logo
logo
zdjęcie

Co jest naprawdę ludzkie?

Środa, 25 kwietnia 2018 (03:33)

Mówmy posłom o obronie życia – apelowaliśmy i apelujemy na łamach „Naszego Dziennika” szczególnie do wyborców PiS, od kierownictwa którego zależą dalsze losy projektu obywatelskiego „Zatrzymaj aborcję”. Związane to jest z zapowiedzią spotkań wyborczych polityków partii rządzącej w całej Polsce. Okazuje się, że ta inicjatywa przynosi efekty, bo zmusza polityków do wyraźnego opowiedzenia się w tej konkretnej sprawie.

Tak stało się w Bochni, gdzie z wyborcami spotkała się posłanka PiS Joanna Lichocka. Określiła się jako zdecydowana przeciwniczka ustawy „Zatrzymaj aborcję”. Jej zdaniem, projekt, który ma obronić przed zabiciem chore lub jedynie podejrzewane o chorobę dzieci poczęte, jest „bardzo radykalny” i „na miarę ludzką nieludzki”. Odcięła się też wprost od projektu, który poparło ponad 830 tysięcy osób, stwierdzając, że jest on firmowany przez Kaję Godek i „środowiska, które z PiS mają niewiele wspólnego”.

Mam kilka pytań:

Dla kogo ten projekt jest „radykalny”? Chyba nie dla dzieci zagrożonych aborcją? Obecne przepisy są dla nich najbardziej radykalne z możliwych – za chorobę i niepełnosprawność karzą wyrokiem śmierci!

Dla kogo jest „nieludzki”? Chyba tylko dla kogoś, kto uważa, że dziecko przed narodzeniem jest w jakimś stopniu „nieludzkie”, np. ze względu na okoliczności poczęcia, na wczesną fazę rozwoju prenatalnego albo chorobę czy niepełnosprawność. Zabijanie jest nieludzkie!

Dla kogo jest PiS? Czy obrońcy życia, którymi w gruncie rzeczy są wszyscy żyjący autentycznie swą wiarą katolicy, „z PiS mają niewiele wspólnego”?

Wprowadzaniem w błąd Polaków są twierdzenia Lichockiej, że projekt „Zatrzymaj aborcję” „zakłada nadrzędność interesów dziecka nienarodzonego nad życiem i zdrowiem kobiety” i że „dramatyczny wybór między losem kobiety a nienarodzonego dziecka ten projekt stawia jednoznacznie po stronie nienarodzonego dziecka”. Ten projekt odnosi się nie do ujętej w polskim prawie sytuacji związanej z zagrożeniem życia czy zdrowia matki, ale do aborcyjnej przesłanki eugenicznej. Jego celem jest jedynie zakaz mordowania dzieci poczętych podejrzanych o chorobę czy niepełnosprawność.

Jak widać po wypowiedziach posłanki PiS, granice poselskich sumień w sprawie obrony życia wcale nie muszą przebiegać tak jak granice klubów poselskich. Spokojnie pod wypowiedziami poseł Joanny Lichockiej na temat projektu „Zatrzymaj aborcję” mogliby się podpisać członkowie lewicowo-liberalnych ugrupowań. Z drugiej strony są też inne postawy. Na przykład w czasie styczniowych głosowań posłanka Nowoczesnej Kornelia Wróblewska była w stanie publicznie nie zgodzić się ze sformułowaniem promującej aborcyjny projekt ustawy Barbary Nowackiej, że dziecko poczęte to jedynie „zlepek komórek”. „Mnie to osobiście dotknęło, ponieważ ja urodziłam niedawno córkę. Ja wiem, że 12-tygodniowy płód to nie jest wyłącznie zlepek komórek, tylko to już jest dziecko, tu już bije serce, powoli czuć ruchy”, mówiła wówczas posłanka Nowoczesnej.

Od miesięcy próbujemy zrozumieć, dlaczego partia odwołująca się do katolicyzmu i nieukrywająca przywiązania do Kościoła jest taka opieszała w sprawie zapewnienia ochrony życia wszystkim dzieciom od poczęcia. Nie chodzi, jak widać, tylko o kalkulacje wyborcze. Problem jest głębszy. Są posłowie PiS (ilu ich jest?), którzy chyba nie są przekonani nawet do zasady bezwarunkowej nienaruszalności życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci. A to przecież sprawa fundamentalna dla naszej teraźniejszości i przyszłości.

I jeszcze jedno. Wypowiedzi poseł Lichockiej rzuciły cień „czarnych marszów” także na wszystkie kobiety w PiS. Dlatego jak najszybciej powinny się one od nich odciąć. Każdy dzień zwłoki daje prawo do stawiania pytania: czy to posłanki PiS stoją w znaczącym stopniu za blokadą w sejmowej komisji i opóźnianiem pracy parlamentarnej nad projektem „Zatrzymaj aborcję”?

Niestety, słowa Lichockiej przypomniały wypowiedź, która padła podczas prowadzonej przed dwoma laty debaty na temat innego projektu: „Stop aborcji”. Marta Kaczyńska w jednym z felietonów także odcięła się wówczas od tego projektu, stwierdzając, że prace w Sejmie nad nim nie odbywają się z woli PiS. Napisała, że „wprowadzenie całkowitego zakazu przerywania ciąży to rozwiązanie iluzoryczne, skazujące wiele kobiet na aborcyjne podziemie, a także nierzadko sprowadzające bezpośrednie niebezpieczeństwo dla ich życia i zdrowia, co w przypadku matek mających już dzieci należy uznać za rozwiązanie zwyczajnie okrutne wobec rodzin”.

Przypomnienie tych słów i obecne wypowiedzi posłanki PiS każą pytać o fundamenty, na jakich „dobra zmiana” PiS ma przynieść pomyślność Polsce i wszystkim Polakom, także tym jeszcze nienarodzonym.

Nasz Dziennik