logo
logo

Obrona życia

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Dlaczego PiS nie ratuje dzieci

Środa, 12 grudnia 2018 (03:15)

Wszyscy, którzy poparli projekt znoszący aborcję eugeniczną, z niepokojem i oburzeniem patrzą na zapowiedź jego wygaszenia.

 

Z jednej strony gigantyczna mobilizacja, ciężka praca tysięcy wolontariuszy Fundacji Życie i Rodzina, która przyniosła wymierny skutek – rekordową liczbę podpisów zaniesionych rok temu do Sejmu wraz z projektem „Zatrzymaj aborcję”.

Z drugiej strony dwanaście miesięcy obstrukcji, uników i zaniechania w wykonaniu partii rządzącej. Mimo obietnic Prawo i Sprawiedliwość nie podjęło żadnego kroku w kierunku zmiany prawa na takie, które eliminuje z polskiego prawa przyzwolenie na zabijanie dzieci poczętych podejrzewanych o chorobę i niepełnosprawność.

Ignorowanie głosu prawie miliona obywateli domagających się ochrony życia dzieci nienarodzonych boli dlatego, że efekty politycznego zaniechania przekładają się na tragedię kolejnych tysięcy dzieci. Zgodnie z danymi rządowymi za lata 2016 i 2017, statystycznie w polskich szpitalach w wyniku aborcji ginie troje dzieci dziennie.

Przegrali, gdy kluczyli

Prawo i Sprawiedliwość już raz przegrało wybory po tym, jak zagłosowało za odrzuceniem poprawki do Konstytucji wzmacniającej ochronę życia w Polsce. Najwidoczniej kierownictwo partii nie wyciągnęło z tego żadnych wniosków.

Wyciągają je za to młodzi ludzie, którzy całym sercem zaangażowali się w zbieranie podpisów pod projektem „Zatrzymaj aborcję”. Jak Łukasz Duda, koordynator Fundacji Życie i Rodzina z Bielska-Białej. W rozmowie z „Naszym Dziennikiem” zwraca uwagę, że ci, którzy zbierali podpisy, jak również ci, którzy podpisywali się pod projektem, to byli wyborcy PiS. Dlatego zadziwia go bierność partii w tej sprawie. – Przecież m.in. dzięki hasłom o obronie życia i rodziny ta partia zdobyła władzę. Nie wygrała ona głosami centrolewicy, ale tym, że udało jej się zmobilizować elektorat prawicowy. Jaki jest cel braku podejmowania działań w sprawie projektu? Do kogo kierują swój przekaz? – pyta Łukasz Duda.

Ponadto przypomina, że w 2015 r., tuż przed wyborami, Prawo i Sprawiedliwość zagłosowało za projektem chroniącym życie i jakoś nie przeszkodziło to partii zdobyć większości sejmowej. Wręcz przeciwnie. – Dziś dzięki tej większości realne staje się uchwalenie ustawy znoszącej przesłankę eugeniczną. Mamy prosty projekt, pod którym podpisała się rekordowa liczba obywateli. Za deklaracjami powinny iść konkretne czyny. Nie można mówić, że jest się za życiem i jednocześnie przyzwalać na to, aby w polskich szpitalach dalej ginęły niewinne dzieci. Tymczasem po raz kolejny silny głos społeczny w obronie życia nie interesuje partii rządzącej – zauważa Duda. Jego zdaniem, społeczeństwo oczekuje od posłów odważnej postawy. Takiej, jaką ostatnio wykazało się 79 parlamentarzystów, którzy zaapelowali do Trybunału Konstytucyjnego o rozpatrzenie – zalegającego również tam – wniosku dotyczącego aborcyjnej przesłanki eugenicznej.

Zaangażowana na rzecz projektu młodzież zapowiada, że nie spocznie, dopóki chore dzieci w Polsce nie będą chronione. – Zbieranie podpisów było dla nas wszystkich, czyli dla tysięcy wolontariuszy w całej Polsce, ogromnym przedsięwzięciem i wysiłkiem. Nasz cel był prosty: chcemy doprowadzić do tego, aby chore dzieci były w Polsce chronione – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Natalia Klamycka, koordynator lokalny Fundacji Życie i Rodzina. – Dziś różnymi drogami przypominamy posłom, aby jak najszybciej zajęli się projektem. Organizujemy również pikiety informujące wyborców o tym, kto konkretnie blokuje w Polsce ochronę życia. Nie ma naszej zgody na to, aby w cywilizowanym państwie człowiek był eliminowany tylko dlatego, że jego stan zdrowia prawdopodobnie nie jest taki, jak by sobie tego życzyli inni ludzie – podnosi Klamycka. Młoda kobieta przewiduje, że jeśli PiS odwróci się od nienarodzonych, spora część dotychczasowych wyborców odwróci się od PiS.

Nie było nic ważniejszego

Sejmowa Komisja Polityki Społecznej i Rodziny, do której trafił projekt „Zatrzymaj aborcję” po pierwszym czytaniu, zamiast podporządkować harmonogram obrad tej priorytetowej sprawie, na wszelkie sposoby wymigiwała się od pracy nad nim. Widząc to, Czytelnicy „Naszego Dziennika” apelowali do posłów komisji, aby dłużej nie zwlekali z procedowaniem ustawy. Do sekretariatu komisji dotarły tysiące kartek z tym postulatem.

Kiedy wreszcie po pół roku sejmowa komisja rzekomo postanowiła zająć się ustawą, powołano podkomisję nadzwyczajną do jej rozpatrzenia. Podkomisji przewodniczy poseł Grzegorz Matusiak, który do tej pory jej nie zwołał. Widoczna gołym okiem obstrukcja wynika z decyzji politycznej kierownictwa partii. Postawa polityków PiS, którzy przecież deklarowali gotowość zmiany prawa, rozczarowuje ogromną część jego dotychczasowego elektoratu.

– Jestem zaniepokojona całą tą sytuacją. Jestem za życiem i za ochroną życia. To dla mnie oczywista sprawa i nie wiem, nie rozumiem, dlaczego Sejm nie zajmuje się tym tematem. A przecież czasu było wystarczająco dużo. Czy obecna władza chce naśladować swoich poprzedników, którzy ignorowali głos społeczeństwa? – pyta Amelia Sołtysiak z Kielc, Czytelniczka „Naszego Dziennika”. – Albo jest się za życiem i odważnie podejmuje się konkretne kroki, albo nie – i wtedy nie ma sensu udawać i odwoływać się do wartości konserwatywnych. Partia prawicowa powinna uszanować wolę Narodu, który opowiedział się za życiem, podpisując tak licznie projekt – dodaje.

Komu ulega partia

To nie jest ustawa jedna z wielu. – Dopóki nie będzie ustawy o zakazie aborcji, żaden rząd ani parlament się nie ostoi. Prawo do życia to podstawowe prawo. Niektórzy posłowie w swoich wypowiedziach dotyczących dalszego procedowania ustawy bardziej przypominali polityków lewicy. Na co liczy teraz Prawo i Sprawiedliwość? – podnosi Maria Pańta z Łomianek pod Warszawą. – Myślę, że spora część tzw. żelaznego elektoratu nie zagłosuje w najbliższych wyborach na PiS, ponieważ jest zawiedziona zachowaniem partii. Poprzedni projekt również został odrzucony. Już wtedy dało mi to wiele do myślenia – komentuje nasza rozmówczyni.

Jej zdaniem, sama polityka socjalna i wsparcie finansowe nie mają i nie będą miały wpływu na zmniejszenie liczby aborcji wykonywanych w Polsce. – Naczelną zasadą powinna być etyka, prawo musi być moralne. Jeśli jest niemoralne, państwo jest słabe. W mojej ocenie, to wszystko świadczy o braku suwerenności w podejmowaniu decyzji przez naszych rządzących. Widzę ogromny nacisk ideologii liberalnej. Trzeba odważnie stawiać jej opór, a nie jej ulegać – konstatuje Czytelniczka „Naszego Dziennika”.

Paulina Gajkowska

Aktualizacja 12 grudnia 2018 (23:20)

Nasz Dziennik