logo
logo

ZDROWIE

Zdjęcie: Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu/ -

Kolejka po słuch

Środa, 24 kwietnia 2019 (02:35)

Niesłyszący skarżą się, że latami muszą czekać na wymianę procesorów w implantach ślimakowych.

Problem dotyczy procesorów dźwięku, czyli urządzeń stanowiących zewnętrzny element implantu słuchowego. O ile sam implant (elektroda w ślimaku ucha) wszczepiany jest raz, to procesor dźwięku, który jest narażony na wpływ czynników zewnętrznych, ulega naturalnemu zużyciu. Konieczna jest więc jego wymiana.

Następuje to z reguły po pięciu latach używania – procesor poddawany jest wówczas ocenie technicznej i kwalifikowany do wymiany. Niestety, czas oczekiwania na wymianę procesora dźwięku trwa od kilku do nawet kilkunastu lat – a kolejki oczekujących wciąż się wydłużają.

Co ważne, bez procesora implant nie spełnia swojego zadania. Człowiek po prostu przestaje słyszeć. Dodatkowym problemem jest to, że osoby zaimplantowane najczęściej nie posługują się językiem migowym.

– Bez działającego procesora mowy implant jest bezużyteczny. Osoba z niego korzystająca jest pozbawiona kontaktu fonicznego z otoczeniem – zauważa w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Magdalena Kudelska spod Siedlec, matka dwojga niesłyszących dzieci. Jeszcze niedawno problem ten dotyczył jej bezpośrednio. Pani Magdalena obawiała się, że taki właśnie los spotka jej dziewięcioletniego syna Szymona. Gwarancja na procesor skończyła się we wrześniu 2015 roku. Dwa lata temu dziecko zostało wpisane na listę oczekujących na wymianę. Przewidywany czas wymiany to był trzeci tydzień stycznia 2020 roku. Do tego termin ten wydawał się mało realny, biorąc pod uwagę fakt, że pacjenci posiadający implant tego samego producenta co chłopiec i mający termin wyznaczony na rok 2018 w dalszym ciągu oczekują na wymianę procesora.

Sytuacja była już dramatyczna. Producent serwisował model, który ma Szymon, tylko do końca 2018 roku. – Z tego powodu ubezpieczyciel po ośmiu latach odmówił nam kontynuowania ubezpieczenia. Procesor syna już teraz nie nadaje się do użytku. Wyłącza się, przerywa słyszenie, coś w nim szumi, cewka wypada z gniazda, kosz na baterie jest uszkodzony, sterownik zużywa baterie w ciągu kilkunastu godzin, a powinien według ustawień pracować na nich trzy razy dłużej – relacjonuje matka. – Na początku stycznia musieliśmy odesłać wszystkie części zastępcze do serwisu, bo były one wypożyczone tylko na czas znalezienia przyczyny awarii – dodaje Magdalena Kudelska.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Anna Ambroziak

Nasz Dziennik