logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Francuski podręcznik kłamał

Czwartek, 1 listopada 2018 (22:12)

Z Jakubem Vaugonem, licealistą z Francji, który zaprotestował przeciwko kłamstwu w podręczniku na temat Polaków, rozmawia Anna Ambroziak

Został Pan najmłodszym laureatem nagrody „Świadek Historii” przyznawanej przez Instytut Pamięci Narodowej osobom z zagranicy, które w szczególny sposób przyczyniają się do upamiętnienia historii Polski.

– Jestem wdzięczny, że Polacy mnie docenili. Choć tak naprawdę niewiele zrobiłem w porównaniu z pozostałymi laureatami nagrody „Świadek Historii”. Lubię historię, dużo czytam, dlatego znałem prawdę. Historia to moja pasja od dawna. Myślę, że dzięki patriotycznej atmosferze w domu, wojennej przeszłości moich polskich i francuskich pradziadków, uczęszczaniu do szkoły polskiej w sobotę, a także przyjaźni z kolegami o podobnych zainteresowaniach stałem się pasjonatem historii.

To właśnie na lekcji historii zaprotestował Pan przeciwko zawartemu we francuskim podręczniku pomocniczym dla nauczycieli w gimnazjum stwierdzeniu, jakoby Polacy stanowili personel pomocniczy SS w obozie zagłady w Treblince.

– Dokładnie pamiętam ten dzień. Miałem wtedy 14 lat i byłem w ostatniej klasie katolickiego prywatnego gimnazjum. Drugiego marca 2017 roku nasza nauczycielka historii i geografii dała każdemu uczniowi kserokopie z podręcznika już wycofanego z programu edukacyjnego, który obowiązywał we Francji w latach 2012-2016. (Wtedy jeszcze nie wiedziałem, skąd ten tekst pochodzi). Na owej kserokopii było napisane, że w obozie zagłady Treblinka Polacy współpracowali z SS. To było po prostu niesprawiedliwe, bo nie jest to prawda. Instynktownie powiedziałem, że to bzdury. Koledzy szeptali przykre, głupie rzeczy: „Polaczku, zdrajco, potomku morderców”… Po lekcji nauczycielka porozmawiała ze mną osobiście, mówiąc mi, że powinienem się zamknąć.

Szokujące. Czy skończyło się na pomówieniach?

– W kolejnych dniach byłem wzywany przez nauczycielkę. Była niezadowolona, że podważam jej autorytet. A prawda jest w podręczniku, tak mi mówiła. Powiedziałem jej wtedy, że się myli – i ona, i podręcznik. Wtedy kazała mi, żebym to udowodnił. Powiedziałem, że tak zrobię. Wiedziałem, że ambasada RP napisała już do wydawcy tego podręcznika, bo mama przekazała im dokumenty.

Nauczycielka powiedziała też, że przeze mnie dyrektor nie spał do trzeciej nad ranem, bo szukał dowodów, żeby udowodnić mi, że się mylę. Jednym słowem, sprawiam im same kłopoty.

Co było dalej?

– Mama usłyszała od dyrektora, że cała ta sprawa to nasze polskie sentymenty. Pismo z prośbą o sprostowanie informacji w podręczniku od pana dr. Edwarda Kopówki z muzeum w Treblince dyrektor gimnazjum zignorował, a do mnie powiedział, że powinienem poduczyć się jeszcze historii. Temat obozów zagłady z okresu II wojny światowej jest drażliwy dla dużej części dzieci w owej szkole, bo one odbierają go osobiście.

Szkoła mnie ignorowała, chyba po to, by nikt o tym głośno nie mówił. Dyrektor nie odpowiadał mi „dzień dobry”, potem go unikałem. Było mi ciężko. Inni nauczyciele pokazywali mnie palcami, widziałem to, i dziwnie mi się przyglądali. Wiem, że dyrektor prosił wszystkich nauczycieli, by szukali i dostarczyli mu informacje na ten temat, po to by udowodnić ich rację, tę z podręcznika.

Rodzice długo szukali pomocy psychologa, wtedy poznałem pewnego lekarza, który jest Żydem o polsko brzmiącym nazwisku, choć Polakiem nie jest. On jeden wtedy w czasie konsultacji uścisnął mi dłoń i zapytał, czy zdaję sobie sprawę, co zrobiłem. Że po ponad 70 latach od wojny dzięki mojej interwencji historia staje się żywa. To było miłe.

Po odważnym wystąpieniu w obronie prawdy historycznej miał Pan także problemy z dostaniem się do wybranego liceum.

– Wiosną 2017 roku, kilka tygodni po tym wydarzeniu, zdawałem egzaminy wstępne, pisemne i ustne z języka polskiego, do państwowego paryskiego Liceum Montaigne z sekcją międzynarodową.

Chciałem kontynuować naukę języka polskiego i historii tu, we Francji. Było kilka miejsc, a wielu chętnych. Kiedy czekałem na wyniki z liceum z polskim profilem, otrzymałem wiadomość, że przeszedłem pozytywnie trudną rekrutację do prywatnego katolickiego Liceum Stanislas. Wciąż nie miałem odpowiedzi z Liceum Montaigne, kazano mi czekać. Słyszałem, że niektórzy z moich kolegów ze Szkoły Polskiej w Paryżu już dostali potwierdzenie o przyjęciu do sekcji polskiej Liceum Montaigne. Pomyślałem, że pewnie byli ode mnie lepsi na egzaminie z języka polskiego. Rodzice uznali więc, że nie zostałem przyjęty do polskiej sekcji.

Trzeba było podjąć decyzję.

– Rodzice wpłacili wpisowe i część czesnego na naukę w tym drugim liceum. Długo myślałem o tym, by wyjechać do Polski i tam się uczyć. Miałem już dość. Nikt mnie nie chciał zrozumieć. Wydaje mi się, że jestem dobrym uczniem, byłem pewien, że sobie poradzę. We wrześniu 2017 roku rozpocząłem jednak naukę w Paryżu w opłaconym już Liceum Stanislas. W pierwszych tygodniach roku szkolnego do rodziców zadzwonił sekretariat szkoły z sekcją polską. Pytali, dlaczego nie jestem na lekcjach. Wtedy dowiedzieliśmy się, że jednak się dostałem i że dokumenty miał mi przekazać dyrektor gimnazjum. Niestety, nigdy tych dokumentów nie otrzymałem. Mam żal do dyrektora tego gimnazjum, bo nie mogłem podjąć decyzji o mojej przyszłości. Myślę też, że on nadal jest przekonany o udziale Polaków w służbach pomocniczych SS w Treblince, mimo że wydawca HATIER przeprosił za błąd. Kopie dokumentu z przeprosinami sam przekazałem nauczycielce.

Podróżuje Pan po Polsce – to dzięki wygranej w innym konkursie, dotyczącym historii Polaków mieszkających we Francji.

– Tak, przez kilka dni zwiedzałem Polskę razem z innymi uczniami, laureatami konkursu „Śladami Polaków w…”. Fajna sprawa. Miło, że tak Polacy o nas dbają. Byli tu uczniowie Szkoły Polskiej z Paryża, Padwy, Rzymu i Brześcia. Nas, siostrę i mnie, do udziału w konkursie zachęciła nasza pani od historii Barbara Półtorak ze Szkoły Polskiej w Paryżu. Na konkurs zrobiłem grę strategiczną, planszową na temat związków Tadeusza Kościuszki z Francją.

Co chciałby Pan przekazać rówieśnikom z Polski? O co powinni dbać, walczyć, zabiegać?

– Dobrze by było, aby Polacy byli bardziej solidarni i próbowali z wiarą we własne siły działać razem. Dobrze jest podpatrzyć pewne skuteczne metody, systemy u innych, uczyć się też na błędach innych i chcieć coś zmienić na lepsze wspólnie w Polsce. Trzeba robić rzeczy z odwagą i wiarą, że się uda. Wiem też, że to jest trudne. Tu, w Polsce, są wspaniali ludzie, ale często nie wierzą, że coś mogą. Szkoda, że tak myślą! To, co się robi, trzeba robić jak najlepiej i być sobą. Ta historia mnie tego uczy.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Anna Ambroziak

Nasz Dziennik