logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Trzeba dalej pracować dla Polski

Czwartek, 24 września 2020 (22:05)

Aktualizacja: 25 września 2020 (07:07)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Wygląda na to, że prezes Jarosław Kaczyński wejdzie do rządu i w randze wicepremiera stanie na czele komitetu ds. bezpieczeństwa, aby koordynować, czy też pełnić nadzór nad MON, MSWiA i Ministerstwem Sprawiedliwości. Czemu tak naprawdę ma służyć ten manewr?

– Potwierdziło się to, co już mówiłem wcześniej, odnosząc się do kryzysu w łonie Zjednoczonej Prawicy, że przyspieszonych wyborów nie będzie. To się politycznie nikomu nie opłaca. Natomiast wejście prezesa Jarosława Kaczyńskiego do rządu, jako wicepremiera odpowiedzialnego za konkretny blok tematyczny, po pierwsze, porządkuje sytuację, a po drugie, dyscyplinuje formację. Mówimy o bardzo poważnym przedsięwzięciu i bardzo ważnej sprawie, a więc o tym, czego dotychczas nie było. Otóż szczególnie w ostatnim czasie byliśmy świadkami sytuacji, że jeden z ministrów wchodził na konferencję prasową i ogłaszał swoje małe exsposé. Na konferencji poświęconej sprawom wymiaru sprawiedliwości mówił o swoim programie politycznym, właściwie wypowiadał się na każdy temat, także spoza jego kompetencji. Zaś na pytanie, czy to jest stanowisko rządu, odpowiadał, że to jego opinia. Z całym szacunkiem, ale Zbigniew Ziobro nie jest premierem polskiego rządu, jest tylko ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym, a więc jednym z elementów gabinetu premiera Morawieckiego. Postawa ministra Zbigniewa Ziobry siłą rzeczy powodowała pewien chaos. Jak bowiem inaczej rozumieć, że premier rządu jest zagranicą, a w tym czasie minister wygłasza oświadczenie, czy dajmy na to uruchomienie jakiegoś programu, który jest projektem jego partii, a nie koalicji Zjednoczonej Prawicy? Takie działanie musi powodować bałagan. Dlatego rozumiem tę ideę obecności prezesa Jarosława Kaczyńskiego w rządzie, co w mojej ocenie ma być uporządkowaniem, zdyscyplinowaniem niektórych osób, a zarazem jasnym podkreśleniem kierunku zmian w Polsce.           

Tyle, że opozycja twierdzi, że Jarosław Kaczyński wchodząc do rządu, de facto pokazuje swoją słabość i słabość układu, jakim zarządza…

– Z opozycją totalną jest ten problem, że nie bardzo wie, czego chce. Kiedy bowiem prezes Kaczyński był – jak to określano – szeregowym posłem, to mówiono, że jest to ucieczka od odpowiedzialności, natomiast teraz, kiedy lider Zjednoczonej Prawicy ma być wicepremierem nadzorującym konkretne obszary, to też jest źle. Niech zatem opozycja się w końcu zdecyduje, czego chce, niech się jasno określi, bo działa punktowo i chaotycznie, bez ładu i składu. Muszę przyznać, że z opozycją totalną jest jak z pomysłem o wotum nieufności dla ministra Zbigniewa Ziobry. Pomysł Borysa Budki, szefa Koalicji Obywatelskiej został skrytykowany nie przez Prawo i Sprawiedliwość, ale przez  jego własnych partyjnych kolegów. To też pokazuje, że opozycja w Polsce jest dzisiaj bardzo, ale to bardzo niestabilna i sama do końca nie wie, jaką ma pełnić rolę.

Z drugiej strony Jarosław Kaczyński odbiera też argumenty totalnej opozycji, która zawsze powtarzała, że zarządza z tylnego siedzenia, nie biorąc odpowiedzialności za rządzenie Polską?

– Dokładnie. Jest to bardzo jasne i konkretne postawienie sprawy przez prezesa Kaczyńskiego, co świadczy o jego mądrości, dojrzałości i odpowiedzialności politycznej. Co więcej, jest to stanowisko dotyczące kluczowych działań obszarów państwa. Weźmy chociażby MSWiA, gdzie ministrowi podlega zarówno cała administracja państwowa, Policja, Straż Pożarna czy Straż Graniczna, do tego dochodzi MON, a więc służby kluczowe z punktu bezpieczeństwa kraju. Zważając na doświadczenie prezesa Kaczyńskiego, stworzyłoby to odpowiedni i potrzebny nadzór w sferze wspomnianych obszarów. Z drugiej strony mamy resort sprawiedliwości, także bardzo konkretne i wymagające ministerstwo. Nie jest tajemnicą, że zarówno prezes Kaczyński, jak i premier Morawiecki darzą się sympatią, co też byłoby z korzyścią dla pracy rządu. Ponadto istotne jest, że lider obozu Zjednoczonej Prawicy będzie miał bezpośredni wgląd w to, co się dzieje we wspomnianych trzech ministerstwach i nie będzie się musiał dowiadywać z konferencji prasowych.

Ktoś równie dobrze może powiedzieć, że wchodząc do rządu, aby mieć wgląd w sprawy, Jarosław Kaczyński nie ufa swoim ministrom…?

– Nie sądzę. Tu nie chodzi o brak zaufania, tylko o system, który dyscyplinuje. Trzeba powiedzieć wyraźnie, że przez blisko pięć lat rządów Zjednoczonej Prawicy fantazja niektórych ministrów chyba przerosła ich samych i urzędy, jakie piastują. Myślę, że warto, aby mieli świadomość, iż lider partii jest w rządzie i może im patrzeć na ręce. Wejście Jarosława Kaczyńskiego do rządu oznacza, że trzeba zewrzeć szeregi i dalej pracować dla Polski.

Tym samym na plan dalszy schodzi kryzys w Zjednoczonej Prawicy, kryzys, który tym sposobem wydaje się być zażegnany…

– Owszem pojęcie kryzys czy pat powoli odchodzi na bok.

Mówimy dużo o Solidarnej Polsce i Zbigniewie Ziobrze, ale czy wchodząc do rządu, Jarosław Kaczyński nie „załatwił” Jarosława Gowina i jego powrót do rządu?

– Myślę, że prezes Jarosław Kaczyński, który jest spoiwem, tym sposobem pogodził chyba wszystkie frakcje wewnątrz Zjednoczonej Prawicy, a jednocześnie dał wyraźny sygnał wszystkim: kto rządzi, kto rozdaje karty, kto stawia warunki. Jest to też wyraźne pokazanie, że taryfy ulgowej już nie będzie. Mocne akcentowanie swojej obecności przez poszczególnych koalicjantów się skończyło. Natomiast jasne, zdecydowane stanowisko prezesa Kaczyńskiego było bardzo potrzebne wszystkim, którzy w zespole Zjednoczonej Prawicy chcą pracować dla Polski.

Tak czy inaczej ci, którzy liczyli na rozpad Zjednoczonej Prawicy, muszą być zawiedzeni?

– To jest jasne. W tym momencie wiadomo, że koalicja Zjednoczonej Prawicy funkcjonuje nadal, co więcej, koalicja będzie chciała realizować program – jest do tego jeszcze bardziej zdeterminowana i wygląda, że jeszcze bardziej spójna.

Kryzys wbrew pozorom może wzmocnić Zjednoczoną Prawicę?  

– Sądzę, że tak. Kryzysy, jeśli uda się je pokonać, mają to do siebie, że ich główni aktorzy wychodzą mocniejsi. Myślę, że po chwilach fantazji ułańskiej czas najwyższy przejrzeć na oczy, wrócić do rzeczywistości. Dotyczy to zarówno ministrów, posłów, ale także polityków z drugiego czy trzeciego rzędu, którzy powinni zrozumieć, jakie jest ich miejsce w szeregu. Warto pamiętać, że w polityce obowiązują pewne zasady. Jest przywódca, jest lider i są członkowie grupy, którzy razem tworzą zwarty zespół. Kiedy chodzi o sprawy Polski, tylko gra zespołowa może przynieść efekty. Warto o tym pamiętać, także uprawiając politykę.

           Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl