logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Ataki na symbole religijne, na Kościół to ataki na polskość

Wtorek, 11 czerwca 2019 (11:25)

Z dr. Krzysztofem Kawęckim, byłym prezesem Prawicy Rzeczypospolitej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Parady równości, lansowanie symboli, obsceniczne zachowania, których jest coraz więcej. Skąd dzisiaj pomysł na promocję środowisk LGBT?

– Myślę, że mamy do czynienia z pewną falą, a ojciec Tadeusz Rydzyk, dyrektor Radia Maryja, podczas niedawnej XX Pielgrzymki Młodych z Radiem Maryja na Jasną Górę mówił wręcz o potopie, który jest dziełem różnych organizacji antyewangelizacyjnych, wrogich Kościołowi.

Myślę, że jest to bardzo trafne sformułowanie, bo rzeczywiście mamy do czynienia z ofensywą ideologiczną realizowaną – również w Polsce – przez partie polityczne. Nie wydaje mi się, żeby w innych krajach Europy Zachodniej, nawet w krajach tak mocno zlaicyzowanych jak chociażby Francja, ta ideologiczna ofensywa antychrześcijańska była wyrażana właśnie przez partie polityczne. Tam mamy raczej do czynienia z działaniami ukrytymi, nazwijmy to, subtelnymi, polegającymi na prawnym rugowaniu chrześcijaństwa z życia publicznego. Natomiast w Polsce mamy zjawisko nakręcania nastrojów antychrześcijańskich, można powiedzieć, nawet barbarzyńskich, bo i takie zachowania też mają miejsce – właśnie poprzez działania czy też brak działań ze strony partii politycznych.

Kto odpowiada za ten stan rzeczy?        

– Nie ma wątpliwości, że odpowiada za to najsilniejsza sondażowo partia tego nurtu – Platforma Obywatelska, której politycy promują chociażby parady równości, które na swoich sztandarach mają wypisane hasło tolerancji. Tyle że z tą tolerancją nie mają nic wspólnego, dlatego że integralną częścią tych parad równości są różne zachowania i wydarzenia obrażające katolików, chrześcijan. Takie sytuacje miały miejsce chociażby w Gdańsku w sobotę przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, kiedy była parodiowana procesja Bożego Ciała, czy też w ostatnią sobotę w Warszawie podczas parady równości, kiedy w sposób skandaliczny parodiowano Mszę św.

Coraz częściej takie zachowania stanowią integralną część tych tzw. parad równości, a organizatorzy tych imprez ponoszą pełną odpowiedzialność za tego typu sytuacje. Przypomnę, że Trójmiejski Marsz Równości w Gdańsku, w trakcie którego doszło do happeningu obrażającego uczucia religijne katolików, wspierała, brała w nim udział prezydent tego miasta Aleksandra Dulkiewicz, która po kilku dniach odniosła się krytycznie do tego typu zachowań. Natomiast nie słyszę, żeby krytycznie do tego, co się wydarzyło w związku i podczas marszu równości w Warszawie, odniósł się prezydent Rafał Trzaskowski, który popierał tę imprezę i uczestniczył w niej.

Czy ze strony Platformy nie jest to zbyt ryzykowna gra?

– To, co się dzieje, jest też elementem gry politycznej, rywalizacji między ugrupowaniami wchodzącymi w skład Koalicji Obywatelskiej, a Platforma chce tutaj być w pierwszym szeregu i widać jest to partia, która promuje tego typu postawy, chce zagospodarować ten elektorat – rywalizując z Wiosną Roberta Biedronia. Połączenie Platformy i Nowoczesnej w jeden klub sejmowy spowoduje, że w samej Platformie te hasła będą jeszcze bardziej obecne.

To świadczy, że nurt LGBT zaczyna coraz bardziej dominować. Ze strony Grzegorza Schetyny, który jest szefem tej partii, jest to bardzo ryzykowna gra. Ale widać, że głównym wyrazicielem wprowadzenia nurtu LGBT do centrum życia politycznego jest Rafał Trzaskowski i wydaje się, że to on będzie tą osobą, która w przyszłości będzie nadawała ton działaniom politycznym Platformy.

Patrząc na skalę tzw. marszów równości i Marszów dla Życia i Rodziny Polacy nie mają wątpliwości, po której stronie stanąć. Dlaczego zatem politycy Platformy podejmują tego typu kroki?

– Parada równości zgromadziła może kilka tysięcy uczestników, natomiast Marsze dla Życia i Rodziny, które odbyły się w 130 miastach, zgromadziły ponad 200 tysięcy ludzi, całych rodzin. To potężna armia ludzi, natomiast elektorat, który wyraża skrajnie antychrześcijańskie, libertariańskie poglądy, na pewno nie jest liczny i nie przekracza kilku procent. A zatem jest to pewien margines z politycznego punktu widzenia. To dziwne, że Platforma próbuje zwiększyć swój stan posiadania o jeden czy dwa procent, tym bardziej że skutki tych zabiegów mogą okazać się odwrotne od zamierzonych, bo taki skręt grozi również odpływem elektoratu – być może nawet większym niż spodziewane zyski.

To świadczy, że mamy do czynienia z procesem daleko idącej ewolucji Platformy na przestrzeni lat od jej powstania. Jak pamiętamy, Platforma miała być partią liberalno-konserwatywną, natomiast dzisiaj widzimy, że w sensie ideowym jest zupełnie inną formacją, a więc pytanie, cui bono, jest oczywiście pytaniem zasadniczym. Być może takie stanowisko jest też efektem myślenia politycznego i przekonania, że podejmując, dajmy na to, walkę ze zjawiskiem pedofilii w Kościele, doprowadzą do osłabienia głównego rywala politycznego, Prawa i Sprawiedliwości.

Czy taka strategia, takie myślenie nie jest krótkowzroczne?

– Takie działania trwają już kilka lat, co pokazuje, że Platforma nie wyciąga wniosków, forsując cały czas retorykę antypisowską. Jednak to jest zmartwienie Grzegorza Schetyny.

Platforma coraz wyraźniej wspiera środowiska LGBT, a zatem nie jest to zjawisko incydentalne.

– Wszystko wskazuje na to, że jest to pewien proces, który od jakiegoś czasu jest realizowany przy pomocy samorządów – prezydentów dużych miast, gdzie Platforma sprawuje władzę. Tym samym Platforma stała się czymś w rodzaju nośnika haseł tzw. nowej lewicy, które mają przenikać coraz niżej, do innych środowisk. Przytoczę tu wypowiedź prezydenta Poznania, który stwierdził, że hasła LGBT powinny być obecne także w mniejszych miejscowościach, a zatem można powiedzieć, że forsowanie tego typu zachowań staje się pewnym elementem ideologii Platformy. Przyznam, że nie rozumiem, jak Platforma na forum europarlamentu może być członkiem Europejskiej Partii Ludowej, formalnie mającej charakter chrześcijański, chadecki.

Wracając jeszcze do zachowań podczas marszów w Gdańsku czy ostatnio w Warszawie, dlaczego przedmiotem ataków tych środowisk tak chętnie stają się symbole religijne i Kościół, który chyba jak nikt inny mówi o szacunku do drugiego człowieka?

– Chrześcijaństwo ze swej istoty jest religią miłości, a zło, które jest obecne w świecie, nie znosi takiego przesłania. Nie wchodząc w kwestie teologiczne, trzeba powiedzieć, że ofiara – męka i śmierć naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa – pokazuje, że tylko miłość może człowieka popchnąć do takiego czynu, zresztą od samego początku chrześcijaństwo było prześladowane, tym bardziej przykre, że ataki na symbole religijne, na Kościół mają miejsce w naszym kraju, gdzie istota polskości, historia, tradycja, kultura w sposób oczywisty jest obecna od początku naszej państwowości i przyjęcia sakramentu chrztu przez Mieszka I.

Chrześcijaństwo i polskość są tożsame, tym bardziej trudno pojąć, że to w naszym kraju zdarzają się tego typu ataki. Atak na symbole religijne, atak na Kościół, to atak na polskość, na podstawowe fundamenty polskości. Ale to jest też obrażanie poszczególnych osób. Politycy, którzy dzisiaj sprzyjają środowiskom atakującym Boga, wiarę i Kościół, to są w większości ludzi ochrzczeni, bardzo często są to ludzie uczęszczający do Kościoła, co zatem powoduje, co skłania do tego, że swoimi atakami czy też swoją obojętnością obrażają pamięć swoich przodków? Jak to się może skończyć, pokazuje przykład Francji – pierwszej córy Kościoła, która poprzez antychrześcijańską rewolucję 1789-1799 wyzbyła się zasad wynikających z chrztu św., a dzisiaj też kuleje religijnie i moralnie. Tak czy inaczej widać, że kraje chrześcijańskie są szczególnie narażone, są przedmiotem tego typu ataków, a zatem wydarzenia, które mają dzisiaj miejsce w Polsce za przyzwoleniem Platformy, wpisują się w szersze zjawisko walki z cywilizacją chrześcijańską.

Widać, że te ataki sięgają coraz dalej i raczej trudno oczekiwać, że nagle się to zmieni. Może więc pora przedsięwziąć określone działania. Czy jest to tylko zadanie dla społeczeństwa? Jaka powinna być w tym rola państwa?

– Rzeczywiście tych ataków jest coraz więcej i są coraz bardziej zdecydowane. Przykładem dzisiejszy atak nożownika na kapłana we Wrocławiu, który udawał się, aby sprawować Mszę św. Jeśli spór polityczny nie osłabnie, jeśli nienawiść nadal będzie dominować, to takich sytuacji może być coraz więcej. Najwyższy zatem czas, żeby obniżyć temperaturę sporu politycznego. Wszelkie granice zostały już przekroczone i sytuacja staje się coraz bardziej niebezpieczna. Te ataki, które wciąż jeszcze są incydentalne, być może dokonane przez ludzi niepoczytalnych, choć póki co nie znamy motywów, to tak czy inaczej te szaleńcze działania wynikają z atmosfery, która ma miejsce w Polsce.

Potrzebne są różne działania, w tym również ze strony państwa – działania prawne, które miałyby na celu ochronę podstawowych zasad życia społecznego. Państwo ma chronić swoich obywateli, ma też obowiązek chronić pewne wartości – stosowny zapis jest w Konstytucji. Tymczasem wydaje się, że państwo polskie nie wykorzystuje w tej chwili wszystkich instrumentów. Możliwości państwa, jeśli chodzi o rozwiązania prawne, są daleko idące, ale jak dotychczas nie były one wykorzystywane. Najwyższy czas zatem, żeby w tym zakresie nastąpiła zmiana postawy Rzeczypospolitej.

Czy to, czego jesteśmy świadkami, nie powinno nam, Polakom, dać do myślenia, czy w pogoni za dobrami nie zagubiliśmy się?

– Taka refleksja nad stanem naszej świadomości, także stanem wiary i etyki indywidualnej, ale także w życiu społecznym, jest niezbędna. Warszawa przed wojną też nie była miastem cnót, tylko jednym z miast ówczesnej Europy, które w obszarze społecznym było dość zdemoralizowane, o czym świadczyły m.in. statystyki rozwodów. Dzieje świata i dzieje narodów są związane z działalnością Bożej Opatrzności – już w okresie wojny były objawienia w Siekierkach, gdzie Matka Najświętsza przestrzegała Warszawę przed konsekwencjami tego stanu rzeczy, zalecając ekspiację i podjęcie określonych działań, które jednak nie zostały zrealizowane.

Dzisiaj też potrzebna jest nam refleksja nad tym, jakie mogą być konsekwencje, jeśli się nie zmienimy, jeśli partie polityczne nie zaprzestaną ideologicznej walki o władzę, jeśli nie będzie reakcji państwa polskiego na szkalowanie symboli religijnych i atakowanie osób duchownych. Dziś oni są atakowani, ale za jakiś czas także my, świeccy, możemy się stać celem ataków – tak jak to ma miejsce na Zachodzie.

Ponadto takie wydarzenia związane z atakami na symbole naszej wiary, na Kościół czy na kapłanów powinny nas mobilizować do jedności, powinny wzmacniać naszą wiarę i nasze postawy wobec zła. Przy tym wszystkim nie możemy być naiwni i obojętni, że to tylko incydentalne ataki, że nie ma niepokoju, że to samo minie. Wprost przeciwnie, powinniśmy w sposób zdecydowany reagować. To jest też obowiązek polskich polityków, ale także nas, ludzi wierzących, bronić wiary i Kościoła.        

                  Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl