logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Optymalny czas dla życia

Czwartek, 6 grudnia 2018 (03:34)

Rozmowa z prof. Jackiem Kurzępą, posłem PiS

 

Podpisał się Pan pod listem do prezes Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej o natychmiastowe wyznaczenie terminu rozprawy w sprawie aborcji eugenicznej.

– Z jednej strony mamy pewien porządek normatywno-aksjologiczny związany z sumieniem każdego z nas. A z drugiej – sytuację, w której brak wystarczająco skutecznej aktywności formacji politycznej, w której funkcjonujemy, w zakresie ochrony życia poczętego, co wymusza na nas podejmowanie również takich kroków. W ten sposób ten mechanizm spowalniania sprawy próbujemy przyspieszyć, ominąć. I wywrzeć wrażenie również na innych posłach i posłankach, by tak jak my mogli wykazać się wystarczającą czytelnością postawy.

Drugi porządek odnosi się do kwestii czysto prawnych. W sytuacji, w której debata na temat ochrony życia poczętego jest nieustannie postponowana w sensie politycznej walki i pewnego politycznego cwaniactwa, a nawet politycznego chamstwa, chcemy ominąć ten emocjonalny zgiełk i wejść na płaszczyznę literalnie prawną. Wobec tego TK jest zobligowany, by wyjaśnić, czy nasze oczekiwanie dotyczące uchylenia zapisu aborcyjnej przesłanki eugenicznej w sensie prawnym ma uzasadnienie czy też nie. Zapraszamy też innych posłów do złożenia podpisów. Liczę na to, że w końcu przestaniemy zasłaniać się kunktatorstwem politycznym i rozmaitymi kwestiami, które nazywa się wyższą racją.

Na rozpatrzenie czeka także projekt obywatelski „Zatrzymaj aborcję”. Dlaczego PiS nie pochyla się nad tą inicjatywą?

– Pierwsza rzecz, która wydaje się tu podstawowa, to jest oczywiście sumienie posła.

Obywatele zebrali blisko milion podpisów, by uratować dzieci. Co zrobią politycy? Czy przestaną się bać?

– Pierwsza sprawa to tzw. wyważanie racji i argumentów, co może przynieść korzyść polityczną określonemu ugrupowaniu w sytuacji, gdy występuje z inicjatywą takich, a nie innych rozwiązań legislacyjnych, a co może przynieść straty. Ta kalkulacja dokonuje się przy każdej istotnej sprawie natury społecznej, politycznej, gospodarczej. I to jest normalne w polityce. Pozostaje jeszcze inna kwestia: wierności własnym przekonaniom i deklaracjom składanym w trakcie kampanii wyborczej. Mówiliśmy, że uporządkujemy sprawy związane z porządkiem prawnym w odniesieniu do ochrony życia poczętego, wobec tego najwyższa pora tym się zająć. Jeżeli będziemy to odwlekać w najbliższym roku, to spotkamy się już w nadchodzącym roku z sytuacją wyborów do PE, a potem parlamentarnych. Zatem najbardziej pożądanym krokiem byłoby spieszne procedowanie tego w grudniu – styczniu – lutym, tak by ominąć zgiełk obu kampanii.

W tej sprawie jest wiele apeli, w tym list Kai Godek do prezesa partii.

– Liczę na to, że sejmowa podkomisja wznowi swoje prace nad obywatelskim projektem.

Przykład powinien iść z góry. Z pewnością bardziej jednoznaczna postawa kierownictwa partii posunęłaby sprawę.

– Oczywiście byłoby łatwiej. Mamy więc trzy ścieżki do uruchomienia. Po pierwsze, to jest ta samoistna aktywność grupy posłów, którzy złożyli podpisy pod listem do TK. Kolejną powinna być prośba do prezesa Jarosława Kaczyńskiego o spotkanie i przedstawienie naszych oczekiwań i racji. Zresztą myślę, że prezes jest ich świadomy. Drugą ścieżką wsparcia jest nacisk opinii publicznej, wspólnoty osób myślących podobnie do nas. Te ponad 800 tys. podpisów pod projektem „Zatrzymaj aborcję” swoje robi i to jest apel do tego środowiska, żebyśmy wspólnie potrząsnęli sumieniami posłów i przypomnieli im o ich powinnościach jako ludzi wierzących. I trzecia sprawa to rozmowy na szczytach władzy państwowej – włączając w to prezydenta – jak i kościelnej. Te gremia też powinny przyjąć pewien plan działań dochodzenia do spiesznego uchwalenia obywatelskiej inicjatywy.

Nie ma w partyjnych szeregach obawy, że wyborcy odwrócą się od Prawa i Sprawiedliwości, jeśli sprawy te jednak nie zostaną podjęte?

– Musi tu być bardzo mocne przekonanie, że PiS jest partią sumienia, a nie tylko kalkulacji politycznej. A brak działań w sprawie ochrony życia chorych dzieci będzie o tym świadczył. Jeżeli zawiniemy ogon i schowamy się pod wydumane argumenty, że np. UE nas nie będzie kochała, a media komercyjne rozjadą, to zadajmy sobie pytanie, czy to nie jest tak, że obracamy się plecami do ludzi, którzy nas wynieśli do władzy. Nasi przeciwnicy i tak nas nigdy nie popierają i nie będą popierać, czegokolwiek byśmy nie zrobili.

Dziękuję za rozmowę.

Aneta Przysiężniuk-Parys

Aktualizacja 6 grudnia 2018 (11:01)

Nasz Dziennik