logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Unia sama niszczy swój autorytet

Sobota, 16 października 2021 (09:56)

Aktualizacja: Sobota, 16 października 2021 (11:00)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Sejm głosami większości podjął decyzję o budowie muru – trwałego zabezpieczenia na polsko-białoruskiej granicy. Nie obyło się jednak bez emocji. To dziwne, że sprawa bezpieczeństwa nie łączy, a dzieli?

– Cała dyskusja (bardzo burzliwa) rozpoczęła się już podczas obrad połączonych Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych oraz Komisji Obrony Narodowej, następnie emocje zostały przeniesione na salę plenarną Sejmu. Patrząc na zachowanie opozycji, chyba już nikt nie powinien mieć wątpliwości, że w naszym parlamencie istnieje frakcja łukaszenkowska. Można zrozumieć wiele rzeczy, ale nie można zrozumieć takiego podejścia do budowy trwałego zabezpieczenia granicy państwa. Za przyjęciem ustawy głosowało 274 posłów, 174 było przeciw, z czego 121 z Koalicji Obywatelskiej, 46 z Lewicy, 6 z Polski 2050, a jeden poseł wstrzymał się od głosu. Co symptomatyczne, przeciw budowie zapory był również poseł mniejszości niemieckiej z Opola. Jak widać, mamy w Sejmie frakcję łukaszenkowską, bo chyba nawet dziecko już wie, w jakim celu ten mur ma powstać. Całe szczęście przed nami zima, więc śnieg oraz niskie temperatury powinny przystopować nielegalną imigrację. Jest zatem czas, aby ruszyć z budową, bo wiosną fala znów może ruszyć, a mur może w znaczący sposób zniechęcić do wybierania polskiego kierunku.

Opozycja jednak krytykuje projekt zgłoszony przez MSWiA…  

– Opozycja totalna – jak nazwa wskazuje – krytykuje wszystko, co robi rząd, i jedyne, czego chce, to obalenie władzy Prawa i Sprawiedliwości. Narracja o tym, że budowa muru to chory pomysł oraz o rzekomym „wale” – jak to określają politycy Koalicji Obywatelskiej, a więc o rzekomych nadużyciach, jakie mają temu towarzyszyć – dodajmy przy jeszcze nierozpoczętej procedurze wyłaniania wykonawcy czy wykonawców tego przedsięwzięcia, jest żałosna. Dzisiaj, w obliczu bardzo niebezpiecznej sytuacji, kiedy Straż Graniczna alarmuje, że dziennie odnotowuje pięćset, sześćset i więcej prób nielegalnego przekroczenia granicy, co więcej, kiedy niemiecka straż graniczna sygnalizuje, że od sierpnia do września – już po swojej stronie – wyłapała ponad cztery tysiące osób, które w paszportach miały pieczątki wizowe Białorusi, rodzi się pytanie: co by było, gdyby nie wprowadzono stanu wyjątkowego na obszarze przygranicznym. Bez tego próby przekraczania naszej granicy należałoby pomnożyć co najmniej przez dziesięć, a przez Polskę już dzisiaj byłby otwarty szlak migracyjny do Niemiec. Tymczasem Koalicja Obywatelska, Lewica i Polska 2050 nie zważając na zagrożenie, mówią: owszem, chrońmy granice, a jednocześnie respektujmy prawa człowieka. Tymczasem sprawa jest jasna: albo jedno, albo drugie. Polskie władze kierują się – i słusznie – podstawową maksymą ochrony bezpieczeństwa Polski i Polaków, i to jest na pierwszym miejscu. W tej hierarchii nielegalni imigranci i pomoc im są na dalszym miejscu. Dla mnie niezrozumiałe jest, że frakcja łukaszenkowska głosuje przeciw zapewnieniu bezpieczeństwa Polski, ubolewając nad losem nielegalnych imigrantów, którym polskie władze chcą pomagać, ale zgodnie z zasadami. Były transporty z pomocą humanitarną, której władze białoruskie nie wpuściły.

Chce Pan powiedzieć, że opozycja, blokując projekt budowy muru, chciała zaszkodzić własnemu państwu?

– Jako były parlamentarzysta wstydzę się, że w polskim parlamencie zasiadają posłowie, którzy mają za nic wartość i bezpieczeństwo państwa polskiego. Dla tych ludzi słowo „państwo”, jego dobro nie istnieje. Jak inaczej nazwać to, że głosują przeciwko budowie muru granicznego, który ma uszczelnić naszą granicę i ułatwić pracę funkcjonariuszom Straży Granicznej? Pas graniczny z Białorusią liczy ponad czterysta kilometrów szczerego pola, lasów, bagien, linii brzegowej itd. W tej sytuacji rodzi się pytanie, dlaczego część polskiej klasy politycznej nie chce pomóc polskim pogranicznikom, a tym samym nie chce bronić bezpieczeństwa, interesów państwa polskiego i granicy – terytorium Polski? Co dla każdego Polaka jest, czy powinno być, sprawą świętą. Litwini i Łotysze sobie radzą, bo tam cała klasa polityczna, opozycja z rządem, mówią jednym głosem. U nas niestety nie.

Unia Europejska stawia przed nami obowiązek strzeżenia zewnętrznych granic Wspólnoty. Ale opozycja, która zawsze była bardziej proeuropejska niż propolska, jakoś tego nie widzi. A może nie chce widzieć? Co więcej, mówi o krzywdzie imigranckich dzieci...

– Owszem, w tym momencie jesteśmy przedmurzem Europy, jako państwo graniczne, frontowe mamy obowiązek strzec swojej granicy, która jest też granicą Unii. Tymczasem opozycja totalna mówi: brońmy granicy, ale w sposób humanitarny, co jest niedorzecznością. Mamy hipokrytów, którzy nie liczą się z żadnymi wartościami. Przypomnę tylko, że podczas niedzielnego wiecu Tuska, czy po jego zakończeniu, popierana przez Koalicję Obywatelską liderka tzw. strajku kobiet Marta Lempart wylewała łzy nad losem biednych imigranckich dzieci rzekomo wyrzucanych do lasu przez Straż Graniczną – morderców w mundurach – jak to określiła, i na tym samym oddechu domagała się prawa do aborcji, mówiąc, że będzie ona legalna po zmianie władzy w Polsce. Przyznam, że większej obłudy nie słyszałem. Tymczasem fakty są takie, że robi się coraz chłodniej i ofiary zimy były i będą także wśród nielegalnych imigrantów traktowanych nieludzko przez białoruskie władze wypychające ich na granicę z Polską. Tym samym reżim Łukaszenki skazuje tych ludzi na śmierć. Stąd nie rozumiem, dlaczego ktoś, kto nazywa siebie polskim posłem, mówi, że to nasz rząd ma krew na rękach. Proszę sobie przypomnieć, ile było krzyku, gdzie są dzieci imigrantów zatrzymanych przez Straż Graniczną. Tymczasem okazuje się, że są bezpieczne w ośrodku dla uchodźców, a więc pod opieką państwa polskiego. Swoją drogą jestem ciekaw, ilu z tych polityków, którzy wyrażają taką troskę o imigranckie dzieci, przyjęłoby te biedne dzieci (te, które nie mają opiekunów prawnych) pod swój dach i stworzyło dla tych dzieci rodzinę?

Wróćmy jeszcze do muru granicznego i debaty w Sejmie. Opozycja zarzucała rządowi, że cała sprawa ma się odbywać szybko, bezprzetargowo, co ma stwarzać pole do nadużyć…

– Nadużycia – i to poważne – w wielu dziedzinach były za rządów koalicji PO-PSL. Natomiast jeśli chcielibyśmy wykorzystać procedury przetargowe dotyczące prawa budowlanego itd., to trwałoby to nie tygodnie czy miesiące, a lata. Tymczasem mówimy tu o bardzo poważnej sprawie, to nie będzie płot jak u Kargula czy Pawlaka, ale mur z różnymi zabezpieczeniami elektronicznymi, których nie da się kupić w markecie. Dlatego ustawa przyjęta przez Sejm zakłada m.in., że nie będą do niej stosowane przepisy odrębne, w tym również prawa budowlanego, prawa wodnego czy prawa ochrony środowiska, co pozwoli skrócić czas proceduralnie i przyspieszyć powstanie tak potrzebnej bariery na granicy. Jeżeli zależy nam na bezpieczeństwie, to skrócony maksymalnie czas oznacza właśnie bezpieczeństwo naszej granicy i nas samych. To zabezpieczenie i nasza stanowczość sprawią, że rosyjsko-białoruski plan destabilizacji Polski i Unii Europejskiej się wykolei.

Podczas debaty nie zabrakło oczywiście krzyków o rzekomym polexicie, do którego rzekomo chce doprowadzić Prawo i Sprawiedliwość. Czy Polacy kupią tę narrację opozycji, która nie mając pomysłu na Polskę, chce skłócić ludzi?

– Myślę, że bardzo mądrze skomentował to podczas swojego wstąpienia premier Morawiecki, który wyraźnie stwierdził, że to, co głosi Donald Tusk oraz totalna opozycja, to zwyczajnie fake news. Mateusz Morawiecki rozjechał walcem tezy opozycji i niczym bokser na ringu wypunktował Donalda Tuska oraz wtórujących mu liderów pozostałych formacji opozycyjnych. Stwierdził krótko, że obecna opozycja przypomina Don Kichota, że ulepiła sobie demona, z którym walczy jak bohater Miguela de Cervantesa z wiatrakami. To działanie opozycji jest obsesyjne i rzeczywiście staje się niebezpieczne. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt z wystąpienia premiera Morawieckiego – mianowicie gorących na dzisiaj kwestii energetyki i związanych z tym dyskusji na forum Unii Europejskiej. Jak zauważył, kwestie problemów dotyczących energetyki, gazu itd. to są konsekwencje decyzji politycznych (Nord Stream), które nie miały nic wspólnego ani z solidarnością, ani z europejskością. Ponadto słusznie zauważył, że dzisiaj na gruncie europejskim mamy do czynienia z dyktaturą sędziów i eurokratów. I jeśli Komisja Europejska oraz Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu są tak bardzo zdeterminowane, żeby zwiększyć swoje kompetencje i powołać państwo Europa, to dlaczego nie rozpisują referendów w tej sprawie, aby mieszkańcy poszczególnych państw mogli wyrazić swoją opinię – chcą czy nie chcą superpaństwa europejskiego?

Takich działań oczywiście nie ma, natomiast mamy bezprawne działania próbujące odebrać państwom kompetencje, których się nie zbyły, podpisując traktaty akcesyjne…

– Komisja Europejska oczywiście w sposób bezprawny rozszerza swoje uprawnienia, kompetencje wbrew traktatom o Unii Europejskiej, wbrew umowom międzynarodowym. Opozycja, nie mając argumentów, pochowała uszy po sobie, zwłaszcza, że premier bardzo konkretnie cytował (na poparcie swoich słów) opinie autorytetów prawnych Platformy, jak prof. Rzepliński czy prof. Zoll. Premier Morawiecki, odnosząc się do zarzutów o polexit, zaznaczył też bardzo wyraźnie, że inne zdanie w debacie co do przyszłości Unii Europejskiej, jej kształtu wcale nie oznacza exitu. I jeśli ktoś formułuje wobec Polski zarzuty o polexit, sam ma problem, bo jak Don Kichot widzi wroga, którego nie ma. To było wyraźne dotknięcie opozycji totalnej, która wszystkie działania rządu ocenia wrogo, wszędzie widzi polexit, co więcej – wynosi ten kłamliwy przekaz za granicę, co sprawia, że traktuje się nas – niezgodnie z prawdą – jako antyeuropejczyków.

Swoją drogą obecny rząd może się pochwalić wieloma sukcesami, a Polska pnie się gospodarczo i nie tylko coraz wyżej. A jakimi sukcesami może się pochwalić Donald Tusk, krytykujący obecną władzę?

– Na próżno szukać sukcesów Donalda Tuska zarówno w polskiej polityce, jak też w roli szefa Rady Europejskiej. Na pewno „sukcesem” Tuska jest brexit, do „sukcesów” może też zaliczyć kryzys migracyjny w roku 2015, a także kryzys gospodarczy w Unii Europejskiej. Ale jak widać, po powrocie do polskiej polityki nie ustaje w swoich działaniach i teraz pracuje nad polexitem, próbując zarzucić to rządowi. Tusk już dawno przestał być poważny, wchodząc w rolę internetowego trolla, a dzisiaj robi wszystko, żeby rozhuśtać emocje Polaków. To bardzo niebezpieczne. Podobnie zachowują się elity brukselskie, wchodząc coraz głębiej w kłamliwą narrację i ideologiczne odmęty, niszcząc swój autorytet, co więcej – oczekują szacunku. Szaleństwa klimatyczne, jakie są forsowane, niszczą nasz świat. Co więcej – ktoś, kogo mandat nie pochodzi z demokratycznego wyboru, próbuje narzucić swoją wolę wszystkim, chce decydować o przyszłości i bezpieczeństwie (m.in. energetycznym) poszczególnych państw, w tym również państwa polskiego. A na to – jak zaznaczył premier Morawiecki – zgody być nie może, bo to jest łamanie prawa i naruszanie zasad międzynarodowych.

Jeśli ideologia będzie dominować, jeśli Komisja Europejska będzie dalej forsować lewackie pomysły, to czy sama nie doprowadzi do wypchnięcia poza Wspólnotę państw, które nie będą się godzić na ideologiczny dyktat?

– Pewna część tzw. elit brukselskich, które nie mają nic wspólnego z duchem europejskości, z duchem Unii, którą tworzyli ojcowie założyciele, to grono eurokratów próbuje narzucić suwerennym państwom zasady nieujęte w traktatach. Coraz większa jest też ingerencja w sprawy wewnętrzne państw członkowskich. Polska broni swojej suwerenności, dlatego jest atakowana. Mamy też próby zmiany władzy w Polsce na pokorne wobec Brukseli i Berlina – jak to było za czasów Donalda Tuska. Stąd nie bez przyczyny ten emerytowany polityk brukselski wraca do Polski i staje na czele tych, którzy chcą zmienić władzę w Polsce. To oznacza, że ktoś na gruncie brukselskim nie szanuje prawa europejskiego, wolnego głosu Polski. To przecież Polacy w demokratycznych wyborach wybrali sobie Parlament, powierzyli władze PiS-owi, wybrali sobie prezydenta. Jeśli ktoś chce zmienić władzę, to może to zrobić w sposób demokratyczny w wyborach. Inne działania ocierają się o anarchię.

     Dziękuję za rozmowę. 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl