logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

„Nasz Dziennik” kupuję innym

Sobota, 8 czerwca 2019 (04:37)

Rozmowa ze Stanisławem Krzemińskim, Czytelnikiem „Naszego Dziennika”

 

Od dawna czyta Pan „Nasz Dziennik”?

– Jesteśmy z żoną słuchaczami Radia Maryja. Jak o. Tadeusz zapowiadał ukazanie się gazety, z niecierpliwością na nią czekaliśmy. Od pierwszego numeru zbieram wszystkie dzienniki do archiwum. Z tego codziennie kupuję jeszcze 2-3 dodatkowe egzemplarze, żeby komuś dać i zachęcić do czytania. Przekazywałem dziennik np. księdzu, gdy były artykuły w mojej opinii szczególnie adresowane do kapłanów. Jak tylko była możliwa prenumerata, to z niej skorzystaliśmy i prenumerujemy dziennik do dziś. Dodatkowe numery kupuję w kiosku, gdy wracam z porannej Mszy Świętej. Ludzie, którym je dawałem, często po jakimś czasie sami zaczęli kupować „Nasz Dziennik”.

Lekturę „Naszego Dziennika” promuję też w najbliższej rodzinie – wśród dzieci i wnuków. Gdy dyskutujemy na różne tematy, to podpieram się autorytetami z gazety.

Ma Pan swoich ulubionych autorów?

– Oczywiście ks. prof. Tadeusza Guza, ks. prof. Czesława Bartnika, który kiedyś częściej pisał. Bardzo lubię też teksty dr Aldony Ciborowskiej, prof. Grzegorza Kucharczyka. Ci autorzy i ich teksty są mi najbliższe. Widać w nich ogromną troskę o nasz Naród.

Jestem wychowany na książkach prof. Feliksa Konecznego, według niego Polaków jako naród zrodził Kościół. Denerwuje mnie używanie pojęcia nacjonalizm w negatywnym kontekście. Tymczasem nacjonalizm to umiłowanie swojego narodu, a patriotyzm to umiłowanie swojej Ojczyzny. Pan Bóg stworzył narody, by powierzyć im historię zbawienia. Polska ma też cały czas swoją misję do wypełnienia. Naszym zadaniem jest m.in. szerzenie kultu Matki Bożej Królowej Polski, co objawiła Matka Boża Włochowi Giulio Mancinellemu, jezuicie żyjącemu na przełomie XVI i XVII wieku.

Co chciałby Pan zmienić w „Naszym Dzienniku”?

– Mnie niczego nie brakuje, na jego łamach znajduję wszystko. Jestem wdzięczny „Naszemu Dziennikowi”, że jako jedyny stanął w obronie ks. prof. Tadeusza Guza.

Czym Pan się zajmował w życiu?

– Skończyłem Wojskową Akademię Techniczną, później pracowałem na Okęciu. Byłem pierwszym organizatorem tzw. zabezpieczenia pirotechnicznego.

A teraz jest pan zaangażowany w życie społeczne?

– Jestem prezesem Akcji Katolickiej w Milanówku, obecnie organizuję pieszą pielgrzymkę do Gietrzwałdu, która trwa 9 dni. Inicjatywa zrodziła się z naszej atencji do Matki Bożej Gietrzwałdzkiej. W tym roku pójdziemy już 13 raz. Wyruszamy 28 czerwca, w sumie ok. 70 osób.

Dostrzega Pan drogi powrotu do większej formacji, wychowania Narodu, o potrzebie którego mówił Prymas Tysiąclecia Stefan Wyszyński?

– Jest kryzys wiary wśród Polaków, spada liczba wiernych korzystających z sakramentów. Cześć dla Pana Boga w naszym życiu publicznym jest ciągle umniejszana. To trudny problem. W latach 50., gdy byłem ministrantem, służba przy ołtarzu była ważniejsza niż pójście do szkoły. Do tej pory służę do Mszy św., choć nie jest to już tak uroczyste jak było wówczas, gdy zaczynałem swoją służbę przy ołtarzu. Kryzys dotyczy też powołań kapłańskich. Prawda i dobro przyciąga, a jak się je wybiórczo traktuje, to przyciągania nie ma.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Karolina Goździewska

Aktualizacja 8 czerwca 2019 (11:44)

Nasz Dziennik