logo
logo
zdjęcie

Paulina Gajkowska

Wstyd, naprawdę wstyd

Środa, 28 listopada 2018 (02:49)

Trudno podejrzewać o polityczną grę 79 posłów, którzy zaapelowali do prezes Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej o wyznaczenie terminu rozprawy dotyczącej wniosku o stwierdzenie niekonstytucyjności przesłanki eugenicznej. Sprawa obrony życia nie jest kwestią polityki, ale zasad i wartości, na których powinniśmy budować państwo. Tymczasem rzecznik PiS Beata Mazurek apel kilkudziesięciu posłów z różnych ugrupowań określiła jako nacisk na Trybunał Konstytucyjny, który przecież – jak stwierdziła – „nie jest instytucją partyjną”.

Prawie milion obywateli, którzy podpisali się pod projektem „Zatrzymaj aborcję” i którzy z niepokojem obserwują to, co się dzieje wokół rzeczonego wniosku do Trybunału, odnosi jednak inne wrażenie. Opieszałość Trybunału Konstytucyjnego niepokojąco idzie w parze z niechęcią partii rządzącej do podjęcia działań w zakresie zwiększenia ochrony życia. W istocie apel parlamentarzystów nie jest żadnym naciskiem czy presją, ale wyrazem troski o życie dzieci nienarodzonych, które wciąż giną w majestacie prawa. Przecież to PiS, podejmując reformę sądownictwa, obiecywało przyspieszenie postępowań. Trybunał zwleka z wyrokiem, a sejmowa komisja zrobiła wręcz krok w tył – powołała w lipcu podkomisję, która do tej pory nie zebrała się w celu procedowania projektu. Jak katoliccy wyborcy PiS mają odbierać trwającą już rok obstrukcję projektu i zwłokę Trybunału Konstytucyjnego? Apele o podjęcie konkretnych kroków nie są presją na niezawisłą instytucję, ale głosem w obronie tych, którzy sami bronić się nie mogą.

Prawo i Sprawiedliwość deklarowało poparcie dla projektu znoszącego aborcyjną przesłankę eugeniczną. Był cały szereg wypowiedzi, które dawały nadzieję, że w tej kadencji nastąpi dobra zmiana również (a może przede wszystkim?) w tej materii. W pewnym momencie wśród niektórych polityków prawicy zaczęły pojawiać się głosy, że z pracami w komisji nad projektem należy poczekać do wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Myślę, że część z nich szczerze w to wierzyła. Ale wyroku nadal nie ma.

Nie wiadomo, kiedy będzie rozprawa. Trybunał milczy, więc część posłów postanowiła zabrać głos. W końcu wniosek o stwierdzenie niekonstytucyjności również był wnioskiem parlamentarzystów. Dziś kierownictwo partii, zamiast spełnić swoje wcześniejsze obietnice, albo milczy, albo sugeruje, że osoby stające w obronie życia chcą partii zaszkodzić. Sprowadzanie tak fundamentalnej sprawy, jaką jest obrona ludzkiego życia, do czysto politycznych gier jest głębokim nieporozumieniem i politycy wypowiadający się w takim duchu powinni się wstydzić. Ostatni rok pokazuje jednoznacznie, że mieliśmy do czynienia z celowym zaniechaniem. Nie da się tego dłużej kryć. Przecież stanowi to lekceważenie własnego elektoratu. Feministki nigdy nie zagłosują na PiS, dlaczego więc politycy liczą się z ich zdaniem? Czyich protestów boi się Prawo i Sprawiedliwość? Garstki lewicowych ekstremistów, którzy najchętniej wręczaliby pigułki poronne profilaktycznie? Może jednak warto posłuchać własnego elektoratu – obywateli, którzy chcą prawa do życia dla każdego człowieka, niezależnie od etapu życia czy stopnia niepełnosprawności.

Każdy dzień zwłoki oznacza śmierć kilkorga dzieci. Głośne mówienie o tym nie ma na celu szkodzenia politykom, ale zmobilizowanie ich do realizacji ich własnych deklaracji w tej zasadniczej sprawie.

Jeśli Trybunał nie rozpatrzy wniosku do końca kadencji Sejmu, ulegnie on dyskontynuacji, a więc przepadnie. Szkoda, że Beata Mazurek nie podziela obaw 79 posłów o taki rozwój wydarzeń. Pokazuje to, że w ścisłym kierownictwie partii podjęto decyzję polityczną. Wyborcy to widzą i w odpowiednim momencie również mogą wyciągnąć wnioski, które będą miały jak najbardziej polityczne skutki. To po prostu będzie dla wielu Polaków kwestia sumienia.

Polityk odwołujący się do prawdziwych wartości nie powinien za cenę chwilowego spokoju rezygnować z tego, co nadrzędne – z celów, które wprost wynikają z troski o dobro wspólne. Unikanie rozmowy, formułowanie ad hoc absurdalnych wymówek w żadnym razie nie kojarzy się z politykiem prawicy. Od kogoś takiego oczekujemy jasnego przekazu opartego na prawdzie. Właśnie teraz jest odpowiedni moment, żeby zakazać w naszym kraju aborcji eugenicznej. Prawo i Sprawiedliwość ma większość sejmową, prezydent deklaruje gotowość podpisania ustawy. Wystarczyłaby dobra wola. Bolesne jest to, że kolejny raz ustępuje ona kalkulacjom politycznym.

Paulina Gajkowska

Nasz Dziennik