logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

O krok od unicestwienia

Czwartek, 11 lipca 2019 (04:01)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Rada Naczelna PSL proponuje dwa bloki dla opozycji: umiarkowanie centrowy, w którym mogliby się znaleźć ludowcy i Platforma, oraz drugi blok – lewicowy. Prezes Władysław Kosiniak-Kamysz mówi, że jeden blok nie jest w stanie pokonać obecnie rządzących. 

– Panuje kompletny bałagan w przekazie polityków PSL. Jeszcze nie tak dawno, bo przed dwoma miesiącami – w kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego – jakoś nie przeszkadzało im być w koalicji z szeroko rozumianą lewicą, z SLD. Przypomnę, jak usprawiedliwiali hasła czy działania np. Rafała Trzaskowskiego – twierdzili, że jest to piękna różnorodność, a dzisiaj mówią, że używanie tego typu haseł to błąd, w związku z czym nie mogą iść w parze z tymi, z którymi jeszcze niedawno szli ręka w rękę w jednym bloku. Problem jest w tym, że wybory do europarlamentu były sukcesem dla trzech działaczy PSL, którzy zdobyli mandaty, natomiast dla PSL – jako partii – wybory te okazały się klęską, zwłaszcza wizerunkową. Wielu działaczy tej formacji na dole nie tylko nie popierało PSL, ale nawet nie głosowało na tę partię. W tej sytuacji – dzisiaj – próba robienia wolty w drugą stronę jest karkołomnym przedsięwzięciem. Bo jak wytłumaczyć wyborcom niechęć do lewicy, skoro przed chwilą było się z nią w koalicji. Jak mówić przeciwko Biedroniowi, skoro te same hasła LGBT głosił Trzaskowski, którego się popierało. Wreszcie, jak krytykować SLD, kiedy było się z nim w koalicji rządzącej. Jak widać, suma sprzeczności jest bardzo duża. Gdyby jeszcze zmieniono lidera, to można by to jeszcze jakoś wytłumaczyć, ale skoro są to wciąż te same osoby, skoro prezesem jest wciąż Władysław Kosiniak-Kamysz, który mówi zupełnie inaczej niż dwa miesiące temu, to już na pierwszy rzut oka jest to niewiarygodne. Trudno będzie przekonać wyborcę, że nagle mamy do czynienia ze zwrotem poglądów.

A zatem błąd za błędem…    

– Dokładnie tak, bo Ludowcy jeśli już nawet chcieli iść do wyborów parlamentarnych w tym „europejskim konglomeracie”, to do eurowyborów powinni iść samodzielnie, przetestować swoją siłę i możliwości, sprawdzić siłę innych, a dopiero teraz – do jesiennych wyborów – wystartować w wielkiej koalicji. Natomiast poszli w tym szerokim gronie do wyborów do Parlamentu Europejskiego, które de facto przegrali, a teraz zamiast wspomnianego przed chwilą scenariusza się jednoczyć, to wprost przeciwnie – się dzielą. I to jest błąd.

Nie wyobrażam sobie, żebyśmy do parlamentu polskiego mogli wspólnie startować z jednej listy wyborczej z lewicą – uważa szef ludowców. Czy to już ostateczna decyzja PSL, czy tylko element trwających targów z Platformą?

– Praktyka pokazuje, że w przypadku PSL wszystko jest możliwe. Ale gdyby tak rzeczywiście zrobili, mówiąc teraz, że albo koalicja z Platformą bez lewicy, albo idziemy sami, a za chwilę zmienili, mówiąc, że zostali przekonani, gdyby wybrali ten drugi wariant, to swoją wiarygodność zredukowaliby do zera. Jednak nie sądzę, żeby byli aż tak nierozsądni. Natomiast to Grzegorz Schetyna ma teraz problem, bo jeśli nie pójdzie z PSL, tylko wybierze lewicę, to będzie dla niego tylko dodatkowy bagaż, ale na pewno nie żadna wartość dodana dla Platformy. Współpraca z SLD to dla PO mogą być dodatkowe 2-3 procenty, a jeśli do tego towarzystwa dodać jeszcze Wiosnę Roberta Biedronia, to wywoła to taki przechył Platformy w lewo, że te radykalne grupy – z czasem – zupełnie mogą zdominować partię Grzegorza Schetyny, przejąć ją całkowicie i pod marką Platformy rozumielibyśmy LGBT. Z drugiej strony, jeśli Schetyna wybierze PSL, to musi odrzucić lewicę, co też trudno będzie wytłumaczyć, skoro w tym gronie z Leszkiem Millerem czy chociażby z Włodzimierzem Cimoszewiczem szli do eurowyborów. Sytuacja jest tak skomplikowana dla PSL, o czym mówiliśmy, ale nie wiem, czy nie równie jest skomplikowana dla Platformy, która nie może już zjednoczyć wszystkich, więc musi wybierać. Ale co, by nie wybrała, to i tak będzie źle.   

Władysław Kosiniak-Kamysz mówi o PSL jako partii centrowej i stawia ultimatum Platformie, ale czy jest w stanie w oczach Schetyny zepchnąć lewicę na dalszy plan i spowodować, że Platforma zrezygnuje z lewicy i pójdzie z PSL?

– Wszyscy kalkulują i myślą o swoich własnych interesach – analizują, przeprowadzają sondaże. Grzegorz Schetyna – co też warto przypomnieć – ma bunt swoich działaczy, którzy są bardzo niezadowoleni z powodu oddawania lewicy miejsc na listach wyborczych. I trudno im się dziwić, bo niby dlaczego mają wprowadzać do Sejmu ogrom działaczy SLD, co w ogóle pogrąża Platformę jako formację postsolidarnościową. To pokazuje, że ryzyko pójścia do wyborów europejskich wspólnie z Lewicą w ogóle się Platformie nie opłaciło. Byłoby inaczej, gdyby Schetyna zdecydował się pójść samodzielnie do wyborów do Parlamentu Europejskiego i wtedy na kanwie porażki, porównywalnej zresztą do tej, którą i tak ponieśli w maju – jeśli weźmiemy sumę wszystkich głosów opozycyjnych – i gdyby powiedział, że skoro nie udało się zwyciężyć PiS samodzielnie, to teraz idziemy w koalicji, to byłby to przejaw pewnej logiki. Natomiast jeśli teraz mamy dzielenie i cały wysiłek skupiony jest na tym, w jakiej koalicji wystartować, ale nie koalicji programowej, tylko czysto technokratycznej, to w ten sposób przepaść braku wiarygodności po stronie opozycji totalnej się tylko pogłębia.         

Warunki Grzegorzowi Schetynie stawia nie tylko Władysław Kosiniak-Kamysz, ale także Włodzimierz Czarzasty…

– Musi stawiać, bo bez tego nie akcentowałby tak mocno swojego przywództwa w SLD. Włodzimierz Czarzasty domaga się miejsc „biorących”, i to jest oczywiste, ale czy tak się stanie, czy SLD pójdzie w jednym bloku do wyborów z Platformą, czy może z Wiosną Roberta Biedronia, czy może w jakiejś innej konfiguracji, to tasowanie się wzajemne może jeszcze trochę potrwać. Schetyna również musi brać pod uwagę interes swojego ugrupowania, dlatego nie może zbyt szybko dogadać się z SLD, bo może to wywołać bunt zaplecza politycznego Platformy. Każda z tych formacji jest w bardzo trudnej sytuacji. 

Na czyją korzyść działa ten cały bałagan, z jakim mamy do czynienia po stronie opozycji? Problemy ma bowiem także Kukiz’15. Czy może to ułatwić zadanie PiS? Sprawić, że zawiedzeni ludzie zostaną w domach i nie pójdą do wyborów?       

– Jeśli ktokolwiek miałby zostać w domach, to raczej wyborcy lewicy, stąd PiS to nie zaszkodzi. Cała ta sytuacja, z jaką mamy do czynienia, gigantycznie wzmacnia partię Jarosława Kaczyńskiego, pod warunkiem że PiS nie popełni jakiegoś błędu i dalej będzie szedł wytyczoną drogą, organizując konwencje programowe, spotykając się z ludźmi itd. Dzisiaj sama rzeczywistość pcha PiS do zwycięstwa, a to, co robi opozycja, pokazuje tak niewyobrażalny bałagan w tych szeregach, bałagan, który zniechęca wyborców lewicowych czy w ogóle opozycyjnych do pójścia do urn i sprawia, że PiS siłą rzeczy musi na tym tylko korzystać.

Wracając jeszcze do PSL, czy to wciąż jeszcze partia chłopska? Jaką ma szansę, żeby samodzielnie dostać się do Sejmu?

– Trudno to powiedzieć. Jeśli chodzi o wybory parlamentarne, to PSL o włos przekraczał próg wyborczy. Teraz z całą pewnością ludowcy utracili jeszcze wyborców na korzyść PiS i są na najlepszej drodze, żeby w ogóle znaleźć się poza parlamentem, a wtedy ich rozpad czy likwidacja może być tylko kwestią czasu. Oczywiście PSL póki co ma jeszcze pewne atuty, tylko musiałoby się uwiarygodnić i przekonać wyborców, że jest jeszcze partią prawicową. Skoro jednak są prawicowi, to dlaczego są w koalicjach sejmikowych z Platformą czy koalicjach lewicowych?  W tej sytuacji trzeba by wykonać zwrot i pójść bardziej w kierunku PiS, bo to byłoby bardziej wiarygodne, zwłaszcza dla wyborców o tradycyjnych, prawicowych poglądach. Jednak do wyborów pozostało niewiele czasu, więc nie należy się w tej materii zbyt wiele spodziewać, a to wszystko sprawia, że PSL jest na dobrej drodze i o krok od klęski.

A może PSL, żeby nie przyłączać się do Platformy, znajdzie innego koalicjanta? Słyszymy, że Paweł Kukiz prowadzi rozmowy z ludowcami…

– Dla PSL byłaby to jakaś korzyść, ale dla Kukiza byłaby to całkowita wizerunkowa klapa. Taki ruch Pawła Kukiza byłby najgorszym z możliwych. Jeśli bowiem Kukiz’15 walczy z establishmentem, z układem, a PSL to jeden wielki układ sam w sobie, i to w najczystszej postaci, budowany przez lata od czasu PRL, to koalicja z ludowcami sprawiłaby, że wiarygodność partii Pawła Kukiza jako formacji antyestablishmentowej spadłaby do zera. Byłoby to samobójstwo polityczne.  

 Dziękuję za rozmowę.    

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl