logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

To jest egzamin, który musimy zdać

Poniedziałek, 7 maja 2018 (21:48)

Z prof. dr. hab. Piotrem Jaroszyńskim, kierownikiem Katedry Filozofii Kultury i Sztuki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, etykiem, kulturoznawcą, wykładowcą w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Komu przeszkadza Pomnik Katyński w Jersey City, czy tylko burmistrzowi Stevenowi Fulopowi?

– Trudno jednoznacznie powiedzieć, komu ten pomnik przeszkadza i kto stoi za inicjatywą jego usunięcia. Może to zadanie dla odpowiednich służb? Z pewnością nie chodzi tu tylko o osobę burmistrza Fulopa, ale jest to cały łańcuszek powiązań, a co za tym idzie – fundusze ludzi bogatych, którzy popierając danego kandydata – jak w tym wypadku na burmistrza – żądają wzajemności. Pomnik Katyński na placu Exchange Place jest symbolem wielkich zbrodni, jakich Sowieci dokonali na polskich oficerach. Monument przypominający o zbrodni ludobójstwa dokonanej na Polakach może przeszkadzać kręgom powiązanym z dzisiejszą Rosją, w jakiejś mierze stanowiącą kontynuację Rosji Sowieckiej, której najwyższe władze były odpowiedzialne za zbrodnię ludobójstwa w Katyniu. Kontynuacja tej zbrodniczej idei poprzez powiązania osobowe, rodzinne może być obecna również wśród obecnej władzy na Kremlu. I choć społeczeństwo amerykańskie, jeśli chodzi o znajomość historii, tym bardziej historii Polski, jest raczej niezorientowane, niemniej jednak symbol i napis na pomniku „Katyń” pozostaje żywy, zwłaszcza po katastrofie smoleńskiej z 10 kwietnia 2010 roku, kiedy zginęły elity władzy RP. I biorąc pod uwagę cały ten wspomniany kontekst, można odnieść wrażenie, że za ideą usunięcia monumentu stoją środowiska postsowieckie, które konsekwentnie zabiegają o to, aby wymazywać ze świadomości świata pewne niewygodne dla nich nazwy i wydarzenia.

Czy zatem te działania można uznać za pewną formę antypolonizmu?        

– Jak najbardziej. Antypolonizm jest systematycznie wsączany w środowiska zachodnie za pośrednictwem mediów, poprzez edukację czy filmy, i to niekoniecznie przez samych Sowietów, ale przez środowiska Europy Zachodniej czy w ogóle państw cywilizacji zachodniej z różnych kontynentów, które zbiorczo nazywamy lewackimi. Tak propagowana forma antypolonizmu ma za zadanie uderzyć nas, Polaków, w najbardziej czuły punkt. Katyń – jak pamiętamy – był tematem, którego nie wolno było poruszać w czasach PRL-u, a podejmowane przez komunistów działania miały też za zadanie pozbawianie Polaków świadomości, co to znaczy utrata elit. Uznano bowiem, że społeczeństwo pozbawione elit łatwiej ulega manipulacjom i ostatecznie zniewoleniu. Katyń to symbol utraty podmiotowości przez społeczeństwo z dalszymi tego konsekwencjami. Stąd w przypadku Jersey City możemy mieć również do czynienia z nagonką bazującą na antypolonizmie, która zakłada pogardę i brak szacunku dla wartości, które dla nas są wręcz święte. Usunięcie Pomnika Katyńskiego też może wpisywać się w ten nurt pogardy.

Czy i jaką rolę w tej agresywnej, antypolskiej polityce odgrywa czynnik ekonomiczny i wspomniane przez Pana elity wspomagające władzę, w tym wypadku burmistrza Jersey?          

– Pomnik jest usytuowany na nabrzeżu rzeki Hudson, na placu Exchange Place, naprzeciw Manhattanu, otoczony wieżowcami, to są tereny, gdzie cena ziemi jest ogromna. W związku z tym biznesmeni, deweloperzy i całe to środowisko tylko czyha, żeby ten teren w odpowiednim momencie przejąć. Niestety pomnik przeszkadza w realizacji tych planów, stąd trzeba go usunąć. Ciekawa jest też argumentacja władz Jersey City, mianowicie, że w miejscu pomnika ma powstać park. Przecież to samo robili Sowieci, którzy chcąc zniszczyć ślady cmentarzy i tym samym zatrzeć pamięć wśród sobie wrogich czy podbitych narodów, zamieniali cmentarze na parki.

Próby usunięcia tak ważnego dla nas Polaków symbolu, jakim jest Pomnik Katyński, mogą obudzić w nas większe poczucie polskości i solidarności?

– My, Polacy, znani z bohaterstwa i walki o wolność i niepodległość, jesteśmy bardzo czuli na wszelkie przejawy podporządkowania innym nacjom. Zginąć w bohaterskiej walce, bitwie za Ojczyznę, to dla Polaka zaszczyt, ale pojmanie, niewola i skrytobójczy mord na bezbronnych – jak to miało miejsce w przypadku polskich oficerów w Katyniu – to dla nas jest nie do pojęcia. Pamięć Katynia jest w nas, Polakach, wciąż bardzo żywa, stąd próba usunięcia symbolu tej narodowej martyrologii może być iskrą, która zapali, przebudzi naszych rodaków za granicą – zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, którzy uznają, że oprócz codziennej egzystencji jest coś więcej, że są sprawy ważniejsze, głębsze, które dotyczą godności Narodu – wspólnoty, do której się należy niezależnie od tego, gdzie się aktualnie mieszka czy pracuje. W związku z tym jest szansa, że Polacy w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, ale też w każdym innym punkcie świata – szczególnie w dobie internetu – obudzą się i co ważne – w sposób zorganizowany – dadzą wyraz swojemu oburzeniu wobec prób usunięcia Pomnika Katyńskiego z centrum Jersey City.

Czy takie „pospolite ruszenie” może być skuteczne?         

– Jak wspomniałem na wstępie, nie sądzę, żeby inicjatorem i mózgiem tego przedsięwzięcia był sam burmistrz Fulop. Stąd zorganizowana akcja w internecie skierowana może być do tych, którzy za tym stoją, a więc do środowisk biznesowych, powiązanych – co może być paradoksem – z Moskwą. Ważne, żeby odczuli, czym jest protest milionów ludzi, którzy w obronie polskiego symbolu się jednoczą i potrafią mówić jednym głosem. Oczywiście jak skutecznie się temu zamierzeniu przeciwstawić, to jest kwestia do dyskusji, bo wiadomo, że mogą być różne formy nacisku. Jedno jest jednak pewne, mianowicie, że nie wolno tej sprawy zamieść pod dywan, zostawić samej sobie, bo to znaczyłoby, że z Polakami można zrobić wszystko, że Polacy nie mają poczucia własnej godności i że brakuje im odwagi. To jest test, egzamin, który musimy zdać. I czy to burmistrz Fulop, czy środowiska za nim stojące muszą sobie uświadomić, że wybrali złą drogę, że tylko złudzeniem jest myślenie, iż Polacy są uśpieni, że stracili poczucie swojej narodowej przynależności.

Z tą organizacją Polaków za granicą też bywa bardzo różnie…

– Tym bardziej ta sprawa powinna dać Polonii wiele do myślenia. Inne narody dość łatwo wchodzą w struktury państwa, w którym żyją. Podobnie muszą postępować Polacy w państwie, w którym przyszło im żyć. Jako obywatele powinni się aktywnie włączać w politykę różnego szczebla i tym samym pilnować interesów swoich grup etnicznych. Innymi słowy, zachowując swoją polską narodowość jako obywatele np. Stanów Zjednoczonych, mając określone uprawnienia, powinni się ubiegać o udział w różnych strukturach władzy. Aż nie chce się wierzyć, że w wielu polskich środowiskach panuje apatia, tym bardziej jest to dziwne, że prawo umożliwia udział w różnych gremiach, władzach czy to ulicy, dzielnicy, miasta czy stanu. Dlaczego Polak nie może być burmistrzem np. Jersey City, co stoi na przeszkodzie? Trzeba zatem brać udział w życiu publicznym, tworzyć środowiska, grupy lobbingowe, które będą wpływać na decyzje i powstanie różnych dobrych inicjatyw. Może to być pomocne w obronie dobrego imienia Polski, ale także mieć znaczenie tam, gdzie są potężne ataki na chrześcijaństwo. 

Co Polska zrobiła – nie mam na myśli Polonii, która, jak Pan Profesor zauważył, jest statyczna i mało aktywna – ale co zrobiło państwo polskie, aby tę polskość umacniać i jej bronić?

– Poprzednia ekipa nie tylko, że nic nie zrobiła w tej materii, ale nasączała pieniędzmi i agentami środowiska polonijne. Wszystko po to, żeby je rozbić i skłócić. Tymczasem Polska powoli budzi się i wybija na niepodległość. Mamy za sobą II wojnę światową, gdzie struktura państwa została dokumentnie rozbita, następnie niewolę czy półniewolę komunistyczną, a dalej czasy postkomunizmu, gdzie de facto główne role odgrywali komuniści bądź ich spadkobiercy.

Może więc warto się zastanowić, ilu potomków komunizmu wciąż jeszcze zajmuje stanowiska ambasadorów czy pracuje na niższych szczeblach placówek dyplomatycznych?

– Jedni mieli wcześniej dyspozycje, żeby nie bronić dobrego imienia Polski, a inni dopiero się uczą. Proces wymiany kadr dyplomatycznych ciągle trwa, dziwić może tylko fakt, dlaczego tak długo. Stąd, żeby w sprawach ważnych dla naszej państwowości zabrać głos, siły reprezentujące Polskę za granicą muszą być skoordynowane. Skoro jednak cały czas jesteśmy na drodze przemian, to nie dziwmy się, że w sytuacji ataków na Polskę nie ma szybkiej i takiej odpowiedzi, jaka być powinna. Przed nam wciąż jeszcze długa droga, żeby wykształcić pokolenia, które będą konsekwentnie i systematycznie reagować na różne formy antypolonizmu, który nie ma żadnych podstaw. Można się też zastanawiać, czy za takimi antypolskimi działaniami nie stoi zła wola i próby odbierania nam, Polakom, własnej godności. Wszystko to może wskazywać, że jest to akcja zorganizowana. Tym bardziej, aby się przeciwstawić tym antypolskim działaniom, powinny się w nią włączyć miliony Polaków mieszkających w Ameryce. Polacy muszą stanąć w obronie pomnika, który jest symbolem zbrodni katyńskiej i naszej XX-wiecznej historii. Oczywiście trzeba uświadamiać naszym rodakom, że jeżeli w tym wypadku nie zabiorą głosu na odpowiednim, zorganizowanym poziomie, to z czasem będzie im coraz trudniej żyć na obczyźnie, co więcej, będą konsekwentnie spychani na margines życia społecznego, politycznego i ekonomicznego państwa, w którym żyją oni i ich dzieci. Przyznam, że nie wyobrażam sobie, żeby Polonia, mając do dyspozycji internet, środki masowego przekazu, czasopisma, które też sama wydaje, nie potrafiła w tym momencie, i to szybko, znaleźć inteligentnej odpowiedzi na ataki burmistrza Fulopa i środowisk, które za tym stoją. Potrzebny jest tutaj pozytywny program i jasny przekaz: czego bronimy i dlaczego.         

W tle sprawy pomnika są obraźliwe komentarze wobec marszałka Sejmu. Czy należy robić z tego incydent międzynarodowy?

– Jeśli przejdziemy nad tym do porządku dziennego, to niebawem burmistrz Fulop wynajmie firmę i usunie Pomnik Katyński. Tutaj chodzi o to, żeby zdecydowanie i na dużą skalę zaprotestować, ale mieć przy tym na uwadze, na czym polega demokracja amerykańska.

Co ma Pan na myśli?

– Amerykanie nie przywiązują większej wagi do tytułów czy hierarchii społecznej jak my w Polsce czy Europie, którzy pielęgnujemy tradycyjne wzorce zachowania. Dla nich król czy królowa, prezydent czy premier nie są kimś nadzwyczajnym. Amerykanie zwracają się do siebie na ty, więc nie ma dla nich znaczenia, czy przeciw jakiejś inicjatywie głos zabiera prezydent, premier, marszałek Senatu czy zwykły obywatel, ale ważna jest siła argumentów i poparcie, jakie ma dana inicjatywa. Nie ma więc powodów, żeby polskie najwyższe władze państwowe wchodziły w bezpośrednie spory, dajmy na to, z burmistrzem Jersey City. To tylko może skutkować kolejnymi, niegrzecznymi wpisami na Twitterze. Natomiast ważne jest, aby w inicjatywę w internecie wprzęgnąć jak największą grupę ludzi – Polaków z Ameryki, pełnoprawnych obywateli Stanów Zjednoczonych, żeby oni dali wyraz swej dezaprobaty. Ważne jest także uruchomienie presji na decyzje dotyczące pomnika w Jersey City wśród samych Amerykanów, żeby znaleźć argumenty, które dla nich będą zrozumiałe, a więc uderzyć w ważne dla nich tony. Zwykły Amerykanin nie zna historii II wojny światowej, tym bardziej nie zna historii Polski, chodzi więc o edukację, aby w sposób jasny, zwięzły wyjaśnić im, w czym rzecz i dlaczego tego pomnika należy bronić.

A co dla Amerykanów jest takim jasnym przekazem?

– Wolność. Ten pomnik musi się kojarzyć z walką o wolność nie tylko Polski i Europy, ale również Stanów Zjednoczonych, o podstawową wolność człowieka zagrożoną przez różne systemy totalitarne. Trzeba mieć też świadomość, że jeśli dojdzie do likwidacji Pomnika Katyńskiego w Jersey City, to za chwilę możemy mieć zmiany nazw ulic, placów bohaterów amerykańskich, głównie Puławskiego i Kościuszki, których będzie się zastępować innymi „bohaterami”, spełniającymi kryteria politycznej poprawności.

To może być furtka do fałszowania historii nie tylko w Stanach Zjednoczonych…

– Dokładnie, to może dotyczyć całego świata. Dzisiaj nie ma już granic, jeśli chodzi o przepływ informacji i podejmowania działań. Trzeba się zatem przygotować, że ta akcja antypolonistyczna może się rozprzestrzeniać. Dlatego pozostając tylko w defensywie, niczego nie zdziałamy. Tam, gdzie nasi rodacy żyją, pracują, muszą myśleć perspektywicznie o tym, aby mieć coś do powiedzenia, aby zajmować odpowiednie stanowisko tam, gdzie podejmowane są decyzje, a nie tylko narzekać, że nas nie szanują. To jest walka.       

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl