logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: / -

Niedziela jest dla Boga i dla rodziny

Niedziela, 11 marca 2018 (20:52)

Z Tadeuszem Majchrowiczem, zastępcą przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Mija pierwsza niedziela bez handlu i jakoś świat się nie zawalił. Czy to jest ograniczenie wolności obywatelskich, jak twierdzi opozycja tzw. totalna?

– Absolutnie nie. Wprost przeciwnie, bo dotychczas wolności obywatelskie mieli ograniczane pracownicy handlu, którzy musieli siedzieć na kasach czy pracować na innych stanowiskach w super- i hipermarketach, zamiast czas spędzać w domu z rodzinami. I to było odbieranie czy też ograniczanie wolności obywatelskich. W tej chwili każdy, kto w niedzielę chce zrobić zakupy, jeśli chce kupić coś, co jest w danym momencie niezbędne mu do życia, może to zrobić w małych sklepikach, gdzie ich właściciele sami będą sprzedawać. Te sklepiki są otwarte podobnie jak stacje benzynowe, piekarnie czy kawiarnie, więc nie ma żadnej tragedii. 

A zatem wracamy do normalności z tym, że ta normalność nie wszystkim się podoba?

– Histeria i emocje w mediach tzw. głównego nurtu czy ze strony opozycji totalnej są – jak sądzę – przejściowe. Nowa moda, jaka została narzucona polskiemu społeczeństwu, spowodowała, że ludzie w całym tym zaślepieniu nie dostrzegają, że po drugiej stronie na kasie czy też w magazynie sklepu wielkopowierzchniowego jest także człowiek. Co więcej, nie są to ludzie drugiej kategorii, nie są to niewolnicy, żeby musieli na nas pracować, tylko dla naszych wygód. Oczywiście każdy, kto decyduje się na pracę w zawodzie – dajmy na to – strażaka, policjanta, lekarza czy pielęgniarki, wie, że w te zawody zaufania społecznego są wpisane dyżury czy służba na rzecz całej wspólnoty także w niedziele i święta. Jednak w innych zawodach czy chociażby w handlu nie ma potrzeby pracy w niedziele czy święta, a co za tym idzie – ludzie, którzy mają swoje rodziny, też mają prawo – jak inni – spędzić ten czas z najbliższymi, pielęgnując tym samym więzi rodzinne. Trzeba zatem pamiętać, że moja wolność kończy się tam, gdzie zaczynam ograniczać wolność drugiemu człowiekowi.

Czy ograniczenie handlu w niedziele zmieni nabyte przez lata przyzwyczajenia Polaków?

– Od razu pewnie nie. Część – zdaje się – nawet nie zauważy, czy dana niedziela jest wolna od handlu, bo ci, którzy nie mieli nawyku robienia zakupów w niedziele, nawet jeśli zabraknie im soli do obiadu czy cukru do kawy, kupią te produkty w małym osiedlowym sklepiku. Natomiast w większych ośrodkach ludzie, którzy spędzali niedziele w galeriach handlowych, będą się powoli przyzwyczajać do nowych zwyczajów, przemodelują sposób spędzania wolnego czasu, co z pewnością wszystkim wyjdzie na dobre. Przypomnę tylko Święto Trzech Króli, kiedy wprowadzano wolne od pracy w tym dniu, pojawiły się głosy, że polska gospodarka się zawali, ale nic takiego – jak się okazało – nie ma miejsca. Tymczasem święto to tak pięknie się nam od pewnego czasu rozwija – mam na myśli Orszaki Trzech Króli, które 6 stycznia przechodzą ulicami setek polskich miast i miasteczek, a liczbę uczestników można liczyć w setkach tysięcy czy nawet w milionach. Podobnie będzie z niedzielami i ograniczeniem handlu, do czego ludzie też się przyzwyczają. Wolny czas niedziel będą spędzać z rodzinami na powietrzu w parkach czy innych sprzyjających wypoczynkowi miejscach. Jednak na to pełne przewartościowanie potrzeba czasu. Zawiedzeni utratą władzy politycy będą wykorzystywać każdą nadarzającą się okazję, będą negować i mówić, że wszystkie decyzje rządu Prawa i Sprawiedliwości są złe. Znani są przecież z donoszenia na swoją Ojczyznę do Komisji Europejskiej, tyle tylko że w Brukseli – jeśli chodzi o ograniczenia w handlu – raczej nie będą mieć posłuchu, bo w wielu krajach Unii Europejskiej niedziele są akurat wolne.

Pojawiają się argumenty, że na wolnych niedzielach stracą też handlowcy w miastach przygranicznych…     

– To, że Niemcy w niedziele robili zakupy w sklepach przygranicznych, bo w tym czasie sklepy są u nich w kraju pozamykane, to jest ich sprawa. Jak będzie im zależało, to przyjadą do nas na zakupy w inne dni tygodnia. Nie możemy dla Niemców wygody robić niewolników z naszych ludzi.

Są także postulaty, aby rekompensować pracę w niedziele wyższymi zarobkami – dajmy na to – sięgającymi nawet 250 proc. stawki dziennej…    

– Niewolnictwo już dość dawno temu zostało zniesione. I tu nie chodzi o to, żeby zwiększać czy zmniejszać zarobki pracowników, ale chodzi o oddanie niedzieli dla rodziny. I to był główny powód ograniczenia handlu w niedziele, a nie żeby w XXI wieku wprowadzać w Polsce system niewolniczy i płacić – dajmy na to – 250 proc. stawki tym, którzy godzą się na wyzysk. Pracownikowi trzeba płacić uczciwie za tę pracę, którą wykonuje dzisiaj tu i teraz. Przypomnę tylko, że Polacy pracują dłużej niż pracownicy w wielu innych krajach Europy. W tej sytuacji mówienie o 40-godzinnym tygodniu pracy, że to za mało, to jest jakiś nonsens. Są przecież kraje, które mają już 35-godzinny tydzień pracy, dodatkowo skracają czas pracy w piątki, a wszystko po to, żeby pracownik mógł już w piątek wyjechać na weekend i żeby w pełni wypoczęty wrócił w poniedziałek do pracy. Tak jest w normalnych krajach. Tymczasem u nas jest wielkie halo, bo w niedzielę ktoś nie pospaceruje po galerii czy hipermarkecie. Niedziela jest dla Boga i dla rodziny.  

Czyje interesy reprezentuje dzisiaj Platforma, która zapowiada projekt mający znieść zakaz ograniczający handel w niedziele? Co więcej twierdzi, że po dojściu do władzy zmieni prawo i przywróci poprzedni stan.

– Politycy Platformy są tak bardzo pogubieni, że wydaje się im, iż kiedykolwiek wrócą jeszcze do rządzenia Polską. W swojej pysze nie zdają sobie sprawy, że są na najlepszej drodze, aby prędzej czy później podzielić los Ruchu Palikota. To zdumiewające, że ugrupowanie, któremu poparcie w sondażach może już wkrótce spaść do jednocyfrowego wyniku, mówi o przejęciu władzy. Żeby przyjąć ze spokojem takie twierdzenia, trzeba naprawdę mieć spore poczucie humoru.   

Jak skomentuje Pan głosy handlowców potwierdzające, że będą szukać furtki, jak obejść zakaz ograniczający handel w niedziele?

– Zarówno NSZZ „Solidarność”, jak i minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska będą monitorować przebieg i wykonywanie tej ustawy. Jeżeli pojawią się różne dziwne wymysły ze strony handlowców, to w zależności od sytuacji te przepisy ustawowe będą nowelizowane. Już dzisiaj mówimy o tym, żeby – tak jak to ma miejsce w innych krajach – doba w dniu handlowym kończyła się o godz. 22.00, bo w niektórych krajach kończy się już o godz. 18.00, a po dniu wolnym rozpoczynała się o godz. 5.00 czy 6.00 dnia następnego. Ta czy inaczej wszelkie próby kombinacji czy omijania przepisów ustawowych będą skutkowały natychmiastową reakcją i mam nadzieję, że będą one nowelizowane.

Czy prawdą jest to, że NSZZ „Solidarność” chce rozszerzenia zakaz handlu w niedziele na inne branże?

– Tu nie chodzi o branże, ale o rozdział kodeksu pracy, który wprowadza całą masę wyłączeń. I o tym właśnie mówił przewodniczący Piotr Duda – mianowicie, że przyjrzymy się obecnemu kodeksowi pracy i będziemy się zastanawiali, w których punktach to rozluźnienie jeszcze występuje. Jeżeli bowiem słyszę od pracowników, którzy zajmują się przetwórstwem owocowo-warzywnym, że – dajmy na to – jest cały magazyn keczupu, a oni muszą w niedziele przychodzić do pracy i produkować kolejne partie, to jest to bezsens i trzeba to zmienić. Chodzi zatem o to, żeby przyjrzeć się aktualnie obowiązującemu kodeksowi pracy i znaleźć punkty, które uzasadniałyby zmiany. Nie może być bowiem tak, że błędy w zarządzaniu czy też błędy w organizacji pracy powodują, że ludzie muszą pracować zarówno w soboty, jak i w niedziele. Przecież jako NSZZ „Solidarność” walczyliśmy o wolne soboty, a teraz jest wielki problem, kiedy dopominamy się dla pracowników wolnych niedziel.      

Prawo i Sprawiedliwość ustami wiceministra kultury Jarosława Sellina zapowiada, że każdy nowy projekt rozszerzający zakaz handlu w niedziele – przynajmniej na obecnym etapie – nie zyska aprobaty…

– Trudno komentować słowa wiceministra kultury, jednak uważam, że Jarosław Sellin powinien się zająć sprawami resortu, który reprezentuje, i niech się zbytnio nie martwi sprawami, które nie dotyczą jego ministerstwa. Od tego jest resort rodziny, pracy i polityki społecznej czy resort sprawiedliwości. Przypomnę, że 16 marca w Sali BHP Stoczni Gdańskiej w ramach debaty konstytucyjnej mamy konferencję „Wolność zrzeszania czy wolność zwalniania? Czy Konsytuacja rzeczywiście zapewnia wolność tworzenia i działania związków zawodowych?” z udziałem m.in. min. Zbigniewa Ziobry. Będziemy rozmawiać m.in. o tym, iż wielu pracodawców dyskryminuje swoich pracowników związkowców, a mimo to są bezkarni. Widać, że tu też są potrzebne zmiany. Wracając jednak do pytania, myślę, że lepiej byłoby, gdyby każdy z ministrów wypowiadał się w sprawach swojego resortu. Moim zdaniem, wiceminister Sellin niech się raczej zastanowi, czy obecny dyrektor niemieckiego obozu koncentracyjnego i zagłady w Oświęcimiu dalej powinien pełnić tę funkcje. I myślę, że to winno być najważniejsze zadanie dla wiceministra kultury, a nie martwienie się rozszerzaniem czy likwidowaniem patologii w zatrudnieniu.     

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl