logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Jestem z wami od początku

Czwartek, 8 sierpnia 2019 (22:33)

ROZMOWA / z Marią Pańtą z parafii św. Małgorzaty w Łomiankach

 

Od kiedy czyta Pani „Nasz Dziennik”?

– Jestem czytelniczką od pierwszego numeru, czyli od samego początku. Stoję w niedzielę w naszej parafii na Mszy św. o godz. 10.00 i pilnuję stolika z „Naszym Dziennikiem”.

Co takiego przyciąga Panią do czytania sobotnio-niedzielnego wydania „Naszego Dziennika”?

– Uważam, że są zamieszczane znakomite artykuły w magazynie. Poza tym jestem stałą czytelniczką ks. prof. Czesława Bartnika, ks. prof. Tadeusza Guza.

A z bieżących tematów o czym szczególnie lubi Pani czytać?

– O polityce. Ostatnio szczególnie o tej globalnej polityce.

Czyli polityka międzynarodowa Panią pasjonuje?

– O tak, bardzo. Lubię też dodatki historyczne.

Co skłoniło Panią, aby sięgnąć po pierwszy numer „Naszego Dziennika” i zacząć czytelniczą przygodę?

– Jestem wierną słuchaczką Radia Maryja i bardzo mnie zainteresowała katolicka, normalna gazeta codzienna, a szczególnie interesowała mojego śp. męża, który nie żyje już od kilkunastu lat.

Angażuje się Pani w promowanie „Naszego Dziennika”. Proszę powiedzieć, jak to wygląda w praktyce?

– Po prostu polecam artykuły, które mnie zainteresowały. Najtrudniej jest wśród młodych ludzi, którzy nie czytają. Mam wnuczki, z którymi żyję na co dzień. Nie interesuje ich prasa, tylko internet. Mam też do czynienia ze średnim pokoleniem, z moimi dziećmi – i tutaj jest trochę lepiej, chociaż oni nie mają czasu na czytanie. Dostrzegam totalne zapędzenie u ludzi w średnim wieku i dlatego podsuwam im wybrane artykuły, szczególnie dotyczące wychowania dzieci czy ideologii gender – i wiem, że tego nie pomijają.

A kiedy Pani znajduje czas na czytanie?

– Ja jestem na emeryturze, więc mam czas, aby czytać. Bardzo lubię felietony pani dr Aldony Ciborowskiej i nie ominę żadnej recenzji Temidy Stankiewicz-Podhoreckiej.

Dlaczego preferuje Pani akurat te autorki?

– Pani dr Ciborowska w krótkim felietonie potrafi pokazać istotne problemy we współczesnym świecie, które przeszkadzają naszej chrześcijańskiej cywilizacji. Natomiast pani Stankiewicz-Podhorecka ma wspaniały język. Ponieważ lubię chodzić do opery i lubię teatr, uważam, że jej recenzje są nadzwyczaj celne i z przyjemnością je czytam.

Wspominała Pani, że „Nasz Dziennik” jest sprzedawany na terenie parafii, proszę powiedzieć, o którą parafię chodzi?

– W Łomiankach, w parafii św. Małgorzaty, bierzemy „Nasz Dziennik” już od paru lat. To był pomysł pani Wandy Regulskiej, żeby go tutaj promować. Nasi kolejni proboszczowie ten pomysł zaakceptowali i mamy wiernych odbiorców. Najwięcej gazet sprzedaje się w sobotę, po porannej Mszy św. Natomiast w niedzielę mamy stoliczek w kruchcie z logo „Naszego Dziennika” i inne reklamy promujące prasę katolicką. Jest również do nabycia miesięcznik „Szlachetne Zdrowie”.

Gdyby Pani miała zachęcić osobę nieznającą „Naszego Dziennika”, to jak przekonałaby ją Pani do zakupu?

– Jest to gazeta, w której na pewno nie znajdziemy plotek, a w 100 proc. dowiemy się prawdy o współczesnym świecie. I to jest właściwie jedyne takie pismo, bo wychodzą inne, niby prawicowe, ale nie zawsze mają obiektywne spojrzenie na określone sprawy.

Dziękuję za rozmowę.

Małgorzata Rutkowska (715)  |  15:36:14  |  08.08.2019  |

Jacek Sądej

Aktualizacja 8 sierpnia 2019 (22:33)

Nasz Dziennik