logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Opozycja potrzebuje umiaru

Poniedziałek, 30 kwietnia 2018 (21:54)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Rząd podwyższył już rentę socjalną, proponuje kompleksowe rozwiązania, m.in. dostępność do specjalistów bez kolejek, rehabilitacje i środki opatrunkowe, co ma przynieść ok. 520 zł oszczędności w budżecie rodzin, ale protestujący opiekunowie chcą gotówkę. Jak to rozumieć?

– Każdy, kto obserwuje ten protest, współczuje rodzinom osób niepełnosprawnych. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że codzienność jest dla nich wielkim trudem. Przez fakt zaangażowania wobec swoich dzieci opiekunowie nie mają możliwość zarobkowania, bo czas, jaki mogliby przeznaczyć na pracę, muszą poświęcić na aktywność opiekuńczą. I zważając na to, państwo powinno się pochylić nad ich problemami. Natomiast rzeczywiście zderzają się tutaj dwie kwestie: z jednej strony to, co zwiemy losem tych ludzi i potrzebą miłosiernego spojrzenia na nich oraz udzielenia im wsparcia, a z drugiej strony są możliwości budżetu państwa. Nieszczęścia w życiu ludzkim, jak wiemy, jest dużo i trzeba się pochylać nad różnymi osobami, także starszymi, schorowanymi itd. Problemów, także społecznych, jest wiele, więc tym bardziej potrzebna jest także racjonalność rozumiana jako roztropność.

A jeśli chodzi o protest w Sejmie, jaki jest klucz do porozumienia?           

– Wydaje się, że tutaj ważny jest kompromis. Obiektywnie rzecz biorąc, widać, że rząd, a zwłaszcza min. Elżbieta Rafalska, podejmują dialog z protestującymi, coraz to nowsze pojawiają się pomysły czy propozycje, w tym również – jak słyszymy – niekoniecznie pieniądze w formie gotówki do ręki, ale wymierne wsparcie poprzez sfinansowanie świadczeń pomocowych. To oczywiście jest jakieś wyjście, bo jak można sądzić, myśl jest taka, aby ta pomoc rzeczywiście trafiała do bezpośrednio zainteresowanych, a więc do osób niepełnosprawnych, a nie na inne cele. Kompromisowemu rozwiązaniu trwającego sporu nie służy też fakt, iż do tej gry niepotrzebnie włączyli się politycy opozycji i oczywiście wtórujące im media liberalne, którzy szukają przy każdej okazji niekoniecznie rozwiązania ważnych społecznie problemów, ale raczej ugotowania na ludzkiej tragedii swojej politycznej pieczeni. Jest to też związane z podgrzewaniem emocji, bowiem wydaje mi się, że ten protest przerodził się czy przybrał bardzo emocjonalną formę i stąd chyba trudność w znalezieniu kompromisu.      

Kiedy rząd wychodzi z konkretną ofertą, to jest ona odrzucana. W jakim świetle stawia to opiekunów niepełnosprawnych?

– Opiekunowie osób niepełnosprawnych biorących udział w sejmowym proteście muszą sobie zdać sprawę, że od momentu, kiedy rozpoczął się ten protest, a więc jeszcze za czasów rządów Platformy, społeczeństwo doskonale rozumie ich problemy. Każdy, kto ma rodzinę, dobrze wie, jak kształtują się wydatki, że sytuacja jest dużo trudniejsza w przypadku, gdy ktoś wychowuje i opiekuje się osobą czy osobami niepełnosprawnymi – zwłaszcza w stopniu znacznym. Nie oznacza to jednak, że poparcie społeczne będzie niezmienne, jeśli ludzie zauważą, że kolejne oferty, propozycje rządu są przez opiekunów odrzucane, a oni sami będą stać niezmiennie tylko na gruncie swoich żądań. Istnieje niebezpieczeństwo, że protestujący opiekunowie w Sejmie mogą wejść w stan konfliktu nie tylko z rządem, ale przestaną być wiarygodni i rozumiani w szeroko pojętej perspektywie społecznej.

Czy taka sytuacja nie ma już miejsca?

– W moim przekonaniu, jesteśmy dzisiaj na granicy takiej sytuacji, dlatego warto zadać sobie pytanie, czy ktoś w tym sporze nie próbuje celowo eskalować czy podgrzewać atmosfery. Tym bardziej musi się znaleźć złoty środek. Wiemy, że życie jest, jakie jest, ale budżetowe możliwości państwa też są adekwatne do tego, w jakim miejscu jesteśmy. Co by nie powiedzieć, nie jesteśmy krajem bogatym, zasobnym, jak np. Niemcy, ale krajem na dorobku. Z jednej strony musimy się głęboko pochylić nad losem osób niepełnosprawnych i ich potrzebami, ale z drugiej nie wolno doprowadzać do sytuacji zagrożenia, załamania się budżetu państwa. Jeśli uleglibyśmy skądinąd zrozumiałym potrzebom jednej grupy, nota bene bardzo boleśnie doświadczonej przez los, traktując tę grupę priorytetowo, to pamiętajmy, że w Polsce grup społecznych, które oczekują wsparcia, jest o wiele więcej. Można zatem spodziewać się, że do Sejmu przyjdą kolejne grupy, które też nie mają łatwo w życiu. Idąc tą drogą, bardzo szybko możemy doprowadzić do rozłożenia budżetu państwa na łopatki. Stąd – tak jak już powiedziałem – zawsze konieczny jest złoty środek, żeby nie przeholować z wydatkami. Można odnieść wrażenie, że jesteśmy już na granicy takiej niebezpiecznej dla nas wszystkich sytuacji. Pozostaje mieć nadzieję, że protestujący opiekunowie osób niepełnosprawnych uświadomią sobie, jak zaczynają być odbierani przez społeczeństwo.

W tym sporze, którego póki co końca nie widać, tak naprawdę chodzi o niepełnosprawnych, czy może mamy do czynienia z polityczną próbą opozycji zmierzającą do wykolejenia rządu?

– Protestującym opiekunom z pewnością chodzi o los ich niepełnosprawnych dzieci, natomiast politykom o poparcie społeczne. Z jednej strony widzimy, że wielu polityków – szczególnie Nowoczesnej – uczestniczy w „czarnych marszach”, głosi hasła aborcyjne, także dotyczące aborcji eugenicznej, a z drugiej strony w Sejmie rzekomo pochylają się nad losem niepełnosprawnych. Oczywiście widać w tym wszystkim sprzeczność, żeby nie powiedzieć obłudę. W moim przekonaniu, ponad podziałami powinny być zachowane pewne kanony gry politycznej, to znaczy, że są obszary, którymi grać nie wolno. Wydaje się, że sprawy dotyczące ochrony życia czy osób niepełnosprawnych nie powinny być rozgrzewane partyjnie. Tyle że po stronie tzw. totalnej opozycji raczej nie ma żadnego umiaru. Ci politycy wykorzystają każdy pretekst, ażeby podpalić Polskę z nadzieją, że obecny rząd zostanie obalony.     

No dobrze, o ile politycy potrafią grać rodziną, dziećmi i wykorzystywać w walce politycznej osoby niepełnosprawne, to niepokoi fakt, że dzieje się to wszystko przy akceptacji niektórych rodziców czy opiekunów, którzy dają się wplątać w tę brudną grę…

– Najpierw spróbujmy odróżnić politykę od politykierstwa. Polityka to troska o dobro wspólne, działalność na rzecz dobra wspólnego i rozwiązywanie ludzkich problemów. Natomiast politykierstwo to chłodna, wyrachowana gra partyjna nakierowana tylko na polityczny zysk. Jeśli zaś chodzi o opiekunów osób niepełnosprawnych biorących udział w tym proteście, to nie chciałbym ich oceniać indywidualnie, bo wcześniej trzeba byłoby prześledzić ich konotacje polityczne. Pomijając to, wydaje się, że ci ludzie weszli w pewien stan wiru emocjonalnego. Widać to, jak nakręcają się, kiedy pojawiają się u nich politycy opozycji, którzy ich do takich postaw tylko zachęcają. W tym względzie radziłbym im, żeby polali rozgrzane głowy chłodną wodą i zaczęli racjonalnie myśleć o swoich podopiecznych i o tym, jak rozwiązywać nurtujące ich problemy. Jeśli bowiem wejdą jeszcze głębiej w ten wir partyjnych zmagań, który nie powinien ich w ogóle dotyczyć, to może przyjść taki moment, kiedy zostaną zdefiniowani przez dużą część społeczeństwa jako element gry politycznej, politykierstwa i zamiast osiągnąć swój cel, czyli pomóc ludziom – swoim bliskim, doświadczonym i bardzo obciążonym, to staną się częścią rozgrywki międzypartyjnej, która nijak się ma do tego, co kryje się pod służbą czy pomocą ludziom wymagającym wsparcia.     

Czy rząd powinien ulegać presji i czy tak ważne sprawy, mocno obciążające budżet, powinny być załatwiane pod presją i na kolanie?

– W mojej ocenie, rząd i resort rodziny zachowują się tutaj w sposób poprawny. Minister Rafalska ze swoją ekipą – widać, że cały czas pracuje, szuka rozwiązań, takich, które z jednej strony są prospołeczne, a z drugiej nie są populistyczne. Warto bowiem mieć na uwadze, że proste uleganie presji bez racjonalnej, pogłębionej debaty, dyskusji, której celem jest szukanie możliwie najlepszych rozwiązań, spowoduje, że następnym razem przyjdą po pomoc inni. Polska po rządach koalicji PO – PSL zaczyna dopiero wychodzić z zapaści i póki co państwo – mimo uszczelnień w sferze podatków i oszczędności będących skutkiem walki z mafiami VAT-owskimi – nie jest jednak w stanie – i jeszcze długo nie będzie – spełnić, nie mówię nawet wszystkich, ale wielu potrzeb. Musi być dialog, a z drugiej strony kompromis. Należy szukać złotego środka, a więc czegoś, co jest potrzebne, ale też realne. Jeśli tak się nie stanie, to byłby to błąd polityczny ze strony rządu. Oczywiście z jednej strony nie wolno zostawiać ludzi samych, bez pomocy, ale z drugiej strony należy tak się pochylać nad potrzebami społecznymi, na ile nas stać. Jeśli rząd zacznie od razu spełniać wszystkie potrzeby, ulegając sile protestów różnych grup, może to doprowadzić do bankructwa państwa.

Czy nie jest tak, że od sposobu rozwiązania tego sporu zależeć będą przyszłe miesiące tego rządu, ale także wynik wyborów samorządowych?

– Nie sądzę. Owszem, takie zagrożenie byłoby realne, gdyby rząd nie pochylał się nad problemami osób niepełnosprawnych protestujących w Sejmie, gdyby ich zlekceważył, gdyby były – dajmy na to – próby wyrzucenia tych ludzi z Sejmu. Ale niczego takiego nie ma. Tymczasem  wydaje się, że jest zrozumienie dla tych osób, podejście min. Rafalskiej i w ogóle rządu jest właściwe, więc nie sądzę, żeby ten protest rozstrzygał o tym, jaki będzie wynik wyborów samorządowych jesienią. Również ta ostatnia deklaracja protestujących, że oni chcą pięćset złotych żywej gotówki, wydaje się, że nie znajduje zrozumienia w społeczeństwie.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl