logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Nie zgodzimy się na unijny dyktat

Piątek, 11 czerwca 2021 (21:39)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Parlament Europejski przyjął wczoraj rezolucję w sprawie mechanizmu warunkowości. Czym jest ta rezolucja, za którą głosowali europosłowie Koalicji Obywatelskiej, Lewicy i PSL-u, i jakie jest jej faktyczne znaczenie?

– Ta rezolucja, podobnie jak wcześniejsze tego typu, ma wydźwięk bardziej polityczny niż praktyczny, powodujący jakieś realne zagrożenia. Jest, oczywiście, wyrazem przede wszystkim wrogich wobec Polski działań – m.in. ze strony eurodeputowanych totalnej opozycji. I to jest rzeczywiście skandal, jeśli polscy europarlamentarzyści nawołują do blokowania funduszy dla Polski i wręcz zachęcają do wdrażania mechanizmu warunkowości. Co więcej, grożą Komisji Europejskiej jakimiś konsekwencjami w przypadku, gdyby ten mechanizm wobec Polski nie został zastosowany. Jest to zatem rzecz skandaliczna, zwłaszcza jeśli chodzi o postawę eurodeputowanych polskiej opozycji, którzy za tymi rozwiązaniami się opowiedzieli. Co do tego nie ma jakichkolwiek wątpliwości. Nie znam innego kraju Unii Europejskiej, którego europosłowie godziliby w interes własnego państwa…   

Jaki jest wymiar praktyczny tej rezolucji?

– Rzeczywiście jest tak, że zdominowany przez lewicowo-liberalne środowiska Parlament Europejski chce koniecznie doprowadzić do uzależnienia wypłaty funduszy unijnych od realizacji rozmaitych ideologii lewicowych. I to jest największe zagrożenie. Mam jednak nadzieję, że Komisja Europejska nie ugnie się pod wywieraną presją, że stanie na gruncie traktatów o Unii Europejskiej i przyjmie taką interpretację mechanizmu warunkowości, którą przyjmuje Polska. To znaczy, owszem, jako państwo również jesteśmy za kontrolą prawidłowości wydatkowania unijnych funduszy pod kątem zgodności z celowością przeznaczenia tych środków, pod kątem nienaruszania przepisów antykorupcyjnych. I tu jest pełna zgoda, natomiast nie ma zgody na to, aby blokować wypłatę funduszy chociażby z tego powodu, że w Polsce nie realizuje się projektów lgbt, czy też konsekwentnie reformuje się wymiar sprawiedliwości.

Po stronie Polski zgody na to rzeczywiście nie ma, ale politycznie dla Brukseli temat jest opłacalny. Lepiej bowiem atakować Polskę i Węgry niż zajmować się realnymi problemami Unii Europejskiej…

– Problemy w Unii Europejskiej rzeczywiście są, jest ich coraz więcej, bez dwóch zdań. Problemem ciągle pozostaje chociażby kwestia nielegalnej imigracji, walka ze skutkami lockdownu, a zatem realnych problemów do rozwiązania jest multum. Trzeba też podkreślić, że wszystkie państwa łożą pieniądze do wspólnego budżetu, następnie te pieniądze są rozdzielane pomiędzy kraje członkowskie, a zatem nie jest tak, że ktoś daje nam coś za darmo – jak często próbuje się to upraszczać. Owszem, możemy powiedzieć, że dzisiaj jako Polska jesteśmy beneficjentem i że trochę więcej otrzymujemy ze wspólnej kasy, niż do niej wpłacamy, ale to jest we wspólnym interesie. Polska jest wschodzącą gospodarką, która – co podkreślają niezależne ośrodki – świetnie poradziła sobie z ogólnoświatową pandemią, z jej skutkami i w miarę suchą stopą z tego pandemicznego kryzysu wychodzimy – w przeciwieństwie do innych. Nie można zatem wykluczyć, że jako duże, rozwijające się państwo, którego gospodarka może stanowić istotną konkurencję dla krajów tzw. starej Unii, jesteśmy traktowani właśnie tak, a nie inaczej – jako zagrożenie. Myślę jednak, że w odniesieniu do całej tej polityki, która się dzieje wokół nas, a czasem przeciw nam – trzeba być asertywnym.

I asertywny był premier Mateusz Morawiecki, który wczoraj – w odpowiedzi na wniosek Komisji Europejskiej powiedział, że nie zamierzamy wycofywać z Trybunału Konstytucyjnego wniosku o zbadanie, czy zasada pierwszeństwa unijnego prawa nad krajowym jest zgodna z naszą Konstytucją…

– Takie działanie, które usiłuje wymóc na państwie członkowskim określone decyzje, to jest właśnie naruszanie zasad praworządności. Jeżeli narusza się postanowienia traktatowe, jeżeli narusza się umowę stowarzyszeniową, jeżeli pod pretekstem nawet tylko podejrzenia, że naruszamy jakąś zasadę lojalności, solidarności i współpracy, i w ten sposób próbuje się nas szantażować, czy wręcz karać – to jest to działanie absurdalne. Polska należy do tych państw, które są liderem, jeśli chodzi o wykorzystanie funduszy unijnych. Generalnie jesteśmy też w czołówce państw, gdzie minimalny wręcz jest odsetek decyzji, których prawidłowość jest kwestionowana – co wiązałoby się ze zwrotem wydatkowanych środków. Dlatego podnoszenie tego rodzaju argumentów przeciw Polsce jest nieporozumieniem. Szczególnie jest to niezrozumiałe, kiedy unijny komisarz ds. sprawiedliwości Didier Reynders występuje do polskiego premiera z żądaniem cofnięcia wniosku, który szef suwerennego państwa skierował do Trybunału Konstytucyjnego.

Widać to też się nie podoba, jest nie w smak…

– To jakaś aberracja, tym bardziej że premier Mateusz Morawiecki uczynił to w zgodzie ze wszystkimi postanowieniami umowy stowarzyszeniowej. Rzeczywiście jest tak, że w momencie wątpliwości co do tego, które prawo ma pierwszeństwo, takie wątpliwości musi rozstrzygnąć czy o tym orzec Trybunał Konstytucyjny danego państwa. Jestem ciekaw, czy ten sam komisarz ośmieliłby się z podobnym wnioskiem, z takim listem wystąpić do kanclerz Niemiec Angeli Merkel? Zwłaszcza że państwo niemieckie wielokrotnie kierowało do swojego Trybunału Konstytucyjnego w Karlsruhe wnioski o stwierdzenie zgodności z niemieckim prawem rozmaitych europejskich pomysłów. Tak czy inaczej oceniam to wystąpienie unijnego komisarza ds. sprawiedliwości jako wyraz arogancji europejskich technokratów – kompletnie zaślepionych, butnych, uważających, że mogą sobie na wszystko pozwolić, że mogą pouczać władze wolnych, suwerennych państw. Tymczasem nie mogą i dlatego otrzymali zdecydowaną odpowiedź polskiego premiera. Mam też nadzieję, że polski Trybunał Konstytucyjny szybko rozpatrzy wniosek premiera Morawieckiego.

W jakim kierunku zmierza Unia Europejska, której organy, jak europarlament czy Komisja Europejska, uciekają się do takich metod czy prób podporządkowywania sobie niepokornych państw?

– Widać, że trwa przeciąganie liny. Co rusz mamy próby sił, próby podporządkowywania sobie niepokornych państw nowej Unii Europejskiej. Szczególnie dotyczy to Polski i Węgier. Mamy swoistą próbę podporządkowania sobie niepokornych państw. Wszędzie ma obowiązywać ta sama polityczna poprawność i wszystkie lewicowe wymysły, nowinki ideologiczne mają stać się obowiązujące i co więcej: chronione prawem. Przykładem może być forsowanie uznawania związków homoseksualnych za małżeństwa. Szczęśliwie polska Konstytucja stoi na gruncie ochrony rodziny i małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, czyli bez zmiany Konstytucji RP tego rodzaju aberracje w Polsce wprowadzane być nie mogą. Natomiast cały czas trwa walka, cały czas są próby, sondowanie, na ile pałką praworządności, która – jak wiadomo – nigdzie nie jest zdefiniowana, oraz groźbami kierowania do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej przez Komisję Europejską czy usłużnych przedstawicieli totalnej opozycji lub środowiska sędziowskiego można próbować naginać przepisy Konstytucji RP i obowiązujące w Polsce prawo – nawet nie tyle do obowiązującego prawa europejskiego, ile raczej do jakiejś niedookreślonej i nigdzie niezdefiniowanej zasady praworządności. Takimi zabiegami – jak widać – można próbować przeforsować wszystko i pod zasadę tzw. praworządności podciągnąć wszystko – nawet najbardziej odrealnione, absurdalne pomysły. Dzisiaj mamy próbę podciągnięcia pod tę zasadę kwestii wymiaru sprawiedliwości, gdzie ewidentnie sprawy te są przypisane do wyłącznej kompetencji państw członkowskich. Ale za chwilę równie dobrze możemy sobie wyobrazić, że przedmiotem żądań czy roszczeń Brukseli będą – dajmy na to – kwestie środowisk lgbt i każda próba postawienia tamy tym ideologicznym zapędom też będzie określana jako naruszanie tzw. praworządności i będzie to argument służący do wymuszania na konkretnych państwach określonych zachowań pod pretekstem odebrania unijnych funduszy. Tym bardziej takim zakusom trzeba się przeciwstawiać z całą stanowczością. Musimy być zatem asertywni i zdecydowanie mówić „nie” takim pomysłom. Konstytucja RP, która jest nadrzędna wobec prawa Unii Europejskiej, jest dla nas wyznacznikiem, dlatego nie godzimy się na jakiekolwiek próby ograniczania naszej wolności. Nie pozwolimy pozbawić się czy ograniczyć naszej suwerenności.

             Dziękuję za rozmowę.       

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl