logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Działanie ZNP jest nieetyczne

Wtorek, 19 marca 2019 (15:20)

Z dr. Krzysztofem Kawęckim, prezesem Prawicy Rzeczypospolitej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Sławomir Broniarz zapowiedział, że jeśli zajdzie potrzeba to nauczyciele mogą nie dopuścić do promocji dzieci do kolejnych klas. Wprawdzie wycofał się później z tych słów, ale czy godzi się brać jako zakładników dzieci do walki z jakimkolwiek rządem?

– Nikt racjonalnie myślący nie powinien mieć najmniejszych wątpliwości, że wykorzystywanie dzieci do celów – de facto politycznych – inicjowanych przez Związek Nauczycielstwa Polskiego jest zwyczajnie niegodziwe. Ale nawet jeśli nie stałyby za tym cele polityczne, a związane z protestem, to i tak jest to działanie niegodziwe i absolutnie nie do zaakceptowania. W zasadzie nie przypominam sobie takiej sytuacji, jeśli chodzi o protesty różnych środowisk w obszarze oświaty, bo takie protesty, owszem, bywały i to liczne, ale nigdy nie ocierały się o zagrożenie dobra uczniów. To pokazuje fatalne oblicze ZNP, jego kierownictwa i oczywiście prezesa Sławomira Broniarza. Te działania godzą w prawa uczniów, ale również w prawa rodziców mocno zainteresowanych i zaniepokojonych losem swoich dzieci. To, co zapowiada kierownictwo ZNP, jest zatem działaniem ze wszech miar skandalicznym.

Przy okazji może warto przypomnieć rodowód ZNP…

– ZNP ma swoje korzenie ideowe ukształtowane na lewicy, można nawet powiedzieć, że blisko ruchu komunistycznego. W okresie PRL tenże związek zawodowy był niejako pasem transmisyjnym PZPR, a później stał się przybudówką SLD.          

Dlaczego nauczyciele nie zmienią prezesa, który zwyczajnie kompromituje tę grupę zawodową?

– Trudno mi powiedzieć, jaki w tej chwili procent nauczycieli obejmuje swym zasięgiem ZNP. Natomiast  szczególnie na początku lat dziewięćdziesiątych większość nauczycieli wchodziła w szeregi tej organizacji związkowej. Dzisiaj z całą pewnością nie jest to już tak liczna grupa jak kiedyś, ale wpływy ZNP na mentalność nauczycieli są z całą pewnością nadal znaczące.

Nasuwa się pytanie o stan etyczny polskich nauczycieli...  

– Nie wiem, czy nauczyciele są aż tak zdeterminowani – jak twierdzi przewodniczący Broniarz, że pozwoliliby sobie na tak radykalne posunięcia jak strajk. Polska ma wielu wspaniałych nauczycieli, którzy traktują swój zawód jako misję i jej realizację nawet na zasadzie uczeń – mistrz i potrafią być przykładem dla swoich uczniów. Jednakże od pewnego czasu mamy też do czynienia – niestety – z selekcją negatywną w zawodzie nauczycielskim, co oczywiście nie umniejsza faktu, że ta grupa zawodowa zarabia skandalicznie mało i taki stan nie może trwać dłużej, obecny stan wymaga korekt i postulat podwyżek jest usprawiedliwiony. Nie oznacza to jednak, że ma to nastąpić od razu, ale musi to być pewien proces, który – jak słyszymy – ze strony rządowej został zapoczątkowany i będzie kontynuowany.

Czy w tej dyskusji sprowadzanej jedynie do podwyżek płac nie spłyca się problemu i nie zapomina się o misji szkoły, o powołaniu nauczyciela, który jest jednym z zawodów tzw. zaufania publicznego?

– Każdy z nas ma w pamięci i wspomina swoich wspaniałych nauczycieli, wspominamy też nauczycieli z końca II RP, którzy w szkole wychowali wiele pokoleń także w okresie PRL. Ta formacja nauczycielska, ukształtowana właśnie w okresie II RP, z całą pewnością była zupełnie inna niż nauczyciele kształceni w zakresie pedagogiki w okresie PRL. Obawiam się, że wciąż jednak mamy do czynienia w szkołach z pewnym duchem pedagogiki PRL-owskiej, choć nie chciałbym tego problemu upraszczać i rozszerzać, bo zdecydowana większość nauczycieli dzisiaj pracujących w oświacie postępuje zgodnie z etyką, zgodnie z oczekiwaniami wobec zawodu nauczyciela, który jest bardzo wysoko w hierarchii uznania społecznego. Nauczyciel to wciąż jest jeden z zawodów cieszących się największą estymą i poważaniem i pewnie wciąż tak to wygląda w praktyce. Na drugim biegunie jest Sekcja Krajowa Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” skupiająca ludzi oświaty – nauczycieli, która owszem wspiera postulaty płacowe, ale w odróżnieniu od ZNP nie proponowała tak drastycznych rozwiązań. Dlatego można powiedzieć, że jest przeciwwagą dla ZNP, ale nigdy nawet za czasów rządów koalicji SLD – PSL nie posunęła się do przekroczenia granic, które nigdy nie powinny zostać przekroczone.

Komu zależy na tym, żeby podejmować działania, które godzą w dobro dzieci?

– Słyszymy, że część opozycji popiera protest nauczycieli, a Grzegorz Schetyna mówi, że kiedy jego formacja dojdzie do władzy, to znajdzie pieniądze dla nauczycieli, tyle że jest to demagogia. Platforma miała osiem lat, kiedy współrządziła Polską wraz z PSL-em, na wprowadzenie zmian strukturalnych w systemie edukacji, ale tego nie uczyniła. Wiemy, jak wyglądały chociażby podstawy programowe – także w zakresie historii czy szeroko rozumianej humanistyki, które absolutnie nie służyły dobrej edukacji. Oczywiście kwestia rozwoju edukacji dotyczy także spraw materialnych, i to nie ulega wątpliwości, ale ona też nie wyczerpuje wszelkich działań na rzecz właściwego, mądrego rozwoju tej dziedziny życia i wychowania młodego pokolenia Polaków. Jest rzeczą zrozumiałą, że bez należytej gratyfikacji dla nauczycieli za ich pracę, za ich trud trudno będzie mówić o kompleksowej zmianie w tym obszarze. Natomiast jest to – powiedziałbym – może nawet najważniejsze wyzwanie w polityce wewnętrznej stojące przed polskim rządem i tymi, którzy sprawują i w przyszłości będą sprawowali władzę w naszej Ojczyźnie. W tej chwili mamy do czynienia z ofensywą genderyzmu, który przenika do szkół, deprawując uczniów, i jakoś nie słyszałem z ust czy to dyrekcji szkół, czy nauczycieli jakiegoś zdecydowanego sprzeciwu. Rozumiem, że jest wiele obszarów i spraw związanych z odbiurokratyzowaniem całego systemu edukacji, z kwestią odpowiedniego ułożenia nadzoru pedagogicznego. Uważam, że zlikwidowanie biurokracji zapewne pomogłoby też zrealizować postulaty ekonomiczne.

Gdzie w tej materii są największe, najpilniejsze potrzeby?

– Reorganizacji, a w moim przekonaniu wręcz likwidacji, co trzeba poważnie rozważyć, wymagają kuratoria oświaty, a jednocześnie wzmocnienia, ale innymi instrumentami, potrzebuje nadzór pedagogiczny, bo to jest najważniejsze. Proszę zauważyć, że istnieją kuratoria, a w dawnych województwach nadal istnieją delegatury kuratoriów, we wszystkich dużych miastach są biura edukacji, np. w Warszawie, w 18 urzędach dzielnicowych istnieją wydziały oświaty, które de facto na bieżąco kierują działalnością edukacyjną. Mamy zatem daleko idącą biurokrację, także biurokrację w zakresie pracy dyrektorów szkół, nauczycieli, a więc tych obszarów – jak widać – jest ogrom, ale Platforma, która dzisiaj zabiera głos, kiedy rządziła w Polsce, nic nie zrobiła, żeby to ograniczyć. Kolejną kwestią wymagającą rozważenia zasadności jest Karta Nauczyciela, która miała regulować prawa i obowiązki nauczycieli, tyle że ten dokument był tyle razy nowelizowany, że podejrzewam, iż nawet najwięksi specjaliści od prawa oświatowego nie rozumieją, o co tam chodzi i nie nadążają za wprowadzanymi zmianami.

A więc Karta Nauczyciela nie powinna dłużej funkcjonować…?   

– To jest oczywiście pytanie, ale w moim przekonaniu – przynajmniej w takiej postaci – jako relikt PRL, później wielokrotnie mutowany poprzez kolejne nowelizacje, Karta Nauczyciela powinna zostać odrzucona. Dlatego że nie sprzyja pozytywnej selekcji nauczycieli.

Do 25 marca w szkołach potrwa referendum, a 8 kwietnia ma się rozpocząć strajk nauczycieli. Czy Pana zdaniem to realne?

– Działanie ZNP jest absolutnie nieetyczne – mam tu na myśli zapowiadany strajk w okresie egzaminacyjnym w szkołach, który de facto godzi w prawa polskich uczniów. Zresztą już teraz – w obozie opozycji – pojawiają się wątpliwości, co do słuszności tego typu działań. Kierunek obrany przez kierownictwo ZNP jest absolutnie samobójczy z punktu widzenia dla Platformy, Nowoczesnej i innych ugrupowań skupionych pod szyldem Koalicji Europejskiej. Są granice, których nie powinno się przekraczać, i mam nadzieję, że minimum rozsądku, rozumu politycznego spowoduje, że koncepcja ZNP z wykorzystaniem dzieci w tym proteście nie spotka się z poparciem środowiska nauczycielskiego. Nie sądzę, żeby w tej formule protest w formie strajku nauczycieli doszedł do skutku.

Dziękuję za rozmowę.

   

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl