logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek / Nasz Dziennik

Nie cofniemy się ani o krok

Piątek, 17 stycznia 2020 (21:11)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak ocenia Pan opinię Komisji Weneckiej w sprawie ustaw sądowych?

– Przede wszystkim powinniśmy sobie odpowiedzieć na pytanie: jak traktować opinię Komisji Weneckiej, czy można ją rozumieć jako oficjalny akt tego organu? I tutaj jesteśmy zgodni, że tryb postępowania Komisji Weneckiej – w tym momencie – nie miał nic wspólnego z jej statutem. Przypomnę tylko, że przybyła do Polski de facto z własnej inicjatywy, bo zaproszenie marszałka Tomasza Grodzkiego nie było absolutnie zaproszeniem ze strony państwa polskiego. W związku z tym opinia wydana przez ten organ jest raczej na użytek Senatu i samego marszałka Grodzkiego, który – w moim przekonaniu – zwrócił się do tego organu bardziej jako do ekspertów zagranicznych. Inna sprawa, że trudno się było spodziewać z tej strony – w ekstraordynaryjnym trybie – czegoś innego jak ekspertyzy na zamówienie opozycji. Jest to opinia, która potwierdza zastrzeżenia opozycji, która potwierdza wszelkie zastrzeżenia nadzwyczajnej kasty i w rezultacie nie może być zaakceptowana– z uwagi na to, w jaki sposób, w jakim trybie i tempie była przygotowywana.

Jak zatem zachowa się Sejm?

– W momencie, kiedy znowelizowana ustawa o ustroju sądów powszechnych i ustawa o Sądzie Najwyższym z powrotem trafi do Sejmu, to zważając na większość, jaką posiada Zjednoczona Prawica, uwagi Komisji Weneckiej z całą pewnością nie będą brane pod uwagę.

Czy można zatem powiedzieć, że Komisja Wenecka działała pod dyktando polityków opozycji?

– Nie ulega wątpliwości, że mamy do czynienia z instrumentalnym wykorzystywaniem Komisji Weneckiej, a takie działanie absolutnie podważa autorytet tego organu. Będąc członkiem Rady Europy, oczywiście zaakceptowaliśmy działanie Komisji Weneckiej – według zasad, jakie ustaliliśmy. Stąd respektowaliśmy przestrzeganie przez Komisję Wenecką zapisów statutowych, jednak widać, że nic takiego w tym wypadku nie ma miejsca, ponieważ dzisiaj Komisja Wenecka włącza się w spór polityczny w Polsce i w tym momencie traci wiarygodność.

Czy przedstawiciele Komisji Weneckiej, którzy gościli w Polsce, a teraz wydali opinię, tak naprawdę wiedzą, co faktycznie dzieje się w polskim wymiarze sprawiedliwości, bo w tej opinii na próżno szukać wskazówek, co zmienić, co poprawić w ustawach, za to jest jednoznaczne wskazanie, że należy odrzucić je w całości?

– Retoryka jest dokładnie taka sama jak opozycji. Ta opinia abstrahuje absolutnie od rozwiązań, które są przyjęte w różnych państwach Unii Europejskiej – łącznie z odpowiedzialnością karną sędziów, jak to ma miejsce chociażby w systemie niemieckim. Jest to opinia, która stosuje podwójne standardy wobec państw tzw. starej Unii, takich jak Hiszpania, która po werdykcie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej zapowiada oficjalnie, że nie będzie się do tego wyroku stosować, i tutaj nic się nie dzieje. Podobnie jest z Francją, gdzie można tłumić demonstracje uliczne, uderzając także w protestujące środowiska sędziowskie czy szerzej prawnicze i też nic się nie dzieje, nikt z zewnątrz nie protestuje, że francuskie władze łamią praworządność.

Trudno, żeby Unia widziała problem we Francji, skoro prezes Gersdorf mówi, że nie zauważyła, żeby cokolwiek niepokojącego działo się we Francji…

– No właśnie, tak to jest, że I prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf nie zauważa problemu. Wcześniej – w poprzedniej kadencji – nie widział tego, co dzieje się na ulicach Francji, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans. Wygląda na to, że w tym momencie przeciwnicy reform wymiaru sprawiedliwości wolą odwrócić głowę, przymknąć oczy i powiedzieć, że białe jest czarne czy czarne jest białe. Jest to nic innego, jak wyraz źle pojętej solidarności korporacyjnej, jeśli chodzi o tego rodzaju instytucje, przejaw solidarności z sędziami, którzy chcieliby, żeby w Polsce było tak, jak było. Natomiast tak funkcjonujący system sądowniczy, jak to było za poprzedniej władzy i wcześniej, jest na rękę totalnej opozycji, która traktuje niereformowane sądownictwo, nieruszone praktycznie od 1989 roku i przejęte z dobrodziejstwem inwentarza wprost z komuny, jako właściwe i pasujące do scenariusza tejże opozycji. Co ciekawe, znajdują w tym sojuszników również w Komisji Weneckiej. Co więcej, w Komisji Europejskiej, gdzie mają większość, wygrali wybory i korzystają ze wsparcia swoich sojuszników politycznych. Tyle że to nic nie zmienia, bo jako większość parlamentarna stoimy na stanowisku, że nadrzędnym aktem – w tym wypadku – jest Konstytucja RP i w oparciu o Konstytucję działa polski parlament, jest prowadzona reforma wymiaru sprawiedliwości, i z tych reform, do których zobowiązali nas Polacy, się nie wycofamy.

Jest opinia Komisji Weneckiej, mamy też kolejną rezolucję Parlamentu Europejskiego przeciwko Polsce. Wygląda to na skoordynowaną akcję.

– Dziwnym trafem, tuż przed tym, kiedy Senat ma głosować nad ustawami sądowymi, te dwie instytucje zabierają głos w polskich sprawach. To nie przypadek. W Parlamencie Europejskim jest to zupełnie przejrzysta gra, ale są to działania wyłącznie polityczne, które nie mają nic wspólnego z merytoryką. Nie przyjmuje się jakichkolwiek argumentów ze strony Polski, ze strony polskich eurodeputowanych reprezentujących Prawo i Sprawiedliwość, które w europarlamencie jest w mniejszości. Tyle że jest to działanie na złość Polsce, uważają, że dysponując większością, mogą wszystko, nie liczą się ze stanowiskiem polskiego państwa, za nic mają fakty, nie liczą się też z prawem traktatowym, z umowami stowarzyszeniowymi. Podejmują rezolucję na polityczne zamówienie wewnętrznej opozycji w Polsce i popierają swoich sojuszników w ramach Europejskiej Partii Ludowej. Tak to wygląda.

Część polskich europosłów poparła rezolucję przeciwko Polsce  z zapisem, aby fundusze unijne wiązać z tzw. praworządnością…

– To są postulaty rodem z Targowicy. Takie zachęty należy traktować jako działania na szkodę państwa polskiego. Wypowiedzi, jakie padały w środę podczas debaty w Parlamencie Europejskim ze strony przedstawicieli Platformy czy Lewicy, są haniebne. Takie słowa z ust osób, którym na sercu leżałoby dobro państwa polskiego, nigdy nie powinny paść. Mam nadzieję, że żadne sankcje wobec Polski uruchomione nie będą, bo być nie mogą. Żeby do tego doszło, musi być jednomyślność wśród państw członkowskich, a to zwolennikom karania Polski osiągnąć będzie bardzo trudno. Jednak już sam fakt, że przedstawiciele Polski w Parlamencie Europejskim wybrani z list Platformy Obywatelskiej i list Lewicy źle życzą, namawiają innych, szczują na Polskę, to jest przejaw krańcowo złej woli.

Dziękuję za rozmowę.        

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl