logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Powrót do normalności

Czwartek, 14 marca 2019 (22:24)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą na KUL i w WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak z perspektywy roku należy ocenić ograniczony handel w niedziele?

– Miała być katastrofa, były zapowiedzi załamania się branży handlowej, tymczasem nic takiego nie nastąpiło. Nie stało się nic złego, o czym mówiono podczas dyskusji i prac parlamentarnych nad projektem ustawy uszczelniającej przepisy o wolnych niedzielach. Ludzie szybko przyzwyczaili się do wolnego dnia pracy w handlu i poświęcają ten czas swoim rodzinom, a o to przecież chodziło inicjatorom tego projektu.

Co ze straszeniem, że drobny handel w Polsce się kurczy w efekcie wolnych niedziel?

– To są bzdury. Przecież nie ma tu związku przyczynowego. Jaki racjonalny argument potwierdzałby jakikolwiek związek uszczuplania się drobnego handlu w relacji do zakazu handlu w niedziele, podczas gdy właśnie mały, rodzinny handel może prowadzić działalność w tym czasie. Jak widać, to straszenie nie trzyma się kupy, a przy tym przykładzie teza i mit rzekomej katastrofy całkowicie upadają. Polacy przyzwyczaili się do tego, że w niedziele galerie czy wielkie sieci handlowe są nieczynne i traktują to jako coś oczywistego. Natomiast zakaz handlu w niedziele i święta ma gigantyczne znaczenie dla dziesiątek, jak nie setek tysięcy osób zatrudnionych w handlu i instytucjach związanych z handlem, które jeszcze do niedawna miały całkowicie zachwiane życie rodzinne – zwłaszcza jeśli mówimy o szczególnym dla naszej polskiej kultury dniu jak niedziela, gdzie cała rodzina może się spotkać, zjeść wspólnie obiad i wykorzystać ten czas dla zacieśnienia więzi. W handlu – jak wiadomo – pracuje mnóstwo kobiet, a więc brak w domu matki w tym szczególnym dniu jest czynnikiem mocno destrukcyjnym w perspektywie życia rodzinnego. I w tym sensie, jeśli zapytać handlowców, to z całą pewnością potwierdzą pozytywne znaczenie zakazu handlu w niedziele.

A mimo to cały czas są próby otwierania sklepów pod pretekstem innych usług i prowadzenia handlu. Są także zakusy, żeby przywrócić handel w niedziele i święta…

– Ci, którzy tak mówią czy forsują taki pomysł, niech otworzą urzędy w niedziele i święta i niech sami zaczną pracować i w ogóle niech w niedzielę praca wre we wszystkich obszarach. Zobaczymy, czy byłoby to w smak tego typu „postępowym” środowiskom, gdyby sami mieli pracować w niedziele czy w dni świąteczne.      

Komu zależy, żeby w niedziele zamiast do Kościoła ustawiać Polaków w kolejkach do galerii handlowych?

– Stoi za tym presja wielkich międzynarodowych koncernów handlowych, które uczyniły sobie z niedzieli szczególny czas maksymalizacji swoich zysków, nie zważając na to, że godzi to w ich pracowników. To z jednej strony, a z drugiej jest to presja rozmaitych ideologów, których kłuje w oczy wszystko, co wiąże się z chrześcijaństwem – łącznie z niedzielą obchodzoną w sposób świąteczny, bez pracy. Dla tych rozmaitych wichrzycieli niedziela spędzana w tradycyjny sposób nic nie znaczy, a wszystkie przejawy kultury chrześcijańskiej są przez nich odbierane negatywnie. Poprzez ograniczenie handlu w niedziele nic się nie załamało. Nie ma mowy o wzroście bezrobocia – wręcz przeciwnie, w handlu w tej chwili jest potrzeba dużej liczby rąk do pracy, dlatego zatrudnia się również obcokrajowców. Ponadto nikt z powodu zamkniętych dużych sklepów nie umarł z głodu, a ideologia, jaka się przy tej okazji pojawia, tylko potwierdza, że była to słuszna decyzja i powrót do normalności.

Liberalne media i ośrodki opiniotwórcze nie biorą pod uwagę pracowników handlu, którzy są zadowoleni z wolnych niedziel.

– Nie ma się co dziwić, bo są to ośrodki, które mają inne cele, a często są one też na usługach bogatych koncernów handlowych bądź ich oceny są uwarunkowane ideologicznie. Dla nich nie istnieje niedziela w sensie oddania czci Panu Bogu, dla nich nie istnieją wartości rodzinne, w związku z czym, po co wolna niedziela, skoro panie pracujące w handlu mogą sobie wziąć dzień wolny, załóżmy, w poniedziałek czy wtorek. Natomiast dla nas – myślących inaczej – poniedziałek to dzień powszedni, gdzie dzieci są w szkole, mąż w pracy i straconej niedzieli nie da się przywrócić w jej właściwej postaci. Wartości rodzinnych, świętowania niedzieli po chrześcijańsku z modlitwą i udziałem we Mszy Świętej nie da się zmierzyć w pieniądzach. I tylko prymitywni liberałowie są w stanie wszystko przeliczać na pieniądze. Idąc tym tokiem rozumowania: po co w ogóle spać, po co święta, skoro wystarczy praca i cel – zarabianie pieniędzy. Tymczasem celem prawidłowo uformowanego człowieka nie jest zarabianie pieniędzy, ale celem jest osobowy rozwój człowieka, a zarabianie jest tylko środkiem na tej drodze. Jeśli ktoś tego nie widzi, to później wprowadza destrukcję w życie wspólnotowe społeczeństw czy całych narodów.      

Czy wobec działań wspomnianych przez Pana Profesora destruktorów i prób powrotu do niedziel handlowych nie należałoby, wzorem np. Niemiec, wprowadzić zapisu o zakazie handlu w niedziele i święta do Konstytucji?

– Widzimy, że do Konstytucji trudno jest obecnie zapisać ochronę życia człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci, co jest nieporównywalnie ważniejszym i podstawowym prawem człowieka wynikającym z natury niż zakaz handlu w niedziele, skądinąd też ważny. Jednak pierwotną sprawą, znacznie ważniejszą, jest ochrona życia. Dobrze, że w Konstytucji RP jest zapis o małżeństwie jako związku mężczyzny i kobiety, bo w czasie, kiedy taki zapis poczyniono, rewolucja kulturowa jeszcze się tak nie rozszalała, żeby komukolwiek mogło przyjść do głowy mówić, że dwóch panów czy dwie panie mogą być małżeństwem czy rodziną. Natomiast jeśli chodzi o jakiekolwiek zmiany czy nowe zapisy, to z naszą Konstytucją problem jest taki, że modyfikacja jest w tej chwili bardzo trudna czy wręcz niemożliwa. W kwestii obrony prawa do wolnych, niehandlowych niedziel to na szczęście NSZZ „Solidarność” staje jednoznacznie po stronie ograniczenia, a w konsekwencji zakazu handlu w niedziele. Potrzeba dużej mobilizacji – szczególnie pracowników handlu, żeby nie było najmniejszych wątpliwości, że jakakolwiek próba manipulacji w tym względzie spotka się z jednoznacznym oporem.

Tym bardziej że Biuro Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców skupiające małe, rodzinne firmy handlowe jest zadowolone z zakazu, bo właściciele małych sklepików, w niedziele stając za ladą, mogą rozwijać swoją działalność…

– Oczywiście, że tak. Tutaj rozum podpowiada mądre argumenty. Natomiast w tym całym rozgardiaszu, pomieszaniu z poplątaniem niestety odchodzimy od logiki, od racjonalności w argumentacji. Jeśli ktoś mówi, że małe sklepiki upadają poprzez zakaz handlu w niedziele, to brak w tym logiki, bo jeśli w niedziele te sklepiki mogą być otwarte, a duże sieci handlowe w tym czasie są zamknięte, to dlaczego z tego powodu mniejsze sklepiki miałyby upadać? Nie ma tu żadnego związku przyczynowego, za to jest związek emocjonalny wyrażany w takich nieprawdziwych opiniach. Nawet jeśli się kurczy drobny handel, to powodem nie jest zakaz handlu w niedziele. Powodem jest to, że tam, gdzie działały właśnie te małe rodzinne sklepiki, wdzierają się różne sklepy – może nie aż tak duże, ale funkcjonujące w ramach wielkich sieci handlowych i to jest być może problem do uregulowania. Natomiast nie można winą obarczać zakazu handlu w niedziele. Jedno jest pewne, że mamy próbę dechrystianizacji naszego życia wspólnotowego, ale to było, jest i będzie, dlatego należy się liczyć z różnymi manipulacjami, zakłamywaniem rzeczywistości, które będą się pojawiać. Musimy temu skutecznie postawić tamę i przetrwać te ataki.

Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl