logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Pokazać mechanizm oszustwa

Sobota, 8 września 2018 (21:57)

Z Markiem Astem, posłem PiS, przewodniczącym sejmowej Komisji Ustawodawczej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Amerykanie zgodzili się na ekstradycję i wydali byłego prezesa Universalu i domniemanego twórcę afery FOZZ Dariusza Przywieczerskiego. Dlaczego tak późno?

– Dzieje się to tak późno, bo strona amerykańska mogła wcześniej nie mieć pełnego zaufania do polskiego wymiaru sprawiedliwości. Amerykanie wiedzieli też, że Dariusz Przywieczerski był mocno uwikłany w ten układ PRL, także układ pookrągłostołowy, w związku z tym była – myślę – uzasadniona wątpliwość, czy po przekazaniu stronie polskiej zostanie w sposób uczciwy osądzony. Była uzasadniona obawa, że w tzw. starym układzie może on liczyć na łagodniejsze potraktowanie. Ponadto można się domyślać, że Przywieczerski jest niewygodnym świadkiem dla tych, którzy nie tylko w aferę FOZZ, ale też w inne afery PRL, które III RP niejako odziedziczyła w spadku. Dzisiaj w Polsce dokonują się daleko idące zmiany – także w wymiarze sprawiedliwości, w polskim sądownictwie, w prokuraturze również, dlatego taka decyzja strony amerykańskiej jest, jak się wydaje, również wyrazem zaufania do państwa polskiego.

Czym tak naprawdę była afera FOZZ?

– FOZZ powstał po to, żeby obsługiwać długi, jakie PRL zaciągnęła w bankach zachodnich. W istocie był to sposób, na wyprowadzenie pieniędzy, i to niemałych, jakie FOZZ otrzymywał od państwa. W efekcie afera zaowocowała powstaniem wielomiliardowych strat Skarbu Państwa oraz powstaniem gigantycznych fortun komunistycznych aparatczyków. Na skutek tego przestępczego procederu Polska poniosła olbrzymie straty, a bogacić się mieli właśnie wysocy funkcjonariusze służb PRL-owskich oraz – jak można się domyślać – również z tych środków mogły być finansowane różne przedsięwzięcia polityczne spadkobierców dawnej partii komunistycznej.     

Jednak dopiero dzisiaj – po kilkudziesięciu latach – mamy próbę odpowiedzi na pytanie, jak to możliwe, że państwo polskie w obliczu afery FOZZ nie działało w interesie publicznym…

– Mieliśmy do czynienia z patologią państwa. Stało się tak, dlatego że nie nastąpiło rozliczenie z PRL. W Polsce nie nastąpił proces dekomunizacji i dezubekizacji w związku z tym te grzechy zaniechania czy zaniedbania zemściły się, i to potężnie. Z jednej strony aferzyści, którzy doprowadzili do wielkiego uszczerbku finansów publicznych, nie ponieśli praktycznie żadnej odpowiedzialności, a osoby, które chciały się sprawą zainteresować, tak jak chociażby były prezes NIK prof. Walerian Pańko, za którego kadencji powstał raport na temat gigantycznej kradzieży pieniędzy z FOZZ, zginęły w tajemniczych, do dziś niewyjaśnionych okolicznościach. To wszystko pokazuje, że ten brak rozliczenia z komuną spowodował, że III RP była państwem czysto teoretycznym, które przez palce patrzyło na rozmaite przestępcze działania dawnych PRL-owskich służb i dawnej PRL-owskiej nomenklatury.

Jak widać, dość łatwo dało się wytransferować ogromne pieniądze i oszukać państwo polskie, które nie umiało czy też nie chciało się temu procederowi przeciwstawić?

– Państwo polskie z pewnością nie chciało się tym zająć i skutecznie się przeciwstawić oszustwom na ogromną skalę. Być może był to też efekt porozumienia przy Okrągłym Stole, gdzie funkcjonariusze PRL otrzymali gwarancję nietykalności, co więcej, mogli nadal uczestniczyć w rządzeniu Polską. Ten zgniły kompromis, jaki się zrodził przy Okrągłym Stole, odbija się nam czkawką po dziś dzień. Ta osłona i to porozumienia pozwoliło komunistycznym notablom i PRL-owskim służbom nadal panoszyć się, tym razem już w wolnej Polsce. Z jednej strony wszystkie inne państwa dawnego bloku wschodniego, jak chociażby Czechy, Niemcy z NRD, Węgrzy – wszyscy skutecznie przeprowadzali u siebie dekomunizację, odsuwali od władzy starych funkcjonariuszy komuny i nie dopuszczali ich do nowych struktur państwa. Natomiast w Polsce Wojciech Jaruzelski został pierwszym prezydentem RP, a postkomuniści bardzo długo, bo aż do najpierw 1997, a później jeszcze w latach 2001-2005, brali aktywny udział w rządzeniu Polską. Dopiero wygrana Prawa i Sprawiedliwości w wyborach w 2005 roku odsunęła od władzy ten stary postkomunistyczny układ – ale na krótko, bo od 2007 roku przez osiem kolejnych lat rządziła Platforma Obywatelska wespół z Polskim Stronnictwem Ludowym i w tym czasie komuna znów miała się dobrze.

Czy Pana zdaniem po latach – zważywszy na zbliżające się okresy przedawnień – możliwe jest jeszcze wyjaśnienie mechanizmów i ukaranie osób odpowiedzialnych za aferę FOZZ?

– Z całą pewnością po długich latach, bo za chwilę minie 30 lat od 1989 roku, wielu z tych spraw wyjaśnić się niestety już nie da, ale nie oznacza to, że należy dalej stać z założonymi rękami. Trzeba robić wszystko – tam gdzie są świadkowie, gdzie są dokumenty, tam gdzie nie nastąpił okres przedawnienia, aby ścigać sprawców przestępstw i wyjaśnić do bólu, na czym polegał ten złodziejski proceder i kto za nim stał. Jeżeli w sprawie FOZZ jest jeszcze możliwość, aby osoby odpowiedzialne za dojenie państwa złapać za rękę i doprowadzić przed wymiar sprawiedliwości, to bez dwóch zdań trzeba to zrobić. Jednocześnie tam, gdzie nie będzie już sposobu pociągnięcia do odpowiedzialności karnej sprawców afer, to istnieje też możliwość wyjaśnienia tej sprawy czy spraw z historycznego punktu widzenia i trzeba to zrobić. Prawda o III RP, o tym, jak w tamtym czasie funkcjonowało państwo polskie i jak to się stało, że za bezcen wyprzedano dużą część majątku narodowego, nasze „rodowe srebra” i najlepiej funkcjonujące gałęzie przemysłu, m.in. przetwórczego czy stoczniowego, prawda ta musi wybrzmieć. Natomiast jeżeli z racji przedawnienia nie będzie można ścigać i ukarać przestępców, to przynajmniej trzeba pokazywać mechanizmy przekrętów i prawdę o tamtym czasie.

Czy byłoby możliwe oszustwo na tak dużą skalę bez roztaczania parasoli ochronnych nad tego typu przestępczą działalnością?

– Oczywiście, że przekręty bez parasola ochronnego nie byłyby możliwe. Myślę, że już sam fakt, że po 1989 roku w rządzie Tadeusza Mazowieckiego ministrem spraw wewnętrznych został Czesław Kiszczak, pokazuje, że ten parasol ochronny został rozłożony nad wszystkimi działaniami i aferzystami z rodowodem komunistycznym. Widać jak w soczewce, że elementem porozumienia okrągłostołowego było to, że komuniści oddali stronie solidarnościowej władzę w Polsce, ale w zamian mogli się bezkarnie bogacić na majątku narodowym. I tak zgodnie z tym układem przejmowano fabryki, zakłady i wszelkie możliwe aktywa. Ten nienormalny stan trwał przez długi czas, co tylko pokazuje, że bez tego parasola ochronnego ówczesnego państwa tego rodzaju wroga działalność nie byłaby możliwa.

W polskiej polityce wciąż są ludzie, którzy powinni się niepokoić z powodu powrotu Przywieczerskiego do kraju?

– Ci, którzy tworzyli zręby III RP, którzy w tamtym czasie piastowali wysokie urzędy i podejmowali decyzje w państwie – myślę, że mają się czego obawiać. Jeśli nawet nie pod kątem odpowiedzialności karnej – z uwagi na wspomniane przedawnienia – to powinni się liczyć przynajmniej z odpowiedzialnością polityczną. Jeżeli Dariusz Przywieczerski, który ma wkrótce zostać sprowadzony do Polski, stanie przed sądem, to można domniemywać, że z jego zeznań może wyłonić się bardzo ciekawy obraz początków III RP oraz prawda o uwikłaniach ówczesnych elit w rozmaite patologiczne procesy przeciwko państwu polskiemu.

Dziękuję za rozmowę.   

 

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 8 września 2018 (21:58)

NaszDziennik.pl