logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Każdy protest ma swoje granice

Czwartek, 11 października 2018 (21:38)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Ustawodawczej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Kiedy prezydent Andrzej Duda mianował wczoraj nowych sędziów Sądu Najwyższego, przed Pałacem Prezydenckim pikietowali tzw. Obywatele RP.

– Prezydent Andrzej Duda – na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa – powołując sędziów, korzysta z prerogatywy przysługującej głowie państwa. Sędziów Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, Izby Cywilnej oraz Izby Karnej Sądu Najwyższego mianował zgodnie z prawem, co wynikało też z ustawowego obowiązku. Jako Polacy żyjemy w wolnym państwie i mamy wolność słowa, swobodę wyrażania i manifestowania poglądów, ale są pewne granice, których przekraczać się nie powinno. Tego rodzaju zachowanie, z którym mamy do czynienia, ewidentnie psuje państwo i demokrację. Oczywiście można nie zgadzać się z obowiązującym prawem – krytykując je – natomiast musi się to odbywać w określonych granicach. W momencie, kiedy ustawa już działa, ten czas protestów, kwestionowania, kontestacji się skończył. W związku z tym ciągłe manifestowanie przez tzw. Obywateli RP uzurpujących sobie prawo obrony demokracji jest dla mnie w żaden sposób niezrozumiałe.

Czy mimo wszystko granice krytyki i sporu politycznego nie są przekraczane, skoro dotyka się nie tylko mianowanych sędziów, ale też ich rodzin?

– Przede wszystkim jest to wina liderów opozycji zarówno tej parlamentarnej, jak i pozaparlamentarnej, bo to właśnie z ich strony powinien pójść jasny sygnał, że tego rodzaju zachowania wykraczające poza granice dobrego smaku są niedopuszczalne. To nie są żarty, bo jeśli się tej agresji nie zastopuje, to kolejny krok może pójść w kierunku agresji fizycznej. Tym bardziej te nastroje i złe emocje powinny być tonowane przez osoby, które są w opozycji, które dla tych protestujących są autorytetem. Natomiast jeśli jest przyzwolenie na tego rodzaju działania ze strony czołowych polityków opozycji, to trudno się dziwić, że szeregowi działacze organizacji typu Obywatele RP czy KOD zachowują się w taki, a nie inny sposób.

Wątpliwości co do tego, że reforma wymiaru sprawiedliwości odbywa się zgodnie z prawem, nie mają nowo mianowani sędziowie, ale jest też część środowiska prawniczego, która kontestuje te nowe wybory. 

– Wczoraj rzecznik Sądu Najwyższego, sędzia Michał Laskowski w swojej wypowiedzi stwierdził, że nowo mianowani przez prezydenta Andrzeja Dudę sędziowie de facto są sędziami Sądu Najwyższego i nie może to być w jakikolwiek sposób kwestionowane. Natomiast część środowiska sędziowskiego, która kwestionuje ten stan rzeczy, wyrażając polityczne poglądy, czyni to wbrew ustawie o Sądzie Najwyższym oraz wbrew zasadom wykonywania zawodu sędziego. Znamy przecież takie przykłady sędziów, którzy w sposób ostentacyjny wchodzą w buty polityków, czego sędziom nie wolno robić. Sędzia nie powinien prowadzić działalności politycznej, ale także działalności publicznej. Fakty są takie, że działalności publicznej nie da się pogodzić z niezawisłością sędziowską, niezależnością sądów. To jest oczywiste. Jeśli część sędziów nie przestrzega tej zasady, to później mamy przełożenie na zachowania takie, jakie wczoraj obserwowaliśmy przed Pałacem Prezydenckim.

Naczelny Sąd Administracyjny uwzględnił kolejny wniosek o wstrzymanie wykonania uchwał Krajowej Rady Sądownictwa dotyczącej powołania sędziów Sądu Najwyższego do Izby Cywilnej. Czy prezydent – jak chcą przeciwnicy reform – powinien czekać na aktywność jakiegokolwiek organu?

– Absolutnie nie. Prezydent zgodnie z obowiązującym prawem, zgodnie z Konstytucją RP ma działać, ma podejmować decyzje, a co za tym idzie powoływać kolejnych sędziów, uzupełniając skład Sądu Najwyższego. Natomiast – w moim przekonaniu – takie zabezpieczenie dotyczące wstrzymania wykonania uchwał Krajowej Rady Sądownictwa jest kuriozalne i nie powinno mieść miejsca.

Na gmachu Sądu Najwyższego pojawił się baner z napisem „konstytucja”. Skąd ten opór przed zmianami?

– Mam nadzieję, że ten napis, cała ta instalacja umieszczona na ścianie Sądu Najwyższego nie została przygotowana przez samych sędziów orzekających w tej instytucji. Aczkolwiek są też sygnały, że w siedzibach niektórych sądów są rozwieszane plakaty z charakterystycznym logo „konstytucja”, co jest znakiem rozpoznawczym tzw. obrońców demokracji. Jeśli jednak są to zachowania sędziowskie, to jest to przekroczenie prawa. Jest to sytuacja, w której sędziowie zamieniają się w polityków, mamy więc do czynienia z zachowaniami politycznymi sędziów, co jest niedopuszczalne.

Jak skomentuje Pan udostępnienie przez Sąd Najwyższy niektórym mediom akt z afery taśmowej? Chodzi o nagrania z wypowiedziami Mateusza Morawieckiego – jeszcze jako prezesa banku?

– To jest działanie precedensowe, bo do tej pory tego rodzaju udostępnień nie było. Jedynie fragmentarycznie, w konkretnym zakresie – na wniosek – sąd udostępniał tego rodzaju akta. Tutaj mamy do czynienia z przekroczeniem pewnej niedopuszczalnej granicy. W związku z tym, że rzecz dotyczy premiera polskiego rządu, jednego z liderów rządzącej w Polsce koalicji, która wprowadza daleko idące reformy – również jeśli chodzi o wymiar sprawiedliwości, w tej sytuacji takie działanie można odczytać jako swojego rodzaju rewanż.

Można zatem zapytać o apolityczność sądu i sędziów?

– Tym bardziej jest to dowód na polityczne działanie niektórych sądów i części sędziów w Polsce. Co by nie powiedzieć, wygląda to bardzo źle.

Dziękuję za rozmowę.

       

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl