logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: stanislawozog.pl/ -

Platformie brakuje lidera

Niedziela, 20 października 2019 (21:55)

Ze Stanisławem Ożogiem, nowo wybranym senatorem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Za nami wybory parlamentarne, które Platforma przegrała. Była europosłanka Platformy Julia Pitera mówi o wewnętrznym rozłamie w tej partii. Platforma się sypie?

Jak nigdy nie zgadzałem się z Julią Piterą – ani w Sejmie, ani tym bardziej w Parlamencie Europejskim, to w tym wypadku muszę jej przyznać rację. Powiedziała to, co wie, a że wiedziała i wie dość dużo, to nie ulega wątpliwości, bo przecież jest w centrum wydarzeń, zna też atmosferę za kulisami tej Platformy. Nic zatem dziwnego, że dała upust swoim emocjom i podsumowała fakt, że Platforma ma problem, że grozi jej rozłam. Ale ja się tym wcale nie martwię, bo to jest problem Platformy.

Czy tylko słabość przywództwa Grzegorza Schetyny zdecydowała o porażce Platformy?

Słabość przywództwa Grzegorza Schetyny widzieli wszyscy, którzy choć trochę interesują się polityką, a tym bardziej odczuwali to członkowie Platformy. Natomiast o porażce Platformy zdecydowało coś zgoła innego, mianowicie oszukiwanie Polaków przez osiem lat sprawowania władzy wespół z PSL-em. Niedotrzymywanie słowa i obietnic wyborczych, brak programu gospodarczego, buta, niejasne przepływy finansowe, działania umożliwiające funkcjonowanie różnym podmiotom, działania wręcz mafijne, które wszyscy zobaczyli, i to wszystko złożyło się na kolejną już porażkę tej formacji. Można powiedzieć, że jacy liderzy – taka partia. Ale mnie przeraża jeszcze coś innego, mianowicie że ktoś mimo prokuratorskich zarzutów, oskarżony m.in. o przestępstwa o charakterze korupcyjnym i pranie brudnych pieniędzy w tzw. aferze melioracyjnej wygrywa wybory do Senatu, zdobywając przy tym blisko 45 tysięcy głosów, i tym samym uzyskuje immunitet.

Ale Platforma nie wystawiła Stanisława Gawłowskiego na swoją listę.

Nie wystawiła, ale go wspierała. Pytanie jest też, czy to Platforma wstydziła się Gawłowskiego czy Gawłowski Platformy. Tak czy inaczej Gawłowski formalnie w kampanii wyborczej był jednak zawodnikiem Platformy czy – jak to się dzisiaj nazywa – Koalicji Obywatelskiej. 

Jaka jest zatem polityczna przyszłość Grzegorza Schetyny? Czy jest już na straconej pozycji?

Grzegorz Schetyna jest na straconej pozycji i pytanie brzmi nie „czy”, ale „kiedy” pożegna się z funkcją przywódczą w Platformie. Pytanie tylko, czy zważając na wewnętrzne tarcia, zdecydują się jednak doprowadzić Schetynę do końca kadencji przewodniczącego Platformy i do wyborów partyjnych – bodajże w marcu przyszłego roku, czy może wybory będą przyspieszone. Osobiście optuję za tym drugim wariantem, bo przyspieszone wybory mogą być próbą uspokojenia zwolenników tej formacji. Zresztą Schetyna przygotowywał się do powyborczych rozliczeń od dawna, licząc jeszcze, że może manewr z wystawieniem na czoło kampanii Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, na którą będzie można zrzucić część odpowiedzialności za porażkę, pozwoli mu utrzymać przywództwo w Platformie. Ale się przeliczył. 

Jak donoszą media, podobno sam Donald Tusk miał dać zielone światło na obalenie Schetyny…

Donald Tusk i Grzegorz Schetyna nigdy nie pałali wielką życzliwością wobec siebie. Jeśli już wymieniali uściski, to w duszy jednego i drugiego oprócz niechęci wobec siebie grało to samo – uścisnąć drugiego tak mocno, żeby tego uścisku nie przeżył. Taka to była i jest szorstka przyjaźń. Myślę, że dokończy sprawę ze Schetyną. Swoją drogą Donald Tusk z racji pełnienia funkcji przewodniczącego Rady Europejskiej ma być apolityczny, co oznacza, że nie powinien się mieszać w wewnętrzne sprawy żadnego kraju członkowskiego, tyle że w jego przypadku nigdy tak nie było.

Kto może być kontrkandydatem dla Schetyny?

Mówi się o tym, że może to być prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski czy – mający duże aspiracje polityczne – Borys Budka. Ale jeśli ludzie z kierownictwa Platformy mają choć trochę szacunku dla swojego elektoratu, to powinni wskazać Małgorzatę Kidawę-Błońską, stylizowaną w ostatniej kampanii wyborczej na włoską aktorkę Sophię Loren. To byłaby jakaś konsekwencja, bo skoro w kampanii parlamentarnej Kidawa-Błońska występowała jako kandydat Platformy, czy też Koalicji Obywatelskiej, na premiera kraju, a teraz nie nadawałaby się na szefową zanikowej partii, to byłoby coś nie tak.

Wygląda na to, że w Platformie brak zdecydowanego lidera, który wyróżniałby się i byłby w stanie poprowadzić w końcu dużą partię.

To jest konsekwencja polityki uprawianej od wielu, wielu lat przez Donalda Tuska, który potencjalnych przeciwników czy konkurentów eliminował jako zagrożenie dla siebie. Przypomnę tylko, co się stało z dwoma z tzw. trzech tenorów, którzy zakładali Unię Demokratyczną, którzy poza Tuskiem nie zrobili kariery politycznej. Zresztą Tusk konsekwentnie uniemożliwiał wybicie się potencjalnym konkurentom ze swojego środowiska – on musieli znać swoje miejsce w szeregu. Był czas, że wielkim zagrożeniem dla Tuska – w jego mniemaniu – był Kwiatkowski czy inni, których jako potencjalne zagrożenie skutecznie eliminował z awangardy platformianej, ustawiając ich na różnych urzędach czy funkcjach, gdzie nie byli zagrożeniem. Można powiedzieć, że Tusk był bardzo skuteczny w różnych intrygach, knowaniach właściwie od samego początku. Już w Sejmie po pierwszych wolnych wyborach, gdzie – jak pamiętamy – w czerwcu 1992 roku został obalony rząd premiera Jana Olszewskiego, też się pokazał, co wszyscy mogli zobaczyć na filmie dokumentalnym pt. „Nocna zmiana”.

Mając na uwadze zbliżającą się kampanię prezydencką, kto z Platformy może stanąć naprzeciwko prezydenta Andrzeja Dudy?

Nie wiem. Zresztą to problem Platformy. Z całą pewnością wybory prezydenckie to od samego początku będzie pojedynek między Prawem i Sprawiedliwością z prezydentem Andrzejem Dudą na czele i anty-PiS-em, ale kto z nich stanie w szranki z urzędującym prezydentem, to się przekonamy dopiero za jakiś czas. Najpierw muszą się ocknąć po porażce w wyborach do Parlamentu. Tak czy inaczej, czy kandydatem będzie ktoś z Platformy – to jest znak zapytania zwłaszcza po tym, co dzieje się w szeregach tej formacji. Niewykluczone zatem, że Platforma zgodzi się na kogoś spoza swoich szeregów, np. na kandydaturę Władysława Kosiniaka-Kamysza, ale to są tylko spekulacje. Cały ten blok anty-PiS najpierw musi się policzyć i dopiero wtedy podejmą decyzję, na kogo postawić. Na razie nie widać żadnych zwiastunów tego, żeby kondycja Platformy miała się jakoś diametralnie poprawić, nawet po wyborach i po wyłonieniu nowego szefa partii.  

A Donald Tusk jako ewentualny kontrkandydat?

Donald Tusk to już jest zgrana karta. Jemu po zakończeniu kadencji szefa Rady Europejskiej zagwarantują jakąś intratną posadę w strukturach unijnych. Nie przypuszczam jednak, żeby został wybrany przewodniczącym Europejskiej Partii Ludowej; może co najwyżej objąć tekę wiceprzewodniczącego jakiejś mało znaczącej, niewymagającej wielkich kompetencji, za to dobrze wynagradzanej agendy w strukturach unijnych, ale do polskiej polityki już nie wróci.

Dziękuję za rozmowę.  

  

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl