logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Ważne cele są wciąż przed nami

Czwartek, 11 lipca 2019 (20:46)

Z Marianem Szołuchą, doktorem nauk ekonomicznych z Akademii Finansów i Biznesu Vistula, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W rankingu (HSBC Expat Annual League Table) badającym poziom życia Polska awansowała o 10 pozycji i zajmuje obecnie 13. miejsce. Z chwilą dojścia do władzy Zjednoczonej Prawicy opozycja totalna wietrzyła klęskę, miało być tak źle, tymczasem w kolejnych rankingach Polska pnie się w górę… To chyba dobrze?

– Naturalnie, że to dobrze. Chciałbym jednak dodać, że jest to ranking o charakterze bardziej społecznym, a nie czysto ekonomicznym, a więc oparty nie tylko na takich wskaźnikach, jak konsumpcja, rekonsumpcja, płace, produkt krajowy brutto itp., ale oparty również na wskaźnikach dotyczących poczucia bezpieczeństwa.

I tutaj Polska też zaczyna się pozytywnie wyróżniać na tle innych krajów – zwłaszcza państw zachodniej Europy. Mało tego, Polacy czują się pewnie, bezpiecznie, znacznie bezpieczniej – zwłaszcza mieszkańcy miast i większych miejscowości – niż ludność takich państw, jak chociażby Niemcy, Francja, Belgia, Holandia.

Mamy zatem uzasadnione powody do zadowolenia, i to w coraz szerszym spektrum. Natomiast to nie znaczy, że stan obecny możemy uznać za osiągnięcie celów ostatecznych w polityce gospodarczej czy szerzej – w polityce społecznej. Przede wszystkim Polska nie jest krajem jednolitym pod względem życia, bo są tutaj istotne różnice, i na to zawsze warto zwracać uwagę, zagłębiając się w wyniki tego typu rankingów, warto też porównywać poszczególne regiony, miejscowości w Polsce pod względem wielkości czy położenia, bo to też ma znaczenie.

Są jednak czynniki, które pomogły nam, które sprzyjały wzrostowi…

– Ostatnie lata, owszem, przyniosły wyraźną poprawę jakości życia Polaków, ponieważ dynamicznie rosnącej gospodarce, a wraz z nią płacom, równocześnie towarzyszyła niska inflacja, a w zasadzie stabilny poziom cen. Tyle tylko, że ta niska inflacja nie jest dana raz na zawsze. Są już dzisiaj widoczne, a jeszcze bardziej na horyzoncie czynniki, które mogą tę inflację, niestety, pobudzić. Mam tu na myśli wzrost kosztów produkcji energii elektrycznej, która jest istotnym czynnikiem cenotwórczym, co jest oczywiste.

Ale ten wzrost kosztów energii nie jest uzależniony od nas, od Polski, od naszego rządu, od czynników wewnętrznych, tylko wynika z tego, co dzieje się za granicą, a więc zależy od trendów globalnych, wynika też z polityki energetyczno-klimatycznej Unii Europejskiej. W warunkach wysokiej inflacji wzrost wynagrodzeń pozostawałby tylko tzw. iluzją nominalną, a więc wydawałoby się nam, że mamy więcej pieniędzy w kieszeniach czy na kontach bankowych, ale ich siła nabywcza mogłaby być niższa albo w najlepszym wypadku pozostawać na niezmienionym poziomie.

Co jeszcze wpływa na wysoką pozycję Polski w tym rankingu HSBC?

– Oprócz czynników ekonomicznych czy makroekonomicznych i oprócz czynnika społecznego w postaci bezpieczeństwa publicznego w Polsce warto też przy okazji wspomnieć o rozwoju infrastruktury i zaangażowaniu państwa w duże projekty infrastrukturalne, co dało impuls rozwojowy naszej gospodarce i pozwoliło Polakom poczuć niejako na własnej skórze pozytywne zmiany, które mają u nas miejsce. Może dodam jeszcze, że w tym temacie, o którym rozmawiamy, jest też duża zasługa programów społecznych, programów wydatkowych rządu, z których transfery trafiają bezpośrednio do Polaków.

Są to programy proste, a więc także tanie w obsłudze, które nie powodują ryzyka wyłudzeń i konieczności ścigania tych, którzy mogliby się tego typu przestępstw dopuścić. Są to programy, które pozwalają Polakom poczuć troskę ze strony państwa, stanowią swoisty fundament bytu materialnego każdej polskiej rodziny, a najważniejszym jest tutaj – jak wiemy – program „Rodzina 500+”.

Skoro jest tak dobrze w kraju, to może powinni żałować ci, którzy wyjechali za chlebem za granicę?

– Myślę, że wielu z tych, którzy wyjechali do pracy za granicę, dzisiaj nie tylko żałuje, ale zastanawia się nad powrotem w najbliższej przyszłości do Polski, a nawet podejmuje wiążące decyzje w tym kierunku. Świadczą o tym dane płynące z różnych źródeł. Fakty są takie, że dzisiaj Polaków więcej wraca z emigracji zarobkowej niż na nią wyjeżdża, co pokazuje, że sytuacja również pod tym względem zaczyna się zmieniać. I uważam, że będzie się nadal zmieniała – w miarę postępu pozytywnych zjawisk, o których wspomniałem wcześniej.

Zresztą jeśli chodzi o emigracje, to przez pierwsze lata naszego członkostwa w Unii Europejskiej – zwłaszcza młodzi Polacy z wyżu demograficznego, urodzeni w okresie mniej więcej stanu wojennego – nie bardzo mieli wyjście, dlatego decydowali się na wyjazd z Polski. Ówczesna stopa bezrobocia, ówczesne wynagrodzenia w Polsce – nawet jeśli komuś udało się znaleźć pracę – były tak rażąco niskie i drastycznie gorsze od tych, które proponowały państwa i gospodarki zachodnioeuropejskie, że wielu Polaków z żalem, bo z żalem, ale tam wyjeżdżało.

Myślę, że ten żal ciągle towarzyszy tym, którzy tam pozostają. Jestem jednak optymistą, bo od tej emigracji nie upłynęło jeszcze – na szczęście – zbyt wiele czasu i wielu naszych rodaków, którzy na Zachodzie zdobyli doświadczenie, którzy zgromadzili tam również pewne zasoby materialne, w najbliższych miesiącach czy latach będą decydować się na powrót do kraju, stając się cennym nabytkiem dla polskiej gospodarki, dla naszego społeczeństwa.           

Jakie są perspektywy rozwojowe na najbliższe lata? Mam na myśli nie tylko gospodarkę, ale także pozytywne skutki dla każdego z nas, Polaków?

– Jeśli w Polsce nie pojawią się żadne poważne zewnętrzne zagrożenia, jeśli nie będzie szoku w obrębie naszego systemu gospodarczego – a takich ja osobiście nie dostrzegam – to Polska będzie się dalej rozwijać w dobrym tempie. Jak wspomniałem, nie widzę zagrożeń, natomiast widzę z jednej strony dużo zmian pozytywnych, dużo progresów w polityce państwa, w jego decyzyjności.

Mam tu na myśli chociażby takie inwestycje, jak Centralny Port Komunikacyjny, a więc planowany węzeł przesiadkowy między Warszawą i Łodzią, który docelowo zintegruje transport lotniczy, kolejowy i drogowy, czy też kolejną inwestycję – przekop Mierzei Wiślanej, ale myślę też o poprawie funkcjonowania naszej administracji, myślę również o prawie zarządzania spółkami Skarbu Państwa. Widzę też wyniki największych spółek Skarbu Państwa z PKN Orlen na czele, co też napawa optymizmem.

Również poprawa kondycji naszych finansów publicznych pozytywnie oddziałuje na polską gospodarkę. Jeśli zaś chodzi o sprawność organów administracji państwowej, to ma ona wiele wspólnego z efektem w postaci poprawy kondycji budżetu państwa, bo Krajowa Administracja Skarbowa działa nieporównanie lepiej niż to, co na nią się składało wcześniej – przed powołaniem tej instytucji do życia.

To wszystko są niewątpliwe osiągnięcia, ale jakie są zadania na przyszłość, żeby poprawić niedociągnięcia, których też chyba nie brakuje?                      

– Widzę niedociągnięcia w postaci miejscami bałaganu w naszej polityce energetycznej. Wystarczy tylko wspomnieć grudniową, przygotowaną naprędce, ustawę o cenach energii, a następnie próby jej naprawiania, dostosowywania jej przepisów do prawodawstwa europejskiego. Widzę też pewne problemy na polu legislacyjnym, o czym często mówię. Z jednej strony tworzymy bardzo dużo prawa, bo ponad 20 tysięcy stron maszynopisu nowych przepisów rocznie, a z drugiej strony jakość tego prawa pozostawia często sporo do życzenia. Przypomnę, ile mieliśmy projektów ustaw zapowiedzianych, po czym niewdrożonych w życie, część z nich była wycofywana po interwencji samego prezesa Jarosława Kaczyńskiego tuż przed samym głosowaniem w Sejmie, były też ustawy, które po uchwaleniu, a nawet już po wejściu w życie, trzeba było poprawiać.

Myślę, że kwestia jakości legislacji, która być może wynika z mnogości projektów, i poprawa na tym polu to jest największe zadanie dla rządzących na nową kadencję Sejmu i Senatu, która rozpocznie się po jesiennych wyborach parlamentarnych. Wybory parlamentarne wiążą się z zasadą dyskontynuacji, czyli z tzw. opcją zerową, jeśli chodzi o projekty legislacyjne, a więc to będzie dobry moment, żeby taki program naprawczy w polskiej legislacji zacząć wdrażać.

Czy z biurokracją i mnogością prawa można sobie jakoś poradzić? Wspomniał Pan o tysiącach stron nowych przepisów, które tworzy się rocznie…

– Wszystko jest tutaj możliwe, jest to tylko kwestia woli, kwestia determinacji, systematyczności i konsekwencji w działaniu oraz odpowiedniego doboru kadr – jak mawiał klasyk, bo de facto to kadry decydują o wszystkim. Na końcu każdego działania, nawet opartego na najlepszych przepisach, jest przecież człowiek, który z jednej strony może wiele zepsuć, a z drugiej, jeśli jest dobrze przygotowany i uczciwy w wykonywaniu swoich obowiązków, to nawet przy nie najlepszych przepisach jest w stanie sobie poradzić i działać sprawnie.

A zatem dobór ludzi jest oczywiście w tym wszystkim niezmiernie istotny. Z drugiej strony zmiany systemowe i kierunek na ograniczenie biurokracji w Polsce, na postępującą deregulację to też jest coś, czego oczekiwałbym od rządzących.

Czy dostrzega Pan jakieś pozytywne symptomy nadchodzących zmian w tym kierunku?   

– Tak widzę. Widzę to chociażby w projektach, które zapoczątkowała Konstytucja Biznesu, w projektach, które ułatwiają życie polskim przedsiębiorcom, które pozwalają załatwić więcej spraw urzędowych drogą elektroniczną, a więc drogą szybszą – z jednej strony, a z drugiej drogą tańszą i to dla obu stron – dla urzędu i petenta. Widzę też kilka resortów, które celują w takich projektach ułatwiających życie Polakom – nie tylko przedsiębiorcom.

Dostrzegam też działania Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców, także pełnomocnika rządu do spraw tego sektora. I to są wszystko wyraźne zmiany. Wreszcie władza wsłuchuje się w głos obywateli, także w głos polskiego biznesu. Nie ma w tym nic złego, wręcz przeciwnie, takie dyskusje, takie burze mózgów są potrzebne i muszą przynieść pozytywne rozwiązania i moim zdaniem przynoszą, choć, rzecz jasna, jak zawsze mogłoby być lepiej, to znaczy te zmiany mogłyby przebiegać trochę szybciej.

     Dziękuję za rozmowę.       

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl