logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

To próba deprawacji

Środa, 6 marca 2019 (23:10)

Z Andrzejem Maciejewskim, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Zamiast zapowiadanych trzech nowych linii metra jest „tęczowy” tramwaj, a zamiast żłobków jest warszawska deklaracja LGBT+. Jak ocenić ten lewacki kurs Rafała Trzaskowskiego?

– Jak widać, żeby założyć klub LGBT lub klub gejowski, nie potrzeba decyzji prezydenta miasta ani ustaw, wystarczy dobra wola i chęci. Niestety, dzisiaj są takie miejsca w kraju i nie jest to żadne odkrycie. To, z czym mamy do czynienia, to jest tylko sztuczny sukces – pokazanie na zewnątrz, w tym wypadku przez Rafała Trzaskowskiego, że coś robi, że działa i jest w tym skuteczny. Kadencja prezydenta miasta trwa pięć lat, a nie tylko sto dni. I pytanie do prezydenta Trzaskowskiego, czy tak ma wyglądać rządzenie Warszawą? Kolejne pytanie: czy to jest sedno problemów, jakie dzisiaj przeżywa Warszawa i czy karta LGBT+ oraz zatrważające informacje o edukacji, a właściwie pseudoedukacji dziecięcej to zagadnienia, którymi powinno się zajmować stołeczne miasto?

Czy to, co dzisiaj dzieje się w Warszawie, może być zapowiedzią tego, co może być w całej Polsce po ewentualnej wygranej Koalicji Europejskiej? W Łodzi miejscy urzędnicy planują uruchomienie programu „Nowa formuła edukacji seksualnej w łódzkich szkołach”. Takie zajęcia są wdrażane już m.in. w Poznaniu czy Gdańsku…

– Moim zdaniem, tym nie powinny się zajmować władze samorządowe. Jednak są to tematy wrzucane w przestrzeń publiczną, a wszystko ku uciesze środowisk lewackich, które tym żyją. Jednocześnie to, co obserwujemy, jest zapowiedzią tego, co się będzie działo, kiedy do władzy doszłaby „Wiosna” Roberta Biedronia czy Koalicja Europejska, w której są ugrupowania i ludzie forsujący taką lewacką narrację. I tutaj nie mam wątpliwości, bo takie działania są wpisane w polityczny program określonych grup i można się spodziewać, że będą budować swoje poparcie na takich tematach jak LGBT i pseudoedukacja, a właściwie deprawacja, tyle że pod nazwą edukacji seksualnej naszych dzieci i młodzieży.   

Czy podejmując takie tematy, ktoś nie chce deprawować naszych dzieci?

– Podczas jednej z audycji telewizyjnych, w której uczestniczyłem, do polityka Nowoczesnej, który bronił podobnych racji, powiedziałem wprost, że natury nie da się oszukać i nie można się obrażać na to, że dwóch mężczyzn nie może mieć dziecka, bo jest to wbrew naturze. Dla mnie są to rzeczy, sprawy bardzo proste i oczywiste i tu nie ma dyskusji. Ale jeśli ktoś chce mącić, to będzie kluczył i próbował zmieniać fakty, tymczasem natury się nie da oszukać i tyle.

Dokąd może nas zaprowadzić ten ideologiczny atak?

– W tym szaleństwie pójdziemy tak daleko, jak sami na to pozwolimy i do tego dopuścimy. Naprawdę możemy dojść do granic absurdu, do szaleństwa, do edukacji seksualnej czteroletnich dzieci. Jednocześnie śmiem twierdzić, że przy ważnych, trudnych wyborach, a takimi są wybory do Parlamentu Europejskiego, polskie społeczeństwo oczekuje od nas czegoś więcej niż ciepła woda w kranie. Społeczeństwo powinno i oczekuje od nas więcej, a więcej oznacza również to, że podejmujemy dyskusję i rozmawiamy na tematy, które są kluczowe dla życia każdego Polaka, ale grupa LGBT to nie jest całe społeczeństwo.

Gdzie zmierzamy, skoro po sprzeciwie wobec karty LGBT+ medalistki olimpijskiej Zofii Klepackiej posypała się na nią fala nienawiści, a Rafał Trzaskowski nie potępił tego ataku. Co więcej, stwierdził, że sama jest sobie winna…?

– To pokazuje, że te środowiska, które bronią rzekomo zagrożonej wolności, które są przeciwne wszelkiej dyskryminacji i gotowe bronić zagrożonych praw, gdy przychodzi co do czego, kiedy jest to dla nich wygodne, to z tej broni same robią użytek wobec tych, którzy mają inne poglądy. Zofia Klepacka, która jest sportsmenką, osobą publiczną, w sposób bardzo dosadny i zdecydowany powiedziała, co myśli o karcie LGBT+ i o deprawacji dzieci. Zapowiedziała też, że będzie bronić tradycyjnej Polski, tradycyjnych wartości, i jak najbardziej ma do tego prawo. Inne zdanie nie musi oznaczać wrogości. Tymczasem w części naszego społeczeństwa wytworzyło się przekonanie, że każdy, kto myśli inaczej, jest wrogiem, ale nie o to przecież chodzi. Inne zdanie, inny punkt widzenia nie musi oznaczać walki na śmierć i życie. Ważne jest jednak, żeby się określić.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl