logo
logo

Zdjęcie: Fot. twitter.com_bogdan_rzonca.jpg / -

Putin czuje się coraz bardziej bezkarny

Poniedziałek, 3 maja 2021 (17:55)

Z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Josep Borrell uważa, że instytucje unijne nie mogą zatrzymać budowy rosyjsko-niemieckiej inwestycji Nord Stream 2, co więcej, sprzeciwił się amerykańskim sankcjom wobec tego projektu… 

– Rzeczywiście jest to głośno komentowana sprawa w Brukseli i nie tylko. Wydaje się, że Josep Borrell jest chyba czymś zaszachowany – przynajmniej tak się zachowuje. Jego działania są tak destrukcyjne, tak defensywne, że aż trudno to zrozumieć. Przez jego postawę, wypowiedzi przebija się jedna myśl – mianowicie, że wobec działań Rosji nic nie można zrobić, można jedynie przyjąć rezolucję, podyskutować, nawet nakrzyczeć z Brukseli na Moskwę, że nie przestrzega zasad demokracji, ale już bardzo ostrożnie jeśli chodzi o Putina. A jak przyjdzie co do czego – to jest niemoc, indolencja i de facto ciche przyzwolenie na działania chociażby w sprawie projektu Nord Stream 2. Nie jest przecież żadną tajemnicą, że jest to kluczowy interes dla Niemców, którzy w Komisji Europejskiej, w instytucjach unijnych, w Parlamencie Europejskiej zajmują kluczowe stanowiska i nie kto inny, jak właśnie Niemcy dyktują swoje warunki Europie. Politycy, tacy jak Borrell, ślizgają się po powierzchni i jak trzeba skrytykować Rosję, to robią to z daleka, ale de facto nie podejmują działań w walce z tym bardzo niebezpiecznym projektem. Mamy zatem układ niemiecko-rosyjski podobny do znanych z historii traktatu z Rapallo z 1922 roku czy paktu Ribbentrop-Mołotow z sierpnia 1939 roku. Z tym że układ energetyczny, który otwiera ogromne źródło pieniędzy dla Rosji – stając się wręcz złotą żyłą dla finansowania różnych działań Putina. Interes ekonomiczny jest tak podzielony, że będzie się to opłacało zarówno Niemcom, jak i Rosjanom.

Po której stronie stoi Unia Europejska, dlaczego Europy nie stać na zdecydowane kroki, m.in. poparcia amerykańskich sankcji wobec firm budujących Nord Stream 2?

– Szybkimi krokami zbliżają się wybory parlamentarne w Niemczech, które odbędą się we wrześniu tego roku, i tam bardzo zyskuje partia Zielonych, która jak dobrze pójdzie – co zresztą podkreślają niemieckie gazety – może nawet nie chcieć koalicji z CDU, która znalazła się na rozdrożu. Unia Europejska, jeśli chodzi o projekt Nord Stream 2, bardzo fałszywie przedstawia sytuację, zasłaniając się wspomnianą już niemocą. Owszem przyjmowana jest kolejna rezolucja, która mówi, że ten niemiecko-rosyjski projekt jest niepotrzebny, jednak jak przychodzi co do czego, to mamy niemoc. Kilka dni temu odbyło się prezydium PE, gdzie dyskutowano agendę majową sesji plenarnych. Planowano rezolucję wzywającą do zatrzymania budowy gazociągu Nord Stream 2 i Zieloni zgodzili się, aby taka dyskusja się odbyła. Natomiast Europejska Partia Ludowa kierowana przez Donalda Tuska nie zgodziła się na ujęcie w programie sesji plenarnej dyskusji nad tym niebezpiecznym projektem. Widać zatem, że Donald Tusk, Angela Merkel i politycy niemieccy zasiadający w unijnych gremiach pilnują, żeby nie było mocnej dyskusji w europarlamencie, wskazują, że Nord Stream 2 to projekt wyłącznie ekonomiczny i że w tej kwestii nic nie da się zrobić. Przyznam, że do końca też nie wiem, czy prezydent Joe Biden gra uczciwie i czy słowa, jakie wypowiada, nie są deklaracjami bez pokrycia. Czym bowiem różni się polityka Joe Bidena od Donalda Trumpa? Trump mało mówił, ale dużo robił, natomiast Biden bardzo szybko zaczął dużo i ostro wypowiadać się na temat działań Rosji i Putina, ale – moim zdaniem – niewiele robi, żeby zapędy Putina ograniczyć.

Dotyczy to także relacji z Niemcami?

– Sojusz niemiecko-amerykański – za prezydentury Joe Bidena – w warstwie nicnierobienia, nieprzeszkadzania Niemcom jest coraz bardziej dostrzegany w Brukseli. Powiedzmy też uczciwie, że Putin w wielu krajach ma swoje macki, opłaca działania medialne w państwach UE i jest bardzo skuteczny. Natomiast szef unijnej dyplomacji Josep Borrell okazał się nawet gorszy od swojej poprzedniczki Federici Mogherini i wygląda na to, że jest zakładnikiem Rosji, blokując jakiekolwiek twardsze stanowisko Unii Europejskiej w kwestii Nord Stream 2.

Wspomniał Pan wcześniej, że EPL, której przewodniczy Donald Tusk, poparła wniosek socjalistów o usunięcie z majowej agendy sesji europarlamentu rezolucji wzywającej do zatrzymania budowy gazociągu Nord Stream 2. Czy tak jak kiedyś za rządów koalicji PO – PSL mówiono w Moskwie o Tusku – nasz człowiek w Warszawie, teraz Rosjanie mogą powiedzieć o Tusku – nasz człowiek w Brukseli?

– Zdecydowanie tak. Powiedzenie – nasz człowiek – odnośnie lidera EPL sprawdza się w tej chwili. Proszę zwrócić uwagę, że Donald Tusk komentuje m.in. na Twitterze czy Facebooku różne rzeczy, ale o tym nie wspomniał ani słowa. Tak jakby kwestii debaty w europarlamencie i rezolucji wzywającej do zatrzymania budowy gazociągu Nord Stream 2 w ogóle nie było na posiedzeniu prezydium PE. To pokazuje, że Tusk dalej robi swoje, nadal jest bardzo proniemiecki – zresztą nie bez przyczyny zajmował stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej, a dzisiaj szefuje największej frakcji w europarlamencie. Bez poparcia niemieckiego i protekcji kanclerz Angeli Merkel z całą pewnością by się to nie udało. Nic zatem dziwnego, że teraz, ile tylko może spłaca dług i pomaga sojuszowi rosyjsko-niemieckiemu zarówno w działaniach politycznych, jak i gospodarczych. Natomiast nie zabiera głosu, kiedy jest okazja, aby skrytykować Moskwę. Kiedy różne grupy polityczne tego chcą, to Tuska wtedy nie ma. Ten europejski polityk dotyka tylko tematów polskich i tweetuje, że w Polsce źle się dzieje i to jest główne jego zajęcie. Krótko mówiąc, dalej jest sojusz Merkel – Tusk, Tusk – Putin, Putin – Merkel i koło się zamyka. Jeśli do tego dołożymy silne wpływy niemieckie w Komisji Europejskiej i w europarlamencie, to widać jasno i wyraźnie, że ten alians dysktujący warunki jest bardzo silny i bardzo groźny dla innych, mniejszych państw UE czy poza Unią.

Do zakończenia budowy Nord Stream 2 pozostało ok. stu kilometrów. Pana zdaniem jest szansa, że ten projekt zostanie zatrzymany?

– Moim zdaniem nie ma na to szans i wszystko wskazuje, że ten projekt zostanie dokończony. Należy się spodziewać kolejnych mniej lub bardziej głośnych rezolucji, a Niemcy i Rosjanie będą w tym czasie robić swoje. Niektóre kraje UE też za bardzo nie palą się do dyskusji na ten temat. To pokazuje, że Angela Merkel ma cały czas sojuszników w Unii. Zarówno prezydent Emmanuel Macron, ale także chociażby Włosi, których urządzenia w jakiejś części są wykorzystywane do budowy gazociągu, blisko współpracują w zakresie dokończenia tego projektu, a przynajmniej nie przeszkadzają. To, niestety, przypomina najgorsze czasy polityczne – aneksję Ukrainy przez Rosję, gdzie właściwie nikt nie kiwnął palcem. Podobnie jest tu, tylko narracja, że projekt Nord Stream jest zły, ale nikt nic nie robi, jak chociażby Josep Borrell, aby skutecznie ten projekt zatrzymać. Podobnie od głosu wstrzymuje się szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, a Angela Merkel z Putinem robią swoje, tak jak to zawsze w historii relacji rosyjsko-niemieckich bywało. Mam na myśli traktat z Rapallo i pakt Ribbentrop-Mołotow. Nord Stream 2 jest bardzo groźny z powodów ekonomicznych, bo Rosja zarobi na tym projekcie ogromne pieniądze.

A przy tym Putin czuje się coraz mocniejszy, rośnie w siłę…

– Putin czuje się bezkarny. Zachowuje się sprytnie, bo każdą chociażby najmniejszą krytykę, jaka się pojawia w UE pod adresem gazociągu, traktuje jako zamach, ingerencję w rosyjskie sprawy czy na jego osobę. Przez to wzrasta też jego popularność w Rosji, a od strony ekonomicznej ma pieniądze na realizację różnych działań – nazwijmy to delikatnie – pozadyplomatycznych, gdzie przy pomocy swoich wpływów ingeruje w sprawy innych państw. Gazociąg zostanie dokończony i korzyści ekonomiczne będą z tego projektu mieć – zdaje się – nie tylko Niemcy i nie tylko Rosjanie, ale pośrednio także inni. To jest projekt bardzo groźny i może się okazać – jeśli zostanie sfinalizowany, że w przyszłości Putin metodą faktów dokonanych skieruje swoje siły na kraje bałtyckie. Na pewno wzbogaci się na tym projekcie bardzo mocno i jeśli zobaczy, że Unia Europejska kolejny raz nie zadziałała, milczy, to pójdzie krok dalej, do przodu. Putinowi zależy na odbudowie wielkomocarstwowego państwa rosyjskiego i jeśli doszło do aneksji Krymu, to równie dobrze może dojść do kolejnych zaborczych działań. W odpowiedzi Europa pewnie wytoczy kolejną papierową, dyskusyjną wojnę z Putinem, z której on sobie nic nie robi i skrzętnie wykorzysta brak reakcji Zachodu. Nie daj Boże, aby taki scenariusz się ziścił, ale jest on bardzo realny.

Putin wyraźnie gra Zachodowi na nosie, bo czym jest decyzja władz rosyjskich o zakazie wjazdu na terytorium Rosji ośmiu obywateli UE, w tym przewodniczącego PE Davida Sassoliego czy wiceprzewodniczącej KE Viery Jourovej?

– Takimi działaniami Putin pokazuje swoje długie ramiona w działaniach dyplomatycznych. Skutecznie odpowiada na sankcje wobec Nord Stream 2, co więcej, udaje mu się wyciszyć krytyczne głosy różnych państw pod swoim adresem. Francja czy Holandia są tego przykładem. Przyznam, że w krajach Beneluksu nie widzę jakichkolwiek chęci zajmowania się tematem Nord Stream 2, co tylko pokazuje, że Putin doskonale prowadzi swoją grę.          

Władze Rosji tworzą listę „państw nieprzyjaznych” względem Moskwy. Polska, jak sugeruje dziennik „Izwiestija”, też ma tam swoje miejsce.

– Polska jest na tej liście druga. Polska, prezydent Duda, rząd wobec polityki rosyjskiej zajmuje jasne stanowisko, mówi prawdę, nazywa po imieniu działania Moskwy. Nic zatem dziwnego, że Putin próbuje pokazać w Rosji, ale także na zewnątrz, jak bardzo negatywnie do Rosji, także do Rosjan nastawiona jest Polska. Sprytnie manipuluje świadomością społeczną i trzeba powiedzieć, że jest w tym dobry. Ten ranking pokazuje też, jakie jest nastawienie Putina do Polski. Oby tak nie było, ale wydaje mi się, że Putin powoli buduje argumentację, że Polska przeszkadza Rosji, Rosjanom. Oby się nie spełniły słowa śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który w 2008 roku, podczas wojny rosyjsko-gruzińskiej, w czasie pamiętnego wiecu w Tbilisi mówił, że „dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę!”. Putin szuka pretekstu i zawsze przygotowuje sobie uzasadnienie. Nie twierdzę od razu, że Rosjanie wejdą do Polski, ale budują cały czas narrację, że Amerykanie zagrażają Rosjanom, że Polska bierze w tym czynny udział, a w związku z tym też zagraża Putinowi i Rosjanom. Tym samym znieczula Zachód.

            Dziękuję za rozmowę.     

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl