się nie zmieniło. Częściej broniła Donalda Tuska niż spraw Polski.

Skąd u Pana ta pewność, że Komisji Europejskiej nie uda się przekonać krajów UE do tego, że w Polsce naruszono wartości unijne?

– Przejście do następnego etapu działań wobec Polski jest możliwe. Komisarzom może udać się znaleźć poparcie większości czterech piątych, a więc 22 krajów członkowskich. Jednakże w finale, żeby nałożyć na nas sankcje, potrzebna jest absolutna jednomyślność. Takiej sytuacji nie będzie. Co więcej, z każdym miesiącem zwiększamy swoją pozycję w UE. Coraz więcej krajów patrzy na nas z uznaniem. Także nasze argumenty trafiają do coraz to większej rzeszy Europejczyków. Wykonujemy ciężką dyplomatyczną pracę. Polityka Komisji Europejskiej przeciwnie. Kompromituje się z dnia na dzień. Za czasów Platformy Obywatelskiej płynęliśmy głównym europejskim nurtem. Wszyscy wiemy, co płynie z prądem. Gdy postanowiliśmy, że nie chcemy kontynuować tej polityki, musiało to spotkać się ze sprzeciwem. Unia Europejska to też miejsce ścierania się interesów. Byliśmy krajem, który był drenowany i wykorzystywany gospodarczo. Wyprowadzono ogromne sumy pieniędzy. Zabierano nam najlepszych pracowników. Dziś budujemy niezależność. Nikt nie zrezygnuje tak sobie z tak wielkiego rynku. Walka trwa, i z pewnością będzie ciężka.

Jaki wpływ na decyzję Komisji Europejskiej miała deklaracja kanclerz Angeli Merkel i prezydenta Emmanuela Macrona, że poprą decyzję komisarzy w sprawie uruchomienia art. 7?

– Z pewnością stanowisko Berlina i Francji było odebrane jako jasny sygnał w tej sprawie. Dziś chyba nikt nie ma wątpliwości, że są kraje w Unii Europejskiej, które czują się uprzywilejowane i które chcą nadawać ton polityce europejskiej. Co więcej, uważają się one za właścicieli Wspólnoty. To zmusza do postawienia pytania, czy tak powinna funkcjonować UE.

A co teraz zrobi Polska? Reforma sądownictwa zostanie wstrzymana?

– Chyba pan żartuje. Już kiedyś przerabialiśmy sytuację, w której ambasadorowie Austrii, Prus i Rosji dyktowali Warszawie, co ma robić, a ta pokornie przyjmowała wszelkie „rekomendacje”. Wtedy też słyszeliśmy, jak ma wyglądać nasz system polityczny, które instytucje możemy tworzyć, a które nie, jakimi zasadami mamy się kierować, kto ma zasiadać w rządzie oraz z czego mamy zrezygnować. Skutki tej uległości ciążą nam do dziś. Drugi raz Polska nie pójdzie tą drogą i będziemy reformować kraj w ten sposób, żeby był coraz silniejszy i działał sprawnie. Szkoda jedynie, że nie każdy obywatel naszego kraju dostrzega zagrożenia płynące z obcej interwencji. Bo jak przed wiekami, tak i teraz udało się w Polsce sformować targowicę.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Rafał Stefaniuk

Nasz Dziennik