logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Zapewnienia to za mało

Środa, 22 maja 2019 (20:27)

Z dr. Krzysztofem Kawęckim, prezesem Prawicy Rzeczypospolitej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Znów pod adresem Polski, tym razem ze strony wiceszefowej izraelskiego MSZ, padają oskarżenia o anysemityzm, a Światowy Kongres Żydów krytykuje premiera Mateusza Morawieckiego za wypowiedź w sprawie odmowy odszkodowań. Z czym mamy do czynienia?

– Cały czas mamy do czynienia z potencjalnym zagrożeniem ze strony przede wszystkim międzynarodowych organizacji żydowskich w zakresie roszczeń związanych z holokaustem – wymordowaniem ludności żydowskiej na okupowanych przez Niemców terenach II RP. Mamy też cały czas odwoływanie się przez liderów społeczności żydowskiej do konferencji w Terezinie z 30 czerwca 2009 roku. Deklaracji, która została tam przyjęta przez 46 państw – również przez Polskę – nie lekceważyłbym. Wówczas została wydana sześciusetstronicowa publikacja, która nie pozostawia wątpliwości, że kwestie dotyczące własności żydowskiej z okresu holokaustu będą przez organizacje żydowskie podnoszone. Dotyczy to różnych obszarów, własności nieruchomej, cmentarzy żydowskich, dzieł sztuki skradzionych i skonfiskowanych przez Niemców, archiwaliów itd. Ale dotyczy to również kwestii edukacji, badania i upamiętniania miejsc pamięci, i to wszystko ma być finansowane przez sygnatariuszy deklaracji terezińskiej. Proszę też zwrócić uwagę, że na przestrzeni 10 lat przedstawiciele niektórych rządów odwoływali się do konferencji w Terezinie. Również w Parlamencie Europejskim dyskutowano na temat konferencji terezińskiej, gdzie występowali szef europarlamentu Antonio Tajani czy Martin Schulz, także rząd brytyjski odwoływał się do konferencji terezińskiej. Również słynna ustawa 447 Kongresu amerykańskiego jest odwoływaniem się do konferencji terezińskiej. Sytuacja jest zatem bardzo niebezpieczna.

Czy zapewnienia ze strony polskiego rządu, że roszczenia żydowskie nie zostaną zrealizowane, są wystarczające?    

– Moim zdaniem, to jest absolutnie za mało. Twierdzenie, że te roszczenia nie mają uzasadnienia moralnego ani też prawnego, jest niewystarczające. Najważniejszą rzeczą, jaka powinna zostać zrobiona przez polski rząd, jest odcięcie się od konferencji terezińskiej, złożenie deklaracji, że nie ma ona wiążącego charakteru. Specjaliści od prawa międzynarodowego podkreślają, że nawet jeśli ta deklaracja nie została podpisana, to jednak obowiązuje. Dlatego odcięcie się od ustaleń w Terezinie przez rząd polski byłoby absolutnie potrzebne. Ponadto to odcięcie powinno nastąpić wspólnie z krajami Europy Środkowej. Dlatego że w wystąpieniach przedstawicieli międzynarodowych organizacji żydowskich jest odniesienie, że Polska i inne państwa Europy Środkowej nie robią nic, żeby realizować zapisy deklaracji terezińskiej. A żeby to odcięcie miało znaczący charakter, to powinno być podjęte wspólnie przez kraje Europy Środkowej.

Kukiz’15 przygotował ustawę odpowiadającą na ustawę 447 Kongresu Amerykańskiego, ale nie doczekała się ona procedowania w Sejmie…

– Projekt Kukiz’15, przygotowany konkretnie przez posła Tomasza Rzymkowskiego, dotyczący ochrony własności RP przed zagranicznymi roszczeniami, jakie mogą dotknąć Polskę w związku z ustawą 447, niestety nie został przedstawiony na forum Sejmu, bowiem został zdjęty z porządku obrad. Dlatego niezbędna będzie obywatelska inicjatywa ustawodawcza w tym zakresie. Byłoby dobrze, żeby Sejm RP odrzucił uchwałą wiążący charakter deklaracji terezińskiej i wezwał rząd do podjęcia określonych działań w tym zakresie. Ustawa nie ma bowiem takiej mocy prawnej w zakresie prawa międzynarodowego, jak deklaracja rządu, dlatego jest tu pole do działania dla polskiego rządu.

Jak rozumieć słowa Włodzimierza Cimoszewicza, który jest za zwrotem Żydom mienia?

– Słowa Włodzimierza Cimoszewicza wypowiedziane w stacji TVN to krytyka słów prezesa Kaczyńskiego, że Polska nie będzie nikomu płacić odszkodowań. Porażające jest to, że Cimoszewicz był w przeszłości premierem polskiego rządu, kierował polską polityką zagraniczną. Jeśli na czele państwa polskiego mieliśmy takie osoby, to wiemy, dlaczego były zaniechania ze strony państwa w zakresie polityki historycznej. Tego typu wypowiedzi charakteryzują skrajnych antypolskich polityków np. w Izraelu. Widzimy, jacy ludzie kierowali państwem polskim i niestety nadal funkcjonują w centrum życia politycznego w naszym kraju. To jest też pytanie o kondycję naszego społeczeństwa, naszego Narodu, który może nie tyle, że akceptuje takich ludzi i ich poglądy, co odznacza się brakiem wiedzy i wrażliwości historycznej. Ten brak spowodował, że takie osoby jak Włodzimierz Cimoszewicz czy inni postkomuniści odgrywali pierwszorzędną rolę w III RP. Ci ludzie wywodzili się ze środowisk komunistycznych, ich rodzice byli wysoko postawionymi działaczami PZPR, a niejednokrotnie zwykłymi zbrodniarzami aparatu represji Urzędu Bezpieczeństwa PRL-u, a oni sami stali się beneficjentami karier politycznych swoich rodziców. W tej sytuacji już ten sam fakt powinien dawać wiele do myślenia. Wypowiedź Cimoszewicza szkodzi państwu polskiemu, godzi w dobre imię Polski i Polaków, a w kontekście roszczeń żydowskich jest działaniem na szkodę naszego państwa – także w tym konkretnym wymiarze, bo ma wzmacniać działania środowisk, które dążą do restytucji mienia albo odszkodowania także w przypadku tzw. własności bezdziedzicznej, gdzie roszczenia z tego tytułu miałyby trafić do bliżej nieokreślonych organizacji zajmujących się i wspierających edukację o holokauście.

Z kolei niemiecki „Die Welt” twierdzi, że spory dotyczące wypłaty przez Niemcy reparacji wojennych mogą przynieść Polsce jeszcze większe straty, że mogą doprowadzić do wzrostu niechęci wobec pracowników z Polski. Czy to są groźby?

– To jest kolejny dowód, że Niemcy nie będą chciały spełnić oczekiwań państwa polskiego, rządu i polskich obywateli w zakresie reparacji wojennych. Przedstawiciele niemieccy używają do tego różnych argumentów, często  gróźb czy nawet szantażu. Pamiętamy mniej lub bardziej zawoalowane wypowiedzi i wiązanie ewentualnych rekompensat z możliwością działań na rzecz odzyskania przez Niemcy polskich ziem zachodnich. Natomiast w tym wypadku mamy przykład ewentualnych restrykcji wobec polskich pracowników, co jest oczywiście przysłowiowym strzałem w stopę, ponieważ wiemy, jak wygląda sytuacja na niemieckim rynku pracy. Ta retoryka pokazuje, że stanowisko Niemiec jest bardzo zdecydowane, tym bardziej wymaga to z naszej strony podjęcia jeszcze bardziej zdecydowanych, określonych działań. Z całą pewnością sytuacja nie jest łatwa.

PiS dużo mówi o reparacjach wojennych od Niemców, ale póki co efektów jakoś nie widać?

– Niestety nie widać… Całą sprawę reparacji rozpoczął – i jest to z pewnością bardzo dobre działanie – poseł Arkadiusz Mularczyk wraz ze swoim zespołem, ale działanie jednego posła nie wyczerpuje możliwości działań, które w tym zakresie można by zrealizować. Za tym pierwszym krokiem dotyczącym podniesienia problemu, oszacowania pewnych strat i oddźwiękiem medialnym muszą pójść dalsze działania. Jest to oczywiście kwestia wyboru ścieżki czy drogi działań, to jest też pytanie do specjalistów od prawa międzynarodowego, jak to poprowadzić, bo sprawa ta musi się zgrywać nie tylko w relacjach polsko-niemieckich, ale szerzej, tym bardziej rząd powinien takie działania podjąć. Tymczasem poza pierwszym etapem medialno-edukacyjnym w zasadzie rząd nie przekroczył kolejnego progu.

Czy Niemcy obawiają się tych reparacji?

– Z całą pewnością obawy Niemiec w związku z reparacjami nie sprowadzają się tylko i wyłącznie do kwestii finansowych i to na pewno nie jest sprawa zasadnicza. Oczywiście koszty finansowe byłyby dla Niemiec dotkliwe, ale sprawa reparacji przede wszystkim pokazałaby Europie i światu rolę Niemiec w czasie II wojny światowej, a więc zbrodnie niemieckie na polskim Narodzie, na narodzie żydowskim. I to jest – jak sądzę – największym dla Niemiec zagrożeniem i tego się przede wszystkim obawiają. Dzisiaj pozycję państwa na arenie międzynarodowej – w dużym stopniu – mierzy się tym, co potocznie nazywamy marką danego kraju. Wypracowanie marki są to wszechstronne, żmudne, wieloletnie działania państwa, organizacji pozarządowych, dyplomacji itd. I Niemcy tę markę na świecie posiadają, są w czołówce państw posiadających tę markę. Natomiast w wyniku pokazania zbrodni niemieckich ta z trudem, latami wypracowywana marka zostałaby zachwiana, a Niemcy utraciłyby swoją pozycję na arenie międzynarodowej. A tego nie da się tak łatwo odbudować.

I tego głównie obawiają się Niemcy?

– Dokładnie, to jest dla nich największe zagrożenie, ale to jednocześnie pokazuje, że Niemcy na przestrzeni lat nie potrafiły stanąć w obliczu zbrodni, których dokonali podczas II wojny światowej, i w pełni się z tego rozliczyć. Tak naprawdę rozliczanie, które miało miejsce w RFN, sprowadzało się tylko do ścigania – i to też w mocno ograniczonym zakresie – osób, które były zaangażowane w działalność nazistowską, w działalność niemieckich narodowo-socjalistycznych organizacji NSDAP i innych, czy też zaangażowanych w zbrodnie, których się dopuścili. Jak wiemy, to działanie rozliczeniowe też było często propagandowe, bo wielu ludzi związanych z wywiadem III Rzeszy służyło swoją wiedzą nie tylko służbom specjalnym zachodnioniemieckim, ale również innym państwom zachodnim. Tak więc Niemcy, jak dotąd, nie stanęły twarzą w prawdzie, nie dokonały rozliczenia. Wystarczy zobaczyć, jak wyglądają podręczniki niemieckie, gdzie informacji np. o Powstaniu Warszawskim nie ma, a informacje o II wojnie światowej są fragmentaryczne. Stąd wiedza historyczna młodych Niemców, dodatkowo utrwalana przez pewne stereotypy, jest na żenującym poziomie. Dlatego kwestia reparacji mogłaby zniszczyć mit i odkryć karty.

Dziękuję za rozmowę.  

             

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl