logo
logo

Sejm

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Za co te szykany

Środa, 10 października 2018 (02:39)

Samorząd lekarski chce ukarania posłów, którzy głosowali za pracą nad ustawą postulującą dobrowolność szczepień

Okręgowa Izba Lekarska w Warszawie domaga się, aby rzecznik dyscyplinarny Naczelnej Izby Lekarskiej wyciągnął konsekwencje zawodowe wobec posłów lekarzy. Mimo że żaden z posłów nie jest jej członkiem (Izba Lekarska w Łodzi – Alicja Kaczorowska, w Bydgoszczy – Tomasz Latos, w Gdańsku – Grzegorz Raczak, w Poznaniu – Krzysztof Ostrowski, w Katowicach – Andrzej Sośnierz). Jak podnosi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Maria Kłosińska z Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie, ich zachowanie wypełnia znamiona przekroczenia Kodeksu etyki lekarskiej. – Kierujemy zawiadomienie po to, żeby sprawa była dokładnie zbadana. Ustawa nakłada na nas obowiązek względem osób wykonujących zawód lekarza. Nieważne, czy to jest lekarz poseł, czy lekarz pełniący jakąś inną funkcję. Powinien się on stosować do tego, co jest zapisane w Kodeksie etyki lekarskiej – mówi Kłosińska. W jej przekonaniu, uzasadnione jest zbadanie, czy np. posłowie reprezentują i posiadają aktualną wiedzę medyczną konieczną do podejmowania określonych decyzji. To jednak nie koniec działań samorządu lekarskiego. – Wielkopolska Izba Lekarska zajęła się sprawą pana Krzysztofa Ostrowskiego, prowadzi czynności sprawdzające. Nie wykluczamy postępowania przed okręgowym rzecznikiem. Za wcześnie jest jednak, aby o tym mówić – wskazuje w rozmowie z nami rzecznik prasowy Wielkopolskiej Izby Lekarskiej Katarzyna Strzałkowska. W Poznaniu również stwierdzono naruszenie przepisów Kodeksu etyki lekarskiej.

Rodzi się jednak pytanie, czy samorząd lekarski ma prawo wyciągać konsekwencje wobec lekarzy, którzy wykonują mandat posła. W ocenie ekspertów, Izba Lekarska takiego prawa nie posiada.

Krzysztof Ostrowski, poseł PiS i z zawodu lekarz, podczas debaty sejmowej nad projektem Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Wiedzy o Szczepieniach STOP NOP stwierdził, że 120 tys. podpisów jest „wyrazem lęku, obaw, często wynikających z własnych doświadczeń Polek i Polaków”. – Obaw, których nie powinno się lekceważyć, obaw o bezpieczeństwo szczepień ochronnych. Jest to okazja do dyskusji na temat racjonalnego programu szczepień w Polsce i dostosowania go do bezpieczniejszych norm europejskich – mówił. Zagłosował za dalszym procedowaniem projektu.

Poseł nie kryje zaskoczenia całą sytuacją. – Samorząd lekarski mógłby ewentualnie wyciągnąć wobec mnie jakieś konsekwencje, gdybym zrobił coś, co jest niezgodne z Kodeksem etyki lekarskiej, coś, co narażałoby dobro lub życie pacjenta. Natomiast w sytuacji, w której chciałem poddać pod publiczną dyskusję temat szczepień, nie ma żadnych podstaw, aby podejmować wobec mnie jakiekolwiek postępowania przed samorządem – uważa poseł. Zwłaszcza że kilkakrotnie podkreślał, że jest zwolennikiem szczepień, a także utrzymania obowiązku szczepień ochronnych. – Uważam jednak, że wykonując mandat posła, mam obowiązek słuchać wszystkich obywateli. Ten projekt jest wyrazem obaw i lęków wielu rodziców. Czy jako lekarz i poseł mogę to zlekceważyć? Uważam, że musimy podjąć rzetelną, merytoryczną debatę na temat szczepień, na temat kalendarza, bezpieczeństwa, niepożądanych odczynów poszczepiennych. W moim przekonaniu, samorząd lekarski powinien mnie w tym poprzeć – podnosi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” polityk. 

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Paulina Gajkowska

Nasz Dziennik