logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: stanislawozog.pl/ -

Robią wszystko, żeby zaszkodzić Polsce

Środa, 9 października 2019 (22:30)

Ze Stanisławem Ożogiem, byłym europosłem, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W kampanię włączył się Donald Tusk, który spotkając się w Brukseli z kandydatką Koalicji Obywatelskiej na premiera Małgorzatą Kidawą-Błońską i zachęcając do jej poparcia, powiedział, że „to nowa nadzieja na coś lepszego w polskiej polityce”…

– Być może Donald Tusk sam w końcu dostrzega, iż Platforma czy to za jego przywództwa, czy teraz – za przywództwa Grzegorza Schetyny – stacza się po równi pochyłej i – w jego mniemaniu – pojawia się ktoś, czyli Małgorzata Kidawa-Błońska, kto być może tę formację uratuje i pozwoli w zbliżających się wyborach osiągnąć wynik na poziomie 10-15 procent. Tak to odbieram. Wskazywałoby to, że Donald Tusk widzi, co dzieje się na polskiej scenie politycznej – mam na myśli słowa Sławomira Neumanna z Tczewa, sprzed blisko dwóch lat, czy w ogóle to, jak się zachowują i co mówią liderzy Platformy i jak traktują polski Naród, dlatego być może ten obraz i wizja niechybnej klęski powodują przebłyski refleksji u obecnego szefa Rady Europejskiej.

Tusk – owszem – przyznaje, że lepszej osoby niż Kidawa-Błońska sam by nie znalazł, tyle że jeszcze parę miesięcy temu mówił, że kandydatem na premiera powinien być szef partii.

– To jest zachowanie typowe dla Donalda Tuska, to także styl typowy dla Platformy, której politycy bardzo często zmieniają zdanie, a więc nie jest to nic nowego. Wiarygodność Platformy właściwie w każdym obszarze działalności publicznej czy gospodarczej jest żadna. Polacy poznali ten styl przez osiem lat, a więc dwie pełne kadencje sprawowania władzy w Polsce przez Platformę wespół z PSL-em. A zatem, to nic nowego.

Kilka dni temu Kidawa-Błońska z Grzegorzem Schetyną była w Brukseli, ale wtedy Donald Tusk nie znalazł czasu na spotkanie…

– Być może kilka dni temu nie miał przekonania co do kandydatury Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, a teraz dojrzał do tego, aby wesprzeć swoją partyjną koleżankę i udzielić jej audiencji. Niewykluczone, że wpływ na tę decyzję miała rozmowa Tuska z Ojcem Świętym Franciszkiem – krótka rozmowa, bo bodajże ośmiominutowa, którą trudno określić mianem spotkania. Może to być też chwilowy przebłysk na dobicie Platformy, który się Tuskowi nagle objawił. Jak widać powodów może być co najmniej kilka.

Nawiązując do spotkania z Papieżem, Tusk podkreślił, że odniósł wrażenie, że Ojcu Świętemu bardzo leży na sercu, żeby coraz więcej mieli do powiedzenia ludzie pozytywni, którzy mają w sobie autentyczną siłę dawania nadziei na lepsze jutro, a nie nastawieni przeciwko sobie…

– Piękne słowa, tyle tylko, że formacja, którą stworzył Donald Tusk, której na różnych etapach przewodniczyli różni ludzie – w pełni kontrolowani przez niego – takich zasad nie prezentowała, podobnie jak jej kierownictwo. Tusk poprzez swoje działanie, a także jego wierni druhowie, doprowadzili do wojny polsko polskiej, do tego, co się działo w poprzedniej kadencji parlamentu, kiedy to ludziom z jego formacji nie podobało się, że Polska, że Polacy w sposób demokratyczny wybrali Prawo i Sprawiedliwość, dlatego donosili na swój kraj do Brukseli, robiąc wszystko, żeby Polsce szkodzić. To samo dzieje się w nowej kadencji Parlamentu Europejskiego, gdzie ten sam scenariusz jest realizowany przez przedstawicieli Platformy i stowarzyszonych z nią polityków. Przykładem jest chociażby torpedowanie kandydatury Janusza Wojciechowskiego na komisarza ds. rolnictwa, którego zaatakowali europosłowie z Polski Andrzej Halicki i Jarosław Kalinowski. I w tej sytuacji Donald Tusk mówi o służbie Narodowi ponad podziałami i pozytywnym nastawieniu człowieka do człowieka, o nadziei…, na co…? To szczyt hipokryzji.

Ta służba Narodowi ponad podziałami chyba bardzo dobitnie jawi się przez pryzmat upublicznionych ostatnio nagrań Sławomira Neumanna?    

– Dokładnie, z tym że nagrania z Tczewa obnażają całkowicie tę polityczną formację. Pokazują bowiem, że wrogiem jest nie tylko ktoś spoza Platformy, a więc przeciwnicy polityczni, ale Sławomir Neumann mówi o tym, co czeka tych, którzy zdecydowaliby się odejść z tej formacji. Mówi konkretnie i wprost, jak Platforma traktuje Naród. W sposób jednoznaczny poprzez swoją wypowiedź pokazuje, jak politycy tej formacji lekceważą zwykłych obywateli i państwo polskie.

I poparcia Koalicji Obywatelskiej udziela Lech Wałęsa, który w niewybrednych słowach wyraził się o śp. marszałku seniorze Kornelu Morawieckim

– Dodajmy, na drugi dzień po pogrzebie tak znamienitej postaci, jaką był śp. Kornel Morawiecki. Nie zwykłem używać dosadnych słów, ale po tym, co usłyszałem z ust Lecha Wałęsy oraz po reakcji zgromadzonych podczas konwencji wyborczej Koalicji Obywatelskiej, bo słowa, jakie padły, zostały nagrodzone gromkimi brawami, mogę powiedzieć tylko jedno, że nie wiem, czy słowa te wypowiadał „Bolek” czy kompletny idiota. Człowiek o zdrowych zmysłach, szanujący innych ludzi, szanujący też siebie nie zrobiłby czegoś takiego. Wypowiadający te słowa to osoba, której nie warto poświęcać większej uwagi, bo słowa mówią same za siebie. Natomiast obecność Wałęsy jako gościa honorowego na konwencji wyborczej Koalicji Obywatelskiej świadczy, co to za ludzie, co to za formacja. Wiele twarzy, które wczoraj widziałem na tej konwencji było kilka lat temu na pogrzebie Wojciecha Jaruzelskiego, ale nie dostrzegłem ich na pogrzebie śp. Kornela Morawieckiego. To też jest wymowne… Ci ludzie poprzez absencję na pogrzebie założyciela „Solidarności Walczącej” oraz poprzez zachowanie podczas wystąpienia Wałęsy pokazali w sposób jednoznaczny, kim tak naprawdę są. Przykre to, ale niestety prawdziwe.

Wracając jeszcze do Donalda Tuska, jak odczytać to jego włączenie się na ostatniej prostej kampanii wyborczej, jakby nie było wciąż jeszcze szefa Rady Europejskiej?

– To, że jest to kolizja prawna, to jest oczywista oczywistość. Natomiast jest to też sygnał, że wewnętrzne sondaże plus wydarzenia z ostatnich dni wskazują, że Platformie grozi całkowita katastrofa i stąd też rozpaczliwa próba ratunku poprzez włączenie Donalda Tuska. Mam duże wątpliwości, czy Tusk pomoże, chyba że utopić Platformę.

Jaka jest Pana zdaniem polityczna przyszłość Tuska, którego kadencja na stanowisku szefa Rady Europejskiej dobiegnie końca już w listopadzie?

– Myślę, że nie znajdzie swojego miejsca, czy jak to niektórzy określają, miękkiego lądowania w Polsce, ze wstydu przed społeczeństwem. Zresztą to, że Polacy nie chcą jego powrotu, pokazały ostatnie miesiące, gdzie próbował mizernym efektem zabłysnąć podczas kampanii do Parlamentu Europejskiego i tzw. wykładów z Jażdżewskim na Uniwersytecie Warszawskim czy później w Poznaniu. Ale myślę, że jemu podobni zagwarantują mu jakąś ciepłą posadkę w strukturach międzynarodowych Unii Europejskiej czy może jakiegoś innego podmiotu.

Podczas briefingu z Kidawą-Błońską, pytany przez dziennikarzy o swoją przyszłość, Tusk nie zaprzeczył, że będzie się ubiegał o stanowisko szefa Europejskiej Partii Ludowej. Czy to realne?

– Szefem Europejskiej Partii Ludowej to Donald Tusk zapewne nie zostanie. Europejska chadecja ma bowiem znacznie lepszych kandydatów na swoje przywództwo niż Tusk. Ludzie w tej politycznej formacji są świadomi, jaką „wartość” prezentuje ten polityk, który jako szef Rady Europejskiej zasłynął z lenistwa i braku kompetencji. Natomiast wiceprzewodniczącym być może go zrobią... Myślę, że nie ma cienia przesady w nieco prześmiewczym, ale w pełni oddającym realia stwierdzeniu, że podczas dwóch kadencji na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej jedynym, co Tuskowi wyszło, to Wielka Brytania z Unii Europejskiej.

Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl