logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Państwo zapomniało o służbach

Czwartek, 8 listopada 2018 (00:01)

Z posłem Tomaszem Rzymkowskim (Kukiz’15), członkiem sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak można skomentować słowa Donalda Tuska po przesłuchaniu, że teza, iż nie do końca panowałem nad służbami państwa, dzisiaj upadła, próba insynuacji zbrodni legła w gruzach?

– Można by zacytować przysłowie: Tonący brzytwy się chwyta. Po mojej serii pytań, kiedy poruszyłem trzy wątki, które dotyczyły nadzoru premiera Tuska nad służbami specjalnymi, chyba nikt nie miał wątpliwości – łącznie z wyciągnięciem wniosków z katastrofy, bo tak należy określić sytuację, w której osoba dziewięciokrotnie skazana za przestępstwa związane z obrotem gospodarczym wynajmuje syna ówczesnego prezesa Rady Ministrów – numeru „1” z punktu widzenia organów konstytucyjnych państwa, i służby specjalne, które mają stać na straży bezpieczeństwa Polski absolutnie tego nie wiedzą i nie reagują. Reakcja miała miejsce dopiero wtedy, kiedy mleko się rozlało, kiedy Michał Tusk wpadł w orbitę wpływów – mimo iż w mojej ocenie był ofiarą – jak określił to Donald Tusk – ofiarą swoich marzeń. Można taką tezę postawić, ale to nie zmienia faktu, że ówczesne państwo rządzone przez koalicję PO – PSL nie zdało egzaminu.

Czy Donald Tusk panował nad służbami specjalnymi?     

– Nie tylko, że nie panował, ale nie wykazywał też jakiegokolwiek zainteresowania służbami specjalnymi. Służby premiera nie poinformowany nawet o sieci powiązań środowiska, tzw. układu trójmiejskiego, z którym wielu prominentnych polityków związanych z Donaldem Tuskiem – członków jego rządu, polityków samorządowych, przedstawicieli służb specjalnych, wymiaru sprawiedliwości, organów stojących na straży praworządności takich jak prokuratura – miało kontakty. Właśnie o takich sprawach szef rządu powinien być informowany, jeśli jest, a jest bezpośrednim przełożonym szefów poszczególnych służb specjalnych.

Jednak w czasie przesłuchania Tusk bronił szefów podległych mu służb...

– Przede wszystkim wynika to z faktu, że Tusk to sprawny polityk posiadający umiejętności retoryczne, PR-owskie. Był też bardzo dobrze przygotowany do przesłuchania przed komisją. Muszę powiedzieć, że kiedy zadawałem pytania, to nie dałem się sprowokować, co niestety wystąpiło w przypadku innych członków komisji. To sprawiło, że Donald Tusk nie miał powodów do tego, żeby wchodzić w spór słowny ze mną. Zadawałem bardzo precyzyjne pytania, uzyskiwałem – również poprzez dociekliwość – odpowiedzi na kluczowe pytania, czyli w kwestii wiedzy samego Donalda Tuska w okresie między listopadem 2011 a lutym 2012 roku na temat chęci współpracy jego syna Michała w OLT Express z Marcinem P. i następnie w okresie od marca do czerwca i po czerwcu 2012 roku, kiedy to Donald Tusk przyznał, że wiedział, iż jego syn pracuje w porcie lotniczym w Gdańsku, a jednocześnie ma umowę-zlecenie z OLT Express i Marcinem P. I to, że Donald Tusk wiedział o tym, podczas przesłuchania przed komisją jednoznacznie wybrzmiało, jak również to, że mimo wiedzy, jaką powziął pod koniec maja 2012 roku, która dotyczyła informacji przygotowanej przez szefa ABW – słynnej notatki z 24 maja 2012 roku, nic z tym nie zrobił. Kolejny wątek dotyczył wiedzy Donalda Tuska na temat przejawiający się w rejestrowanych przez służby rozmowach grup przestępczych, wobec których są prowadzone czynności procesowe przez funkcjonariuszy służb, dotyczący min. Jacka Cichockiego. W tej sytuacji szef każdej służby – jeśli taką wiedzę powziął – powinien poinformować swojego bezpośredniego przełożonego, czyli prezesa Rady Ministrów, co niestety nie nastąpiło. Dlatego to, że służby nie spełniały należytej roli, to jest pełna odpowiedzialność Donalda Tuska, który był bezpośrednim przełożonym szefów służb.   

Wspomniał Pan, że po serii pytań, które Pan zadawał, już tak gładko nie było. Były premier prowokował członków komisji. Odniosłem wrażenie, że za dużo mu pozwolono i to on przejął inicjatywę…

– Rzeczywiście można było odnieść wrażenie, że Tusk – w pewnym momencie – przejął inicjatywę, próbując wcielić się w rolę gospodarza i narzucić swoją własną narrację. Wystarczy tylko przypomnieć zacytowane przez pana redaktora słowa jego oceny już po zakończeniu przesłuchania, które pokazują, jaki był prawdziwy cel Donalda Tuska, którego cyniczny uśmieszek, na co członkowie komisji zwracali mu uwagę, był – delikatnie rzecz ujmując – nie na miejscu. Tusk stawił się przed sejmową komisją śledczą, żeby zrobić show, z całą pewnością nie po to, żeby pomóc konstytucyjnemu organowi państwa. Jej celem jest wyjaśnienie okoliczności spraw, w których inne organy państwa zawiodły. A bez wątpienia w przypadku Amber Gold, kiedy ster władzy, podległość całej administracji cywilnej była w rękach Donalda Tuska, organy państwa zawiodły. I Donald Tusk nie powinien zapominać, że to on był premierem i liderem obozu rządzącego w momencie, kiedy 19 tysięcy Polaków zostało poszkodowanych na skutek przedsięwzięcia Amber Gold, które było absolutnie poza karzącą ręką państwa. To przedsięwzięcie nigdy nie powinno powstać chociażby przez fakt, że Marcin P. był osobą wielokrotnie skazaną za przestępstwa związane z obrotem gospodarczym. Przypomnę, że ta instytucja przez trzy lata nie płaciła podatków, unikała płacenia zobowiązań wobec ZUS, niezgodnie z prawem uzyskała koncesję i licencję na wykonywanie lotów krajowych i zagranicznych, wreszcie ta instytucja zagroziła w sposób niespotykany polskiemu narodowego przewoźnikowi PLL LOT, co więcej, ta instytucja była w stanie wpływać na bieżącą scenę polityczną w Polsce.

Na pytanie o notatkę szefa ABW Krzysztofa Bondaryka z 24 maja 2012 roku i co służby zrobiły, żeby zapobiec okradaniu Polaków, Tusk miał problemy z odpowiedzią, ale w jego ocenie służby działały prawidłowo…

– Dlatego przerwałem Donaldowi Tuskowi, który mówiąc o tym, stwierdził, że organy państwa nie zauważyły, żeby to był jakiś cyklon. Właśnie, że zauważyły. Świadczy o tym przecież słynna notatka gen. Krzysztofa Bondaryka i to pozorne bagatelizowanie przez Tuska, bo w mojej ocenie jest to tylko poza, jakoby ta notatka nie wywarła na nim wrażenia. Przecież gen. Bondaryk wprost stwierdza w niej, że liczba osób, które mogą być potencjalnie poszkodowane wskutek działania tej piramidy finansowej, może być naprawdę bardzo duża.

Jak ci poszkodowani mają się czuć, kiedy słyszą z ust byłego premiera, że państwo zrobiło swoje?                       

– W tym momencie Donald Tusk wykazał się bezdusznym liberalizmem gospodarczym, stwierdzając, że jest swoboda i wolność obywateli, że ludzie sami powinni decydować, czy podejmują takie czy inne ryzyko. Jego zdaniem, w obliczu, kiedy Amber Gold oferowała sześciokrotnie wyższe oprocentowanie w stosunku do lokat bankowych, ludzie, którzy się na to decydowali, podejmowali świadomie ryzyko. Przesłuchanie Donalda Tuska i słowa, jakie tam padły, można sprowadzić do słów polskich kibiców piłkarskich po porażce – mianowicie: „Polacy, nic się nie stało!”. W takim lekceważącym stylu bagatelizującym problem to przedstawił. Tylko problem polega na tym, jakie wnioski zostały wyciągnięte w tej sytuacji, czy zostały podjęte jakieś działania mające na celu uniknięcie w przyszłości sytuacji, żeby najbliższa rodzina jednej z najważniejszych osób w państwie nie trafiła w orbitę oszustów, bo to nie jest kwestia tylko samopoczucia konkretnych osób z otoczenia – w tym wypadku premiera, ale jest to sprawa bezpieczeństwa państwa. Przywołałem rozmowy zarejestrowane przez ABW, w których Marcin P. – mówiąc kolokwialnie – zbierała haki na Michała Tuska celem wykorzystania tego do swojej obrony i wpłynięcia na kurs polityki państwowej. Jest to sytuacja absolutnie skandaliczna, za którą Donald Tusk powinien ponieść odpowiedzialność. W państwach cywilizacji Zachodu, do których aspirujemy, taka sytuacja dyskwalifikowałaby danego polityka.

Było to ostatnie przesłuchanie w ramach komisji ds. Amber Gold, czy wnosi ono coś nowego do sprawy? Czy Donald Tusk poniesie odpowiedzialność?

– W mojej ocenie, najistotniejszy wątek to jest złamanie prawa przez Donalda Tuska. Mianowicie niepowołanie zgodnie z ustawą o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencji Wywiadu zgodnie z prawem i na podstawie Konstytucji RP ministra koordynatora służb specjalnych, tylko scedowanie w drodze rozporządzenia, bez właściwej podstawy prawnej, kompetencji ministra koordynatora na ministra spraw wewnętrznych i tym samym niejako scalenie w jednej osobie kompetencji dwóch ministrów. Działo się tak, pomimo że ustawa i Konstytucja mówią zupełnie co innego o ministrach, członkach Rady Ministrów. Ta sytuacja absolutnie nie powinna mieć miejsca i jest to w mojej ocenie delikt konstytucyjny, który powinien zakończyć się wnioskiem o Trybunał Stanu dla Donalda Tuska. Jednak o tym zadecyduje większość parlamentarna, większość kwalifikowana. Pamiętajmy, aby postawić jakiegokolwiek polityka przed Trybunałem Stanu, potrzebna jest większość kwalifikowana, bodajże trzech piątych głosów w Sejmie. Co by nie powiedzieć, sytuacja jest tragiczna, bo są ludzie poszkodowani, a osoba, która powinna ponieść odpowiedzialność za ciężar tej władzy państwowej, osoba, której podlega cała administracja publiczna i wszyscy szefowie służb specjalnych, którzy momentami dysponują wręcz nieograniczonymi możliwościami działania, są bezsilni, a do tego ktoś gra im na nosie, ta osoba nie poczuwa się do jakiejkolwiek odpowiedzialności. To jest sytuacja niespotykana, pokazująca niebywałą skalę słabości instytucji państwa polskiego za rządów koalicji PO – PSL.

Dziękuję za rozmowę.             

 

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 8 listopada 2018 (00:01)

NaszDziennik.pl