logo
logo
zdjęcie

Prof. Mieczysław Ryba

Polskie non possumus

Poniedziałek, 19 października 2020 (18:13)

Wielu zastanawia się, czy możliwe jest polskie i węgierskie weto w sprawie budżetu Unii Europejskiej. Taką zapowiedź słyszeliśmy od wysokich przedstawicieli obu państw. Wszystko dotyczy uzależnienia wypłat środków unijnych od przestrzegania zasad praworządności. Przyjęcie takiej zasady powodowałoby, że nawet największe pieniądze zadeklarowane dla naszego kraju przez UE byłyby niewiele warte. Można by je odcinać pod byle pretekstem. Już dziś zwiększa się presja z Brukseli, by dokonać przyspieszonego procesu rewolucji w naszym kraju. Chodzi nade wszystko o ideologię lgbt i rewolucję multikulturalną. Jeśli Polska nie postawi tamy tej presji, praktycznie prostą drogą będziemy tracić kolejne segmenty suwerenności.

Nie ma żadnych ostrych kryteriów, które by definiowały ową praworządność. Żadnych, poza wolą urzędników brukselskich, w istocie całkowicie podporządkowanych decyzjom Berlina. Niemcy chciałyby widzieć Polskę w UE całkowicie podporządkowanej własnej woli, Polskę poddaną na własny wzór procesom rewolucji kulturowej. Tylko twardą postawą jesteśmy w stanie oprzeć się temu i uratować swoją niepodległość. Niektórzy mieli nadzieję, że pójście polskiej prawicy drogą lewicowej agendy ekologistycznej („Piątka dla zwierząt”) uspokoi antypolskie nastroje w Brukseli. Tymczasem UE żąda całkowitej kapitulacji, nie chce półśrodków.

Gdybyśmy się trzymali traktatów, to ocenilibyśmy, że nie Polska ani nie Węgry – tylko Bruksela zachowuje się w sposób niepraworządny. Wszak ich decyzja o relokacji imigrantów z 2015 roku była całkowicie pozatraktatowa. Ingerencja w wewnętrzny ustrój sądowy naszego państwa również jest bezprawna. Tak też należy traktować ideologię lgbt, którą chce się nam narzucić. W tej sytuacji to nie Bruksela, ale Warszawa i Budapeszt bronią unijnej praworządności, Bruksela chce tę praworządność wywrócić.

Powyższy opis wydarzeń jasno dowodzi, że tylko twarda gra z Brukselą i Berlinem może przynieść Polsce efekty. Uleganie czy to w wizji budowy bezemisyjnej gospodarki, czy w kwestii tzw. praw zwierząt, czy wreszcie jakiekolwiek ustępstwa co do rewolucji seksualnej niczego nie zmienią. Berlin chce widzieć Polskę całkowicie sobie poddaną gospodarczo i ideologicznie.

Ponieważ to Polska w rzeczywistości jest po dobrej stronie historii, konieczny jest nie zgniły kompromis z UE (ten, jak widać, nic nie daje), ale ostry kurs w prawo. Pełna ochrona życia, zapowiadana w kampanii prezydenckiej, ustawa zakazująca seksualizacji dzieci w szkołach, pogłębione wychowanie patriotyczne we wszystkich placówkach oświatowych – oto kurs, który może uratować Polskę i może uratować prawdziwą europejskość w Unii.

Wydaje się, że powinniśmy skończyć z mitem dobrej Unii, która za darmo rozdaje pieniądze. UE przeobraża się na naszych oczach w superpaństwo o skrajnie marksistowskim obliczu. Musimy pozbyć się zatem złudzeń i mówić obywatelom prawdę na ten temat. W przeciwnym razie nasze rządy będą dalej bezbronne w unijnych negocjacjach, bojąc się sprzeciwu swych obywateli, bezkrytycznie zapatrzonych w brukselskie dyrektywy.

Prof. Mieczysław Ryba

Autor jest historykiem, kierownikiem Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX wieku KUL oraz wykładowcą w WSKSiM w Toruniu.

Aktualizacja 19 października 2020 (20:50)

NaszDziennik.pl