logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: fot. facebook.com/Marian Szołucha/ Inne

Energetyka jest najważniejsza

Czwartek, 25 listopada 2021 (18:00)

Aktualizacja: Piątek, 26 listopada 2021 (10:42)

Z Marianem Szołuchą, doktorem nauk ekonomicznych z Instytutu Prawa Gospodarczego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy tarcza inflacyjna, której zręby przedstawił dzisiaj premier Morawiecki to krok we właściwym kierunku?

– Na pewno tak. Dobrze, że rząd Zjednoczonej Prawicy zauważa drożyznę, która się w ostatnim czasie pojawiła w Polsce, i która niestety nabrzmiewa. Na pewno dobrze, że ten pakiet powstał i został przedstawiony stosunkowo szybko. Myślę, że prace nad szczegółami tych rozwiązań oraz kolejnymi narzędziami, za pomocą, których inflację można wyhamować będą jeszcze trwały.

Tylko czy pakiet, o którym dzisiaj mówił premier nie jest jedynie leczeniem objawów?

– W pewnej części – nie w całości – ten pakiet jest oczywiście leczeniem objawów, a nie przyczyn choroby. Nie mówię, że to jest złe – stwierdzam tylko fakt. Jeśli bowiem będziemy nieśli ulgę uboższym gospodarstwom domowym za pomocą dopłat do rachunków, to oczywiście złagodzi to skutki inflacji dla nieco mniej zamożnych polskich rodzin, ale problemu – u jego źródła – nie rozwiązuje. Natomiast bardzo się cieszę z deklaracji, które dotyczą sektora energetycznego i zasad jakimi się on dziś w Polsce rządzi. Mianowicie wszyscy przywykliśmy czekać na Unię Europejską – w kontekście chociażby systemu EU-ETS, czyli czysto spekulacyjnego handlu jednostkami uprawniającymi do emisji każdej tony CO2 przez elektrownie, elektrociepłownie, a także przez znaczną część przemysłu produkującego materiały budowlane, wełnę mineralną, płytki ceramiczne czy cement. I w tej kwestii warto taką dyskusję rozpocząć. Natomiast zwróciłbym uwagę na coś, co premier Morawiecki powiedział, co w ustach przedstawiciela polskiego rządu pojawiło się bodaj po raz pierwszy – mianowicie o tzw. zielonych certyfikatach – czyli świadectwach pochodzenia energii ze źródeł odnawialnych.

Dodajmy, że to jest polski system…

– Dokładnie, co więcej jest to system równie absurdalny jak wspomniany już unijny ETS. To jest system za pomocą, którego pieniądze odbiorców – polskich rodzin i polskich przedsiębiorstw – drenowane są na rzecz, nawet nie budżetu państwa polskiego, co byłoby powiedzmy pół biedy, ale te pieniądze idą na konta inwestorów w przetłaczającej większości zagranicznych. Idą na rzecz wielkiego kapitału, który zdążył zainwestować w instalacje fotowoltaiczne i wiatrowe w naszym kraju przed lipcem 2016 roku, a więc przed zmianą systemu. Tylko ci inwestorzy – francuscy, niemieccy, izraelscy, amerykańscy (z polskich znane mi są tylko spółki państwa Kulczyków), ci inwestorzy dostają od Prezesa Urzędu Regulacji i Energetyki świadectwo pochodzenia, którym następnie obraca się na Towarowej Giełdzie Energii. Kupować je muszą – po coraz wyższych cenach – polskie elektrownie przerzucające następnie ten koszt na finalnego odbiorcę prądu, co odbija się na naszych rachunkach za prąd.

Ten system możemy zlikwidować?

– Oczywiście i szczerze mówiąc byłbym zwolennikiem takiego radykalnego rozwiązania. Chodzi o to, że ten system niczemu nie służy – także nie służy promocji odnawialnych źródeł energii, bo tworzy niezdrową dysproporcję w zasadach funkcjonowania dla tych inwestorów, o których wspomniałem, którzy zdążyli zainwestować przed lipcem 2016 roku i tych, którzy się pojawili na tym rynku później. Oczywiście można wprowadzić maksymalną cenę tych certyfikatów, można też sobie wyobrazić, że w rozporządzeniu wskazywany jest niższy niż obecnie poziom, do którego utrzymywania zobowiązane są elektrownie – mam na myśli poziom energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych w stosunku do całości energii jaką dana elektrownia wytwarza. Dlatego cieszę się z tego, bo uważam, że jest to jeden z lepszych pomysłów jakie się mogły w tym obszarze pojawić.

Możemy to zrobić sami, czy musimy się zwracać z tym do Unii Europejskiej? Premier zapowiedział, że na Radzie Europejskiej będzie postulował o zmianę mechanizmu handlu uprawnieniami emisji CO2, co ma obniżyć możliwości spekulowania i nie dopuścić do gwałtownego wzrostu cen uprawnień emisji CO2…

– Rozdzielmy te dwie rzeczy. Jeśli chodzi o uprawnienia do emisji CO2, to rzeczywiście jest to system unijny, dlatego na forum unijnym trzeba rozpocząć dyskusję na jego temat, bo uderza on w polską gospodarkę – nie tylko w energetykę i ciepłownictwo, ale także wprost, bezpośrednio w znaczną część naszego przemysłu. Natomiast „Fit for 55” – te 13 osławionych projektów – dyrektyw, które już zostały przygotowane przez Komisję Europejską i wysłane do Rady Europejskiej oraz Europarlamentu kilkanaście dni temu – z polskiej perspektywy trochę niepostrzeżenie, kiedy oczy mieliśmy zwrócone na wydarzenia wokół naszej granicy z Białorusią. Otóż ten system EU-ETS, pakiet „Fit for 55” ma zostać rozszerzony na całość sektora budowlanego, na transport, na lotnictwo. Z jednej strony jest to obłęd, a z drugiej realne, ogromne zagrożenie dla naszej gospodarki, dla naszego rozwoju, dla naszego poziomu, także dla naszych ambicji. Dlatego trzeba się temu kategorycznie z całą stanowczością przeciwstawić. Trzeba zatem natychmiast wśród krajów członkowskich Unii Europejskich zacząć budować koalicję zdolną zablokować ten pakiet „Fit for 55”, który z jednej strony nazywam obłędnym w pejoratywnym znaczeniu. Z drugiej strony w tym obłędzie widzę pewną metodę krajów bogatszym, lepiej rozwiniętych z Niemcami na czele, na to, by utrzymać swoje przewagi nad państwami mniej zamożnymi, państwami rozwijającymi się i aspirującymi – takimi jak Polska. Chodzi o to, by nasz kraj i inne państwa naszego regionu pozostały gospodarkami peryferyjnymi, państwami o charakterze służebnym wobec jądra Unii Europejskiej – tzw. starej 15. Bogate państwa oczywiście sobie z tym poradzą na zasadzie pół żartem, pół serio – za nim syty schudnie, to chudy umrze. Niemcy, bo głównie o nich chodzi, sobie z tym poradzą. Mają odpowiednie zasoby kapitału, mają jedne z najlepszych na świecie technologie, ale my niekoniecznie.

A jak to się przełoży na sytuację przeciętnych Polaków?                          

– Wyobraźmy sobie sytuację, że w wyniku wprowadzenia pakietu „Fit for 55” wielu Polaków nie bedzie mogło sobie pozwolić na loty samolotem na wakacje, na posiadanie własnego auta, a nawet mieszkania, bo koszty nie tylko utrzymania, ale zakupu, koszty jego budowy wzrosną. Bogatszych wciąż będzie na to stać. Zatem pakiet „Fit for 55” utrwali, a nawet pogłębi podziały między najbardziej zamożnymi, a biednymi zarówno na poziomie europejskim – pomiędzy poszczególnymi krajami, jak i wewnątrz tychże krajów, wewnątrz ich społeczeństw. Krótko mówiąc bogaci nawet tego nie zauważą, bądź też nie będzie to stanowiło dla nich istotnego problemu, natomiast reszta społeczeństw i reszta gospodarek będzie się z tym musiała zmierzyć, a tym samym w efekcie spadnie jakość naszego życia, spadnie tempo naszego rozwoju.

Z drugiej strony, czy wspomniany przez Pana wcześniej problem zielonych certyfikatów możemy załatwić we własnym zakresie?        

– Tak możemy, bo ten system jest opisany w polskiej ustawie o odnawialnych źródłach energii i w osobnych – do tej ustawy, pisanych później rozporządzeniach. Nie musimy, więc nikogo pytać o zgodę. Spróbujmy zatem zrobić to, co można na własnym podwórku, o co nie musimy się pytać Unii Europejskiej. Energetyka jest bowiem najważniejsza. Dlatego w swoich rozważaniach najwięcej się skupiam właśnie na niej, bo wiek XXI jest wiekiem energii. Współczesna gospodarka jest gospodarką energochłonną i jeśli chcemy na nią wpłynąć pozytywnie bądź negatywnie, to najłatwiej jest to zrobić regulując koszt wytwarzania energii, ceny jej odbioru czy sposób funkcjonowania tego sektora. I tu Polska do pewnego stopnia owszem jest zobligowana, czy jak kto woli ma związane ręce unijnymi regulacjami, ale w jakimś zakresie może jednak robić to, co uważa za słuszne. Na przykład powinniśmy dokończyć konsolidację naszego sektora paliwowo-energetycznego w oparciu o PKN Orlen. Ten sektor jest zglobalizowany, w tym sektorze jeśli chodzi o świat, a przynajmniej nasz region czy kontynent, liczą się tylko duzi gracze. Taka jest natura tego sektora, przed którym stoją duże wyzwania, dlatego tylko duzi, poważni gracze będą w stanie im sprostać czy w ogóle przetrwać na tym rynku. Tylko duzi będą w stanie wyasygnować odpowiednie środki na badania i rozwój, będą mogli – jak równy z równym – usiąść do stołu z zagranicznymi kontrahentami, choćby dostawcami surowców energetycznych. Polska musi z tymi dostawcami ciągle rozmawiać, bo z naturalnych względów jesteśmy na to skazani. Zatem jest pewien obszar, w którym polski rząd może działać swobodnie i powinien to robić.

Swoją drogą nie dużo brakowało żebyśmy za rządów koalicji PO-PSL stracili wspomniany przez pana doktora PKN Orlen – zaliczany do naszych rodowych sreber. Tymczasem dzisiaj PKN Orlen wspaniale się rozwija. Tyle, że bardzo to przeszkadza opozycji, stąd ataki na prezesa Daniela Obajtka, które mają uderzyć w całą firmę…

– Odbieram podobnie jak pan redaktor ataki na Daniela Obajtka – bardziej jako ataki na cały koncern niż na jego prezesa. Jest to atak na firmę i na jej dalsze plany rozwojowe. Tymczasem po przejęciu Grupy Energa, która dołączyła do Grupy Orlen widać, że można integrować takie podmioty z korzyścią dla całej polskiej gospodarki, dla bezpieczeństwa państwa i koniec końców także konsumenta. Widać, że jest tu pole do wygenerowania wartości dodanej i tzw. efektu synergii. Wspomniał pan redaktor, że gdyby Platforma rządziła dalej, to Orlenu mogłoby nie być. Podobnie rzecz miała się z Lotosem, który niebawem ma dołączyć do Grupy Orlen. Przypomnę, że były plany sprzedania Lotosu zagranicznym inwestorom. Natomiast to, że trzeba te firmy połączyć – z drugiej strony było wiadomo od dawna. Właściwie od początku lat dwutysięcznych taka dyskusja się toczyła, że Polska powinna skonsolidować swój sektor paliwowo-energetyczny, że wszyscy inni dookoła nas już to zrobili bądź robią. Tymczasem my dopiero teraz zaczynamy, ale lepiej późno niż wcale. Trzeba konsekwentnie w tym kierunku podążać.

          Dziękuję za rozmowę.      

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl