logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: stanislawozog.pl/ -

Wspólnie w Europie można zrobić więcej

Środa, 17 stycznia 2018 (21:48)

Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Bułgaria objęła przewodnictwo w Unii Europejski, a hasło tej prezydencji brzmi: „Razem mamy siłę”. Jak zbudować jedność coraz bardziej podzielonej Europy?

– To hasło doskonale wpisuje się w ostatnie uzgodnienia państw Grupy Wyszehradzkiej. Sądzę, że Bułgarzy – zresztą – nieprzypadkowo wybrali to hasło jako symbol swojej prezydencji, uznając, że razem, czyli w Grupie Wyszehradzkiej, w Europie można zrobić więcej. Tym hasłem – i nie tylko – Sofia apeluje o jedność w Unii Europejskiej. To jest oczywiste, że wspólnota może cementować, umacniać różne państwa z różnymi problemami gospodarczymi i nie tylko gospodarczymi. Natomiast próba podziału Europy, próba wprowadzania destrukcji pomiędzy narodami, pomiędzy autonomicznymi państwami – czego aktualnie jesteśmy świadkami – to nie jest żadna metoda. Nic zatem dziwnego, że ten projekt i działania elit zmierzających do federacji rozmija się z demokratyczną wolą społeczeństw Unii Europejskiej. Oczywiście są potrzebne reformy, bez których Unia się rozpadnie, ale próba dzielenia na silniejszych i słabszych zniszczy tę wspólnotę państw.       

Mówił o tym podczas noworocznego spotkania z korpusem dyplomatycznym prezydent Andrzej Duda, podkreślając, że Unia jest i powinna być silna wolą swoich narodów, a instytucje wspólnotowe powinny tej woli służyć…

– Słowa prezydenta Andrzeja Dudy są ważne, bo wskazują kierunek, w jakim powinna iść Wspólnota. Wcześniej podkreślał to nasz wielki Rodak – św. Jan Paweł II, mówiąc od dwóch płucach Europy, o wspólnocie, i nawołując do zacieśnienia wspólnoty. Uzasadniał to tym, że tylko we wspólnocie, w jedności Europa może przetrwać lata kryzysu. Wkład św. Jana Pawła II w scalanie i budowanie duchowej jedności Europy jako duchowej wspólnoty kultury, religii, tradycji zakorzenionej w chrześcijaństwie jest nie do przecenienia.  

Tymczasem słowa Polaka Papieża trafiają dziś w próżnię, a w Europie trwa bojkot państw narodowych, piętnowanie i dzielenie… 

– Nawoływanie przez prezydenta Francji Emmanuela Macrona do reformy Europy, do rozbicia Unii i stworzenia federalnego państwa – Stanów Zjednoczonych Europy, gdzie preferowane byłyby kraje strefy euro, to nic innego jak dalsze dzielenie Europy. Głębsza integracja Europy i likwidacja państw narodowych jako polityczne cele Unii Europejskiej to droga donikąd.

Premier Bułgarii Bojko Borisow dość wyraźnie wypowiedział się na temat politycznej aktywności Donalda Tuska w stosunku do Polski. Jak ta nadaktywność Tuska wobec Polski jest postrzegana w innych państwach Europy?

– W Europie często pada pytanie: Kto to jest Tusk…? Jeśli się do tego doda, że jest to przewodniczący Rady Europejskiej, to wtedy dopiero jest rozpoznawalny. Natomiast w Parlamencie Europejskim bardziej postrzegany jest jako ten, który unika obecności na sali plenarnej, kiedy jest prezentowany przebieg szczytów czy też plan działań na przyszłość. Powiedzmy to jasno, że Donald Tusk nie ma żadnego autorytetu w Unii Europejskiej, co więcej – w tej chwili – widać, że czuje się bardzo osierocony, wręcz zdruzgotany, dlatego że jego protektorka – kanclerz Angela Merkel, ma problemy wewnątrz własnego kraju. Ale chyba nie to jest głównym powodem nadaktywności Tuska wobec własnej Ojczyzny, ale raczej próba wysondowania sytuacji w Polsce, a więc, czy i na ile jego powrót do polskiej polityki byłby możliwy.

Bułgaria siłą rzeczy będzie nadzorowała uruchomioną wobec Polski procedurę art. 7. Czy to oznacza, że obok Węgier możemy liczyć także na wsparcie Bułgarii? 

– Jestem przekonany, że tak. Zresztą Bułgaria, która też dokonuje zmian w swoim prawodawstwie, wkrótce sama może się znaleźć w sytuacji podobnej do Polski. Natomiast nie ograniczałbym poparcia dla Polski – w tej kwestii – tylko do Węgier czy Bułgarii. Jak wiadomo Litwini określili – jak się wydaje – w sposób dość jednoznaczny stanowisko w tej sprawie. Podobnie – myślę – możemy też liczyć na Hiszpanów czy na Austrię, a możliwe również, że na Danię. W moim przekonaniu, nie znajdzie się 22 podpisów państw członkowskich, aby ciąg dalszy tej haniebnej procedury przeciwko Polsce był realizowany.

Są jednak tacy – jak chociażby Martin Schulz, którzy idą dalej i chcą karać Polskę, ograniczając nam fundusze strukturalne. Czy to realne?

– Znany z wrogości wobec Polski Martin Schulz owszem głosi takie hasła, ale to skandaliczne zachowanie nie przejdzie. Nie kto inny jak Martin Schulz, który był przewodniczącym Parlamentu Europejskiego, powinien wiedzieć o tym, że kwestia funduszy jest zapisana w traktatach o Unii Europejskiej, a budżet przyjmowany jest jednomyślnie. Można się zatem zastanawiać, o czym ten chorobliwie złośliwy człowiek i jemu podobni opowiadają. Tak czy inaczej bez otwarcia traktatów, bez zmian zapisów traktatowych jest to niemożliwe.  

Na ile realne jest to, że Europarlament wycofa się z wniosku o wszczęcie wobec Polski procedury art. 7 traktatu unijnego, skoro Komisja Europejska też uruchomiła taką procedurę?

– Póki co taka decyzja oficjalnie jeszcze nie zapadła, ale niewykluczone, że sprawa ta będzie dyskutowana w najbliższy czwartek podczas posiedzenia tzw. konferencji przewodniczących, i to liderzy frakcji ostatecznie o tym zdecydują. Oczywiście jest taka możliwość, dlatego że nie tylko w Komisji Europejskiej, ale w ogóle w Europie zaczyna dominować przekonanie, że cała ta sprawa – sztucznie podsycana – jest de facto kompromitacją samej Komisji, a wdrożenie procedury wynikającej z art. 7 traktatu unijnego przeciwko Polsce jest niezgodne z unijnym prawem. Tak czy inaczej, nawet jeśli liderzy frakcji zdecydują o wycofaniu wniosku o wszczęcie wobec Polski procedury art. 7, to Parlament Europejski i tak będzie musiał głosować wniosek Komisji Europejskiej w sprawie uruchomienia wobec Polski procedury art. 7. Tyle tylko, że nastąpi to dopiero po tym, jak najpierw zielone światło dadzą ministrowie ds. europejskich. Tu, aby poprzeć wniosek Komisji, wymagana jest zgoda 22 ministrów państw członkowskich. W przypadku uzyskania takiej większości, kolejnym etapem będzie głosowanie w Parlamencie Europejskim. Żeby ten wniosek mógł być dalej procedowany, potrzeba będzie 2/3 głosów europosłów. Ale tak jak wspomniałem, jest to ostateczność. Wszystko wskazuje na to, że będzie się szukać w miarę łagodnej metody, aby z tej niezręcznej i ośmieszającej Komisję Europejską sytuacji próbować wybrnąć.

Są jednak głosy, że Europarlament może rozpocząć prace nad kolejną rezolucją dotyczącą praworządności w Polsce. Na ile jest to realne?

– Takiego działania nie wykluczałbym. Bowiem postawienie takiego wniosku przez najliczniejsze frakcje Europarlamentu jest możliwe. Temat Polski – mimo pewnego przesilenia czy nawet zmęczenia – ciągle jest tematem, którym próbuje się odwracać uwagę od spraw najistotniejszych, które trapią Unię Europejską. Dopóki tak będzie, to nicnierobienie i brak odpowiedzialności ze strony Unii Europejskiej i Europarlamentu stwarza zapotrzebowanie na tematy zastępcze, a takim wygodnym tematem jest Polska. Zmiany w rządzie oraz zmiana optyki i funkcjonowania polityki zagranicznej, to – jak sądzę – może złagodzić nastawienie wobec Polski, ale mimo to nie wykluczałbym kolejnych działań przeciwko Polsce.    

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl