logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Strach narzędziem politycznego dyscyplinowania

Piątek, 18 września 2020 (17:46)

Aktualizacja: 18 września 2020 (18:23)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Mimo dyscypliny partyjnej w sprawie ustawy o ochronie zwierząt część posłów zagłosowała przeciwko. Są jednak konsekwencje – 15 posłów zostało zawieszonych w prawach członka PiS. Co to oznacza?

– Tak naprawdę nic się nie stało… Nic się nie stało poza tym, że może nastąpić wyczyszczenie szeregów Zjednoczonej Prawicy. Jest zatem szansa na ukrócenie zapędów i ograniczenie wpływów Zbigniewa Ziobry w skali politycznej całego kraju. Oczywiście cieszą się z tego przeciwnicy obecnego ministra sprawiedliwości oraz opozycja, i to jest jedna rzecz. Po drugie, Prawo i Sprawiedliwość ma okazję zewrzeć szeregi i dać szansę nawrócenia wątpiącym we własnych szeregach. Można się zatem spodziewać, że teraz PiS – szerokim gestem – będzie przyjmował do swoich szeregów wszystkich chętnych z Porozumienia i Solidarnej Polski, którzy rozumieją sytuację i mają świadomość, że bez PiS-u czeka ich polityczny niebyt. Innymi słowy, jeśli rzeczywiście Zjednoczona Prawica przestałaby istnieć – jak to zapowiadają niektórzy politycy PiS-u z wicemarszałkiem Ryszardem Terleckim na czele – to na tej bazie powstałaby nowa pod znamienną nazwą „strach”.

Strach przed czym?  

– Dla polityka nie ma nic gorszego od niepewności, co rodzi największe obawy. Proszę pamiętać, że posłowie to też ludzie, którzy mają zaciągnięte kredyty, mają swoje zobowiązania, także finansowe. Wielu też spłaca kredyty zaciągnięte na kampanię wyborczą, która kosztuje. Parlamentarzyści spłacają kredyty bankowe, pożyczki w Sejmie i to wszystko musi się zbilansować, tymczasem od wyborów nie minął nawet rok i sprawy są w toku. W tym momencie – przy nierozliczeniu jednej kampanii – wchodzenie w następną mogłoby oznaczać katastrofę finansową dla wielu parlamentarzystów. Warto o tym wiedzieć.

I to jest element postawienia do pionu i podporządkowania sobie niepokornych parlamentarzystów?  

– Dokładnie tak. Co więcej, w każdej partii, nawet w Platformie, są osoby, które mają świadomość, że przy ewentualnym nowym rozdaniu, nowych wyborach ich szansa uzyskania ponownego mandatu, ale przede wszystkim znalezienia się na listach, wcale nie jest taka pewna, a jeśli już, to nie wiadomo, na którym miejscu. Zatem może się okazać paradoksalnie, że w efekcie całego tego zamieszania liczba koalicjantów nieformalnych nie spadnie, a wzrośnie.

Na widnokręgu rysuje się rząd mniejszościowy?

– Oficjalnie może wyglądać, że mamy rząd mniejszościowy, ale jestem przekonany, że przy głosowaniach w Sejmie wszystkie najważniejsze ustawy – w tym budżetowa – będą przechodzić. Warto bowiem mieć świadomość, że nieuchwalenie budżetu jest głównym czynnikiem, który może spowodować rozwiązanie parlamentu i konieczność rozpisania nowych wyborów. Dlatego jedno jest pewne, że budżet na przyszły rok zostanie przyjęty, co do tego nie mam wątpliwości.

Mówi Pan, że posłom jest nie na rękę rozwiązanie Sejmu, ale Katarzyna Lubnauer, a także sam Borys Budka twierdzą, że Koalicja Obywatelska jest przygotowana na ewentualne przedterminowe wybory.       

– Wiadomo, że cała ta sytuacja jest na rękę i de facto ratuje skórę Borysowi Budce, bo jego kłopoty oraz problemy Platformy schodzą na plan dalszy i medialnie zostały przykryte przez kolejny kryzys w koalicji Zjednoczonej Prawicy. Natomiast co do samych przedterminowych wyborów, to jeśli jest kryzys przywództwa, jeśli jest kryzys programowy, co więcej, jeśli nie ma nowych pomysłów – w dodatku jesteśmy świeżo po najdłuższej w historii kampanii prezydenckiej, która kosztowała wszystkie partie bez wyjątku, to oznacza, że w tym momencie nikomu, żadnej partii, nie zależy na przedterminowych wyborach parlamentarnych, bo zwyczajnie ich na to nie stać. Dzisiaj – zwłaszcza przegrani – liżą rany po kampanii bardzo wyczerpującej i bardzo kosztownej. Co ciekawe, gotowość do wyborów wyraża była liderka Nowoczesnej – partii, która już nie istnieje, a jej poparcie oscyluje w okolicach zera. Tym bardziej jest to wypowiedź niewiarygodna.

To zamieszanie, którego dzisiaj jesteśmy świadkami, to świadomy zabieg prezesa Kaczyńskiego, czy może coś poszło nie tak?  

– To jest pytanie do prezesa Jarosława Kaczyńskiego, natomiast ja wiem jedno, że owszem, było założenie, że pewna grupa może się wyłamać, że się sprzeciwi. Jest jednak pytanie, jak to, co się wydarzyło, zostanie rozegrane, czy będzie manifestacja oburzenia, czy będziemy mieli próbę delikatnego uchylenia się od decyzji. Proszę zwrócić uwagę, że wielu posłów nie wzięło udziału w głosowaniu albo wstrzymało się od głosu, ale w ten sposób też zagłosowało, wyrażając to, co o tym myślą. Z drugiej strony nie jest też żadną tajemnicą, że minister Zbigniew Ziobro toczy wojenkę z premierem Mateuszem Morawieckim, w związku z czym szef rządu chętnie pozbyłby się Ziobry ze swojego gabinetu i być może nadszedł stosowny ku temu moment.

Tyle tylko, że w konsekwencji będzie to oznaczało koniec udziału w stanowiskach, na urzędach, także w spółkach Skarbu Państwa, co może być bardzo dotkliwe dla ludzi Zbigniewa Ziobry. Byłaby to również żółta kartka dla koalicjantów PiS-u i znak, że kolejny brak subordynacji skończy się czerwoną kartką w postaci przedterminowych wyborów. Można to nazwać strachem, który będzie świetnie mobilizował. Może się zatem okazać, że PiS zyskuje stanowiska, dalej sprawuje władzę, i choć formalnie nie ma już koalicji, to w głosowaniach wszyscy dotychczasowi koalicjanci będą głosować ręka w rękę z PiS-em, aby nie dawać nowych pretekstów do dalszych „kar politycznych”.

Może strach przed wyborami to kolejny wariant, ale na horyzoncie jest też rekonstrukcja rządu…  

– W tym układzie negocjacje w sprawie rekonstrukcji rządu są zawieszone. Co by nie powiedzieć, atmosfera, szczególnie wokół Zbigniewa Ziobry i Solidarnej Polski, na tyle się zagęściła, że w kręgach parlamentarzystów PiS mówi się wprost, że Ziobro – wbrew komunikatom formułowanym przez niego i posłów jego formacji, tak naprawdę robi wszystko, żeby wylecieć z rządu. I wygląda na to, że znalazł się pretekst, żeby to zrealizować. Czy tak się stanie, pokaże czas. Natomiast jedno jest pewne, że ewentualne wybory zarówno dla Solidarnej Polski, jak i Porozumienia Jarosława Gowina oznaczają tylko jedno – samodzielny start to wyborcza klęska, bo w pojedynkę nawet nie przekroczą progu wyborczego.

PiS też nie może być pewne tego, że wygrana da mu samodzielne rządy? Prezes Kaczyński chyba pamięta, jak podobny manewr z przedterminowymi wyborami skończył się w 2007 roku, a po drugie, po ustawie „Piątka dla zwierząt” część elektoratu – zwłaszcza wiejskiego – może się odwrócić od PiS-u…

– To prawda, ale PiS swoje i tak zawsze weźmie.

Tylko czy to wystarczy, żeby rządzić Polską?

– Można się spodziewać, że ta obecna sytuacja poprzez odpowiednią prezentację, także medialną, zostanie przekuta w sukces PiS-u. W efekcie w Sejmie powstanie nieformalna koalicja, co pozwoli rządzić dalej. Natomiast wahający się i kalkulujący posłowie Solidarnej Polski czy Porozumienia otrzymają propozycję nie do odrzucenia polegającą na wstąpieniu w szeregi PiS-u. Jak znam życie, to takie ruchy już mogą być wykonywane. Oczywiście, ci którzy wyrażą wolę, będą musieli odpokutować głosowanie w sprawie nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, ale będą członkami partii, których łatwiej będzie już kontrolować, a oni sami w przyszłych wyborach otrzymają gwarancję miejsca na liście PiS-u.

Jest jeszcze inna kwestia, mianowicie, czy przy okazji ustawy „Piątka dla zwierząt” PiS nie rozegrał opozycji? Mam na myśli nocne debaty w komisji i posiedzenie Sejmu.

– Opozycja lewicowo-liberalna przy okazji procedowania ustawy „Piątka dla zwierząt” właśnie się ubabrała i odtąd już nie ma prawa mówić o nocnych obradach i przepychaniu ustaw kolanem przez partię rządzącą, bo przy tej okazji sama w tym uczestniczyła, głosując za przyjęciem nowego prawa. Wcześniej mówili o gwałceniu porządku i systemu parlamentarnego, a teraz wespół  zespół z PiS-em przyłożyli do tego rękę. To będzie jednak rzutowało na przyszłość i myślę, że PiS ma tego świadomość. Po drodze do finału jest jeszcze Senat, ale sądzę, że tym razem ścieżka będzie szybsza niż ta, którą wcześniej wytyczał marszałek Tomasz Grodzki. W rezultacie rozsądek polityczny parlamentarzystów wygra z kalkulacjami i ocenami wyborców. Liczą, że przez trzy lata, jakie jeszcze pozostały do wyborów parlamentarnych wyborcy zdążą zapomnieć.

               Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl