logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Uczniowie nie mogą być zakładnikami

Poniedziałek, 8 kwietnia 2019 (22:35)

Z Krystyną Wróblewską, poseł PiS, byłą dyrektor Podkarpackiego Centrum Edukacji Nauczycieli w Rzeszowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Rozpoczął się strajk w oświacie. Kto bierze na siebie odpowiedzialność za najbliższe dni protestu, mając na uwadze to, że w środę egzamin gimnazjalny?

– Związki zawodowe, Związek Nauczycielstwa Polskiego i Forum Związków Zawodowych biorą odpowiedzialność za całe to zamieszanie. Rząd cały czas, do końca próbował rozmawiać, były prowadzone mediacje, negocjacje i przedstawiciele Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” podpisali wczoraj porozumienie. Mimo wyciągniętej przez stronę rządową ręki ZNP i FZZ nie podjęły decyzji o zawieszeniu strajku. Szkoda.

Dlaczego nie udało się przekonać ZNP i FZZ?

– Napięta sytuacja i ciągłe podgrzewanie atmosfery przez przewodniczącego ZNP Sławomira Broniarza, który nie chciał ustąpić. To spowodowało, że jesteśmy dziś świadkami strajku w oświacie. Wprawdzie szef ZNP w ostatniej fazie rozmów obniżył nieco swoje żądania, ale i tak były one zbyt wygórowane i niemożliwe do spełnienia. Mam wrażenie, że ZNP od początku miał plan, który miał doprowadzić do strajku. Dla mnie jest to typowo polityczne działanie Sławomira Broniarza, który dba o swoją reelekcję na stanowisku szefa ZNP. Od rana dzwonią do mnie dyrektorzy szkół, nauczyciele, którzy sami wskazują, że tym strajkiem obniża się prestiż zawodu nauczyciela, szczególnie wśród rodziców, którzy – tak naprawdę – nie bardzo wiedzą, jak w tej sytuacji się zachować. Dzisiaj rano w Rzeszowie przystanki autobusowe były puste, co wskazuje na to, że rodzice zdecydowali się nie posyłać swoich dzieci do szkół. Również młodzież jest zdezorientowana, bo uczniowie nie wiedzą, czy zaplanowane na środę egzaminy się odbędą czy nie. Ta niepewność bardzo źle wpływa na morale tych młodych ludzi, którzy zamiast się uczyć, przeżywają dodatkowy stres. Dlatego apeluję do nauczycieli, aby w trakcie egzaminów stanęli po stronie uczniów.

Wspomniała Pani szefa ZNP, proszę powiedzieć – jako nauczyciel – jak to możliwe, że przez 21 lat twarzą nauczycielskich związków zawodowych jest Sławomir Broniarz, który nie protestował, kiedy rząd PO – PSL zamroził podwyżki nauczycielom?

– No właśnie, dlaczego za rządów koalicji PO – PSL, kiedy nie było podwyżek dla nauczycieli, przewodniczący Broniarz nie nawoływał do strajku, a robi to dzisiaj, kiedy podwyżki – może nie tak duże – jednak są. Rząd PiS podjął rękawicę i ogłosił podwyżki dla nauczycieli. Co więcej, zapowiedział, że będą kolejne etapy zwiększania pensji nauczycielskich. Wśród propozycji rządu poddanych do przemyślenia jest m.in. podniesienie pensum, czyli określonej liczby zajęć dydaktycznych lub naukowych, do odbycia których jest zobowiązana każda osoba nauczająca w danej placówce oświatowej, co byłoby równoznaczne ze wzrostem wynagrodzeń. Na razie są to propozycje do przeanalizowania i głębszych dyskusji. Dla mnie ważne jest także to, że strona rządowa chce rozmawiać również o prestiżu zawodu nauczyciela i o godnych zarobkach dla tej grupy zawodowej. Jednak mimo podjętych działań nie jesteśmy w stanie sprostać aż tak wygórowanym, wręcz zaporowym żądaniom, które stawia przewodniczący Broniarz. Natomiast dobrze się stało, że nauczycielska „Solidarność” – po mediacjach – podpisała porozumienie. Cieszę się, że NSZZ „Solidarność” zachowała się jak należy.

Patrząc na żądania stawiane przez ZNP i FZZ, czy mamy do czynienia z protestem ekonomicznym, czy politycznym?

– Jestem nauczycielem, co chciałabym podkreślić, i bardzo mi zależy, żeby nauczyciele zarabiali godnie. Ale uważam, że postawa ZNP i przewodniczącego Broniarza wskazują jednoznacznie, że mamy do czynienia z protestem politycznym. Wiemy, że wiele grup zawodowych chciałoby zarabiać więcej – i mam tego świadomość, ale przez trzy i pół roku rządzenia – po latach, kiedy koalicja PO – PSL zamroziła płace – nie jesteśmy w stanie w tak krótkim czasie podnieść – w tak znaczący sposób – zarobków wszystkim grupom zawodowym.  Wcześniej jako dyrektor Podkarpackiego Centrum Edukacji Nauczycieli w Rzeszowie też byłam pracodawcą i wiem, że w zakresie pracowników administracji i obsługi nie miałam złotówki nawet na waloryzację płac, bo pieniędzy po prostu nie było. Dzisiaj, kiedy rządzi PiS, staramy się te zaległości i de facto zaniedbania poprzedników nadrobić, ale nie da się sprostać w jednym czasie wymaganiom wszystkich. Owszem są protesty i rząd prowadzi negocjacje, ale poprzez nieodpowiedzialne decyzje nie możemy wyłożyć finansów publicznych państwa.

Przedstawiciele ZNP twierdzą, że rząd zbyt późno przystąpił do rozmów. Może gdyby strony wcześniej usiadły do stołu, byłaby szansa na porozumienie?

– Jeśli chodzi o negocjacje, to uważam, że takie rozmowy się odbywały, były przerywane, odkładane. Oczywiście zawsze można powiedzieć, że gdyby do rozmów przystąpiono wcześniej, to może udałoby się uniknąć strajku. Osobiście uważam, że to nie udałoby się, bo ZNP od początku był nastawiony na strajk. I wydaje mi się, że wielu nauczycieli, co mówię z przykrością, dało się wciągnąć w pułapkę przewodniczącego Broniarza. Widząc, co się dzieje, że będzie to miało bardzo negatywny wpływ – szczególnie jeśli chodzi o zbliżające się egzaminy zewnętrzne – na uczniów i rodziców, którzy są w stresie, „Solidarność” podpisała porozumienie z rządem. Stało się tak również dlatego, że postulaty „Solidarności” może nie w pełni postulaty płacowe, ale pozostałe żądania jednak zostały spełnione. Podwyżka o 15 proc., której wcześniej nie było, stanie się faktem, ponadto zostaną spełnione oczekiwania związków zawodowych, takie jak skrócenie stażu czy przyspieszenie awansu zawodowego.

Jest też pytanie o etyczność tego protestu – mianowicie, jak nauczyciele, którzy powinni stać murem za uczniami i rodzicami, teraz spojrzą im w oczy?

– Z danych podanych dzisiaj przez MEN, a przekazanych przez kuratoria do południa wynika, że do strajku przystąpiło 48,5 proc. szkół i placówek oświatowych. A zatem wiele szkół nie strajkuje i tam nauczyciele mają rozdarte serca, bo część podjęło protest, a inni do niego nie przystąpili. Zawód nauczycielski jest zawodem zaufania publicznego i jeżeli dziecko zostało przez rodziców posłane do szkoły, to znaczy, że ufają oni nauczycielom i wiedzą, że ich dziecko jest tam bezpieczne. Dzisiaj strajk nauczycieli, ale podobnie było ze strajkiem pielęgniarek, gdzie też zastanawialiśmy się, jak to wygląda z etycznego punktu widzenia, kiedy pielęgniarka odchodzi od łóżka chorego. Niewątpliwie jest to bardzo trudna decyzja z etycznego punktu widzenia, stąd wielu nauczycieli ma poważne dylematy moralne, jak się zachować. Myślę, że wielu, nawet przystępując do strajku, ma wyrzuty sumienia. Jestem o tym przekonana, bo nauczyciele to zawód, który powinien budować autorytet, tymczasem dzisiaj walka się toczy o pieniądze.

To, że nauczyciele powinni godnie zarabiać, chyba nie ulega wątpliwości?

– Oczywiście, i ja to rozumiem, bo każdy z nas chce godnie zarabiać, ale są różne formy protestu, np. oflagowanie, ale dzisiaj, kiedy podwyżki płac nauczycieli stają się faktem, to strajk – zwłaszcza w takiej formie i w okresie egzaminów ósmoklasisty i gimnazjalnych oraz w przededniu matur – jest rzeczą niespotykaną. Jak dotąd czegoś takiego w Polsce jeszcze nie było. W tej sytuacji jest mi bardzo przykro, że to wszystko dzieje się w takim momencie.  

Ale np. Szkoła Podstawowa ZNP w Łodzi nie strajkuje…

– Sprawa jest prosta, gdyby taka szkoła zastrajkowała, to rodzice zrezygnowaliby z usług takiej placówki. Nauka w takiej niepublicznej, związkowej szkole kosztuje i rodzice wymagają. Ale jeśli chodzi o szkoły publiczne, to na ich prowadzenie i utrzymanie też idą pieniądze z podatków płaconych przez Polaków, którzy mają prawo wymagać, aby ich dzieci miały odpowiednie warunki do nauki. 

 

Kto będzie czuwał w środę nad przebiegiem egzaminu gimnazjalnego?

– Za całość nadzoru odpowiada dyrektor szkoły. I to dyrektor danej placówki oświatowej jest zobowiązany do zorganizowania opieki nad dziećmi w trakcie strajku, a także do przypilnowania, aby egzamin, w tym wypadku gimnazjalny, się odbył. Uważam, że dyrektorzy szkół to odpowiedzialni ludzie, którzy swojej pieczy mają powierzone bezpieczeństwo uczniów. Wierzę w mądrość polskich dyrektorów szkół, którzy zrobią wszystko, aby egzaminy się odbyły, wierzę też w mądrość i odpowiedzialność polskich nauczycieli. Są samorządy, które mają obowiązek pomagać dyrektorom szkół, znam burmistrzów, którzy wczoraj zapewniali, że zrobią wszystko, żeby egzaminy – pomimo strajku części nauczycieli – się odbyły w wyznaczonym terminie. Są też samorządy, które zapowiadają, że będą płacić nauczycielom za czas strajku, co de facto jest niezgodne z prawem. Ufam, że dyrektorzy szkół oraz nauczyciele nie dopuszczą, żeby egzaminy się nie odbyły. Oczywiście trzeba się spodziewać, że będą placówki, w których egzamin się nie odbędzie, ale takich przypadków nie będzie dużo. Mam nadzieję, że odpowiedzialni nauczyciele nie zawiodą dzieci – swoich uczniów – i egzaminy gimnazjalny i ósmoklasisty – mimo wszystko się odbędą w wyznaczonych terminach. Kiedy dzieci stają się zakładnikami, to bardzo źle to wygląda, taka sytuacja deprawuje młodzież.

Dziękuję za rozmowę.    

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl