logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Tak rośnie dobro

Poniedziałek, 29 lipca 2019 (15:44)

ROZMOWA z Eugeniuszem Łosiem z Dobiegniewa

 

Przysłał Pan do redakcji piękny list, opowiadający, jak pozyskuje Pan nowych Czytelników „Naszego Dziennika”.

– Pan prezes Marcin Nowina Konopka prosił, żeby dzielić się swoimi pomysłami, jak przymnożyć codziennych, zaangażowanych Czytelników. Po tym apelu udałem się do trzech parafii, żeby przekonać się, czy księża czytają „Nasz Dziennik”. Tłumaczyłem, dlaczego warto sięgać po jedyny katolicki dziennik. Moje argumenty odniosły skutek. Księża zdecydowali się zaprenumerować „Nasz Dziennik”, z czego jestem bardzo zadowolony. Grono osób, które zachęciłem do katolickiego dziennika, powiększyło się.

To Pan jest naszym ambasadorem już od dawna?

– Staram się robić, co mogę. Pozyskałem w sumie ponad 30 osób.

Jak to się stało?

– Mój sposób jest bardzo prosty. 26 razy byłem w różnych sanatoriach, objechałem niemal całą Polskę, od Krynicy-Zdroju po sanatoria nadbałtyckie. Pierwsze kroki kierowałem zawsze do kiosku, żeby sprawdzić, czy mają „Nasz Dziennik”. Na początku były takie przypadki, gdy mówili, że nie mają, nie wiedzą, co to za gazeta. Prosiłem więc, żeby zamówili, bo będę kupował codziennie.

I co dalej się działo?

– Z „Naszym Dziennikiem” w ręku chodziłem na śniadania, obiady i wszystkie zabiegi. Gdy przy stoliku kuracjusze pytali mnie, co to gazeta, mówiłem o „Naszym Dzienniku”. Taka była moja metoda na zdobywanie nowych Czytelników. Pozyskałem 30 osób z całej Polski, m.in. z Warszawy, ze Szczecina. Było wśród nich też dwóch księży. Utrzymujemy ze sobą kontakty, dostaję telefony, gdy na stronie Czytelnicy ukazują się moje listy, dyskutujemy.

Wielkie Pan ma serce, gorąco gratuluję takiej pięknej misji. Jaki jest sekret Pana skuteczności?

– Przynoszę „Nasz Dziennik”, strona po stronie pokazuję artykuły, omawiamy je, nawet czytamy wspólnie. I w ten sposób przyciąga się Czytelników. Bo przecież nie ma lepszej gazety jak „Nasz Dziennik”. Trzeba tylko śmiało, odważnie o tym mówić, proponować, wyjaśniać, tłumaczyć.

Ludzie dziś mówią, że nie mają czasu czytać, nie stać ich na codzienne kupowanie prasy.

– Wtedy pytam: A pijecie kawę, palicie papierosy? Trzeba z tego zrezygnować i będą pieniądze. Nie żałujcie tej złotówki więcej i kupujcie systematycznie, żeby „Nasz Dziennik” istniał jak najdłużej. Zawsze powtarzam: żyje się za pieniądze, ale nie należy żyć dla pieniędzy.

Katolicy muszą dbać o swoje media, czuć się za nie odpowiedzialni?

– Jeżeli każdy Czytelnik „Naszego Dziennika” przekona chociaż jedną osobę, to już nas będzie o 100 proc. więcej. Musimy robić wszystko, by media katolickie się rozwijały. I przede wszystkim przekonywać młodych do czytania. Gdy moja wnuczka była młodsza, kupowałem kilka egzemplarzy „Naszego Dziennika”, które rozdawała swoim koleżankom i ich rodzinom.

Długo jest Pan z „Naszym Dziennikiem”?

– Czytam od 19 lat. Od deski do deski, nawet jednej linijki nie opuszczę. Kupuję „Nasz Dziennik” w kiosku, nie mam z tym żadnego problemu. Gdybym nie miał codziennie swojej ulubionej gazety, byłbym chory. Wszystko mi się podoba. Interesuję się sportem, zwłaszcza piłką nożną, medycyną, więc z zaciekawieniem czytam czwartkowe dodatki o zdrowiu. Są bardzo przydatne.

Sięga Pan po nasz miesięcznik „Szlachetne Zdrowie”?

– Zaprenumerowałem od lipcowego numeru. Superpismo.

Co przyciąga do katolickiego dziennika?

– Zainteresowałem się „Naszym Dziennikiem”, bo to polska gazeta. Poprzednio była tylko prasa komunistyczna, a ja jestem katolikiem, patriotą, prawicowcem. Wyniosłem to z domu rodzinnego. Mama i tata byli bardzo wierzący, dzień rozpoczynaliśmy Godzinkami, kończyliśmy pacierzem. Miałem pięć lat i już umiałem się modlić na różańcu.

W Pana głosie słyszę kresowy akcent.

– Urodziłem się przed II wojną, w 1937 r. w Olchówku na Zamojszczyźnie, tam, gdzie banderowcy mordowali Polaków w haniebny sposób. Nas uratował ukraiński ksiądz greckokatolicki, który ostrzegł księdza proboszcza, że banderowcy będą mordować w nocy z 17 na 18 marca 1944 r. Zostawiliśmy cały dobytek i opuściliśmy Olchówek. Tej nocy banderowcy wymordowali 390 Polaków, z mojej rodziny zginęło 19 osób.

Dziękuję za rozmowę.

Małgorzata Rutkowska

Aktualizacja 16 sierpnia 2019 (10:08)

Nasz Dziennik