logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Ukraina wykorzystuje nasze ustępstwa do kolejnych roszczeń

Czwartek, 24 maja 2018 (21:42)

Z Mirosławem Majkowskim, prezesem Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej „X D.O.K.”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Na cmentarzu komunalnym w Hruszowicach k. Przemyśla, w miejscu, gdzie stał nielegalny pomnik upamiętniający bojowników OUN-UPA, ruszyły dziś prace archeologiczne...

– Sprawa nie była taka prosta, bo trzeba było rozbić ciężką, grubą na blisko metr żelbetonową płytę fundamentową, na której był posadowiony nielegalny pomnik w kształcie łuku chwały. Jest to o tyle utrudnione, że wspomniana płyta znajduje się pomiędzy grobami, co wykluczało użycie cięższego sprzętu. Miejmy nadzieję, że po zdemontowaniu płyty, kiedy gruz zostanie uprzątnięty, rozpoczną się prace archeologiczno-ekshumacyjne.

Ukraińcy twierdzą, że w tym miejscu znajdują się szczątki ludzkie…

– Szczątki ludzkie mogą się znajdować w każdej części tej, zresztą bardzo starej nekropolii. Prawdopodobnie również ten nielegalny pomnik zbudowano na starych, zaniedbanych grobach. Tak czy inaczej nie ma żadnych przesłanek, które pozwoliłyby przypuszczać, że w miejscu tym spoczywają szczątki UP-owców.

Prace nadzoruje prof. Krzysztof Szwagrzyk, ale na miejscu są także przedstawiciele strony ukraińskiej, na czele ze Światosławem Szeremetą – sekretarzem ukraińskiej komisji do spraw upamiętnień ofiar wojny i represji. Jak obecność Szeremety jest odbierana przez środowiska patriotyczne?

– Już rano Światosław Szeremeta próbował urządzić wiceprezesowi Instytutu Pamięci Narodowej prof. Krzysztofowi Szwagrzykowi awanturę. Podobnie niestosownie – delikatnie rzecz ujmując – zachowywał się wobec Janusza Słabickiego, wójta gminy Stubno, gospodarza miejsca. Profesor Szwagrzyk starał się tonować atmosferę i spokojnie tłumaczyć racje, natomiast inne osoby słownie przywołały Szeremetę do porządku. Wśród pytań zadawanych przez Szeremetę prof. Szwagrzykowi było pytanie o stosunek wiceprezesa IPN do komunizmu. Kiedy profesor odpowiedział, że ten stosunek jest negatywny, wówczas Szeremeta usiłował przekonywać, że w tym miejscu – na cmentarzu w Hruszowicach – spoczywają członkowie OUN-UPA, którzy walczyli z komunistami. Jednak zapomniał przy tym, co zresztą zostało mu wytknięte przez świadków tej rozmowy, że także polskie oddziały podziemia niepodległościowego walczyły z UPA. Oddziały, które reprezentowały legalny Rząd Rzeczypospolitej Polskiej na Uchodźstwie walczyły w tym wypadku z terrorystami. Na tym zakończył się ten incydent. Warto też podkreślić, że dzisiejsze prace i teren zabezpieczała policja.

Jak wytłumaczyć to zachowanie – w końcu, jak by nie było, przedstawiciela państwa ukraińskiego, który do Hruszowic został oddelegowany przez władze w Kijowie?

– Po pierwsze, polski rząd uczynił gest, cofając na dzisiaj Szeremecie zakaz wjazdu na terytorium Polski. Po drugie, Światosław Szeremeta, nie zważając na to, przyjechał do naszego kraju bez żadnej pokory, co więcej, wszczynał awanturę i zamiast prowadzić rozmowy, zaczął narzucać swoją politykę przedstawicielom państwa polskiego. Nie sądzę też, żeby te ekshumacje były do końca na rękę ukraińskim władzom, które chciały kwestię pomnika w Hruszowicach i konflikt wokół niego wykorzystywać w polityce wewnętrznej, przed wyborami na Ukrainie. Tymczasem badania archeologiczno-ekshumacyjne w Hruszowicach niejako rozbijają ich dotychczasową politykę. Tak naprawdę pomnik był postawiony w hołdzie de facto mordercom, a z drugiej strony trzeba przypomnieć, że sam Szeremeta zablokował na Ukrainie poszukiwania i ekshumacje polskich ofiar ukraińskich zbrodni. Z jednej strony mamy zatem kwestię upamiętnienia zbrodniarzy, ludobójców, a z drugiej strony sprawę upamiętnienia zbrodni, i to jest zasadnicza różnica. Niestety, strona ukraińska zachowuje bezczelność we wzajemnych relacjach z Polską. Musimy mieć też świadomość, że wszelkie ustępstwa z naszej strony będą wykorzystywane przez stronę ukraińską do wysuwania kolejnych roszczeń wobec naszego państwa. Znam Światosława Szeremetę i wiem, że skorzysta z każdej okazji, żeby tylko uderzyć w Polskę.      

Skoro dotknął Pan tego tematu, to proszę powiedzieć, czy i jak kwestia Hruszowic może wpłynąć na poszukiwania na Ukrainie miejsc, gdzie grzebano polskie ofiary OUN-UPA?

– Strona polska podejmuje w stosunku do Ukrainy działania jednostronnie przyjazne, natomiast z drugiej strony nie ma wzajemności. Wciąż bowiem brakuje jasnych deklaracji, że działania z polskiej strony przełożą się na odblokowanie prac ekshumacyjnych na Ukrainie.

Ukraińcy chcą odbudować pomnik w Hruszowicach?

– Cały czas wysuwają takie żądania. W tym momencie pomnik ten nabiera charakteru rewizjonistycznego. Nie chodzi tu przecież o upamiętnienie, czyli o groby dla poległych, niezależnie od tego, kim byli, natomiast Ukraińcom chodzi o pomniki chwały banderowców, którzy reprezentowali ideę budowy państwa ukraińskiego właśnie na tych polskich ziemiach. Ten tupet strony ukraińskiej, usiłującej wymusić na Polsce przytaknięcie dla ich zaborczych intencji, czyli potwierdzenie, że, owszem, są to ziemie ukraińskie, tylko póki co administrowane przez Polskę. To rzecz nieprawdopodobna, ale fakty są takie, że cała działalność strony ukraińskiej w rezultacie sprowadza się właśnie do tego zakresu.

Jaka jest historia nielegalnego pomnika ku czci banderowców w Hruszowicach – monumentu, który został rozebrany w ubiegłym roku?

– W 1993 roku w ramach Związku Ukraińców – Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego zrzeszającego byłych banderowców, który działał przy Związku Ukraińców w Polsce, została podjęta decyzja w sprawie upamiętnienia, które rok później zostało wybudowane na cmentarzu komunalnym w Hruszowicach k. Przemyśla. Pomnik ten został wybudowany nielegalnie, bez zezwolenia władz centralnych i władz lokalnych. Ta, jak wspomniałem, nielegalna forma upamiętnienia została wzniesiona bez konsultacji zarówno z wojewódzkim konserwatorem zabytków, jak i Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Co więcej, ten olbrzymich rozmiarów monument w kształcie łuku tryumfalnego został opatrzony – zresztą sprzecznym z prawdą historyczną – napisem: „Chwała bohaterom UPA, bojownikom o wolną Ukrainę”. Mimo protestów wielu środowisk kresowych i patriotycznych, pomimo iż stanowisko MSW co do rozbiórki pomnika było jasne od dawna, to decyzji o rozbiórce niestety nie podjęto. Sprawa ciągnęła się przez 20 lat i w tym czasie nikt nie przeciął tego wrzodu, pomimo iż w 1995 r. Wojewódzki Komitet Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Rzeszowie stwierdził, że obiekt powinien zostać rozebrany. Wobec powyższego wójt gminy Stubno, zgodnie z obowiązującym prawem, podjął decyzję o rozbiórce monumentu, co też stało się w kwietniu ubiegłego roku. Rozbiórka, której dokonali przedstawiciele Społecznego Komitetu Usuwania Banderowskich Upamiętnień w Polsce, odbyła się w majestacie prawa, po uprzednim spełnieniu wymaganych procedur.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 3 lipca 2018 (13:27)

NaszDziennik.pl