logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Wzmocnić kontrolę NGO-sów

Niedziela, 22 maja 2022 (11:18)

Ze Szczepanem Wójcikiem, prezesem Fundacji Polska Ziemia oraz Instytutu Gospodarki Rolnej rozmawia Rafał Stefaniuk

Instytut Gospodarki Rolnej, którym Pan Prezes kieruje, wziął pod lupę tzw. organizacje pozarządowe. Dlaczego?

– Instytut Gospodarki Rolnej wziął pod lupę nie tyle organizacje pozarządowe, ile raczej radykalnych, opłacanych z innych stolic aktywistów działających na szkodę naszej Ojczyzny za pomocą różnych szemranych NGO-sów. Zaangażowanie na rzecz dobra wspólnego jest czynem patriotycznym i odpowiadającym na katolicki obowiązek troski o bliźniego. Istnieje szereg wspaniałych stowarzyszeń i fundacji – choćby podtrzymujących pamięć o naszej narodowej historii – których członkowie robią kawał dobrej roboty dla Polski! Jakie było oburzenie, że rząd wsparł dotacjami organizatorów Marszu Niepodległości, albo jak silne są ataki na inicjatywy katolickie, gdy te skutecznie pozyskują środki. Tymczasem wielomilionowe dotacje z budżetów samorządowych czy unijnych nikogo przez lata nie oburzały! Strumień pieniędzy od Niemców dla radykalnej lewicy? Żaden problem! Ułamek tych kwot na polski patriotyzm czy wartości chrześcijańskie – skandal! Bardzo dobrze, że inicjatywy promujące polskość oraz broniące naszej wiary są wspierane! Muszę jednak odnotować z przykrością, że lewicowi aktywiści w Polsce, niestety, urządzili sobie eldorado i nikt nie kontroluje ich szemranej działalności.

Co Pan ma na myśli?

– Lewicowe NGO-sy otrzymują z zagranicy miliony złotych, jednak ciężko powiedzieć, byśmy mieli jako państwo polskie nad tymi dotacjami jakąkolwiek kontrolę. Jest to sytuacja szalenie groźna – jeśli ktoś dostaje regularnie duże przelewy środków, to staje się de facto uzależniony od swojego sponsora. Tymczasem aktywiści, którzy często zabierają głos w dyskusjach dotyczących filarów kluczowych dla polskiego bezpieczeństwa, w żaden sposób nie informują społeczeństwa o tym, że otrzymują wsparcie finansowe z innych państw. Ostatnie doniesienia prasowe wskazują, że część rzekomo „ekologicznych” organizacji była opłacana przez Kreml. Na wschodzie toczy się wojna, którą Rosja wytoczyła Ukrainie, ale w istocie to całemu światu zachodniemu, który ma zostać osłabiony, by nastąpiła odbudowa sowieckiego imperium. Tymczasem w Europie aktywiści, potencjalnie dotowani przez reżim Putina, nieniepokojeni przez nikogo lobbują w strategicznych sektorach gospodarki czy blokują wielkie inwestycje! To chore!

Jak ten problem można rozwiązać?

– W Instytucie uważamy, że należy uregulować ustawą funkcjonowanie organizacji, które są na tyle duże, by mieć istotny wpływ na polską politykę (można to określić, przykładowo, wskazując na wielkość rocznego budżetu takiego podmiotu), a które wpływają na bezpieczeństwo militarne, energetyczne bądź żywnościowe naszego kraju. Na bezpieczeństwo militarne – gdyż od tego zależy nasza niepodległość. Przez lata opowiadano, że obronność to przeżytek, a nawet nie tak dawno oczerniano polski przemysł zbrojeniowy, oskarżając producentów polskich karabinków „Grot” o to, że rzekomo nie nadają się one do użycia na polu walki. Ukraińcy z „grotów” są bardzo zadowoleni, a „pioruny” są skutecznie wykorzystywane przeciwko rosyjskiemu lotnictwu. Bezpieczeństwo energetyczne – gdyż organizacje pseudoekologiczne, realizując wymyśloną przez Niemców i Rosjan politykę, w istocie realizują interesy Gazpromu. Wreszcie bezpieczeństwo żywnościowe, o którym mówimy od dawna, a które było dość mocno lekceważone, gdyż wiele osób uwierzyło w „koniec historii” i to, że nigdy nie doświadczymy już głodu. Mieliśmy nie doświadczać też epidemii, a jednak ta nastąpiła. Wojny, choroby, klęski głodu – te wszystkie straszne rzeczy, niestety, zawsze będą dotykać ludzkość. Tymczasem aktywiści dążą do tego, by Polska była całkowicie bezbronna.

Czy to oznacza, że grozi nam głód?

– Nie, nam głód nie grozi. To dotknie biedniejsze kraje, natomiast w Polsce żywność drożeje i, niestety, będzie nadal drożała. Mogą nastąpić braki niektórych produktów lub ich reglamentacja. Nie jesteśmy w stanie tego w pełni zatrzymać, możemy jednak przynajmniej częściowo przeciwdziałać temu problemowi oraz zabezpieczyć się na przyszłość.

Skoro mamy potencjał produkcyjny i jesteśmy zabezpieczeni – w czym więc problem?

– Polscy producenci w ostatnim roku zarobili na eksporcie produktów rolno spożywczych 34 mld euro. Pieniądze uzyskane w ten sposób mogliśmy zainwestować w polską gospodarkę. W sektorze rolno-spożywczym są więc dwa istotne zadania. Po pierwsze: produkować żywność, aby zabezpieczyć w nią obywateli, i po drugie: sprzedać jej nadwyżkę. Czasy są dynamiczne – musimy się przygotować.

W jaki sposób?

– Po pierwsze – od lat ostrzegaliśmy, że organizacje antyhodowlane będą atakować rolnictwo. W każdym kraju zaczyna się tak samo – od ataku na hodowców zwierząt futerkowych, gdyż one najmniej kojarzą się z produkcją żywności. Argument, że likwidacja gospodarstw, w których hodowane są norki, oznaczać będzie znaczny skok cen żywności, traktowany jest z niedowierzaniem, jednak taka jest prawda. Zachęcam każdego do przemyślenia, czy na pewno chcemy likwidacji tej branży. Później przechodzi się do kolejnego etapu, który obserwujemy właśnie w Polsce – postulatów związanych z ograniczaniem produkcji i konsumpcji jaj, mięsa czy mleka. Finałem jest, oczywiście, całkowity zakaz produkcji rolnej. Aktywiści antyhodowlani mogą takie rzeczy opowiadać w Polsce i Europie, tymczasem w Rosji czy w Chinach rozwijany jest sektor rolny. Tak więc uregulujmy funkcjonowanie NGO-sów działających na szkodę bezpieczeństwa żywnościowego.

Co kolejne?

– Strategiczne inwestycje w naszym kraju nie mogą powstawać, gdyż ich blokada jest dziecinnie prosta. Mówię tu zresztą nie tylko o rolnictwie – to dotyczy też energetyki. Myślimy, niestety, jak nasi przodkowie przed wiekami: wyłącznie o własnym interesie, a niekoniecznie o interesie państwa, co w przeszłości doprowadziło naszą Ojczyznę do upadku. Trzeba od tego odejść – jeśli nie można tego zrobić wszędzie, to niech państwo przynajmniej wydzieli specjalne strefy, gdzie inwestorzy będą mogli uwolnić swój potencjał. Myślę też, że dobrym pomysłem byłoby opracowanie wieloletniego planu na rzecz rozwoju polskiego rolnictwa. Musimy umożliwić polskim przedsiębiorcom rolnym swobodne inwestowanie – bez niepotrzebnej biurokracji, oraz zagwarantować im, że w najbliższych latach ideolodzy nie zabronią prowadzenia własnej działalności gospodarczej, gdyż ta stoi w sprzeczności z ich lewicowym światopoglądem. Będziemy wówczas państwem, w którym żywność jest w dobrej cenie i dobrej jakości. Zachęcam też, oczywiście, do patriotyzmu ekonomicznego – gdy tylko możemy, wybierajmy polskie produkty. To bardzo ważne. Rozumieją to Niemcy, rozumieją to Francuzi. Wybierajmy polskie! Wreszcie – uważam, że musimy poszukiwać – jako polscy rolnicy – nowych rynków zbytu, dzięki czemu nadwyżki żywności będziemy mogli sprzedawać z zyskiem za granicą.

A co Pan sądzi o propozycjach rządu w zakresie uregulowania sposobu funkcjonowania organizacji pozarządowych?

– Pomysły, które przedstawiane są przez przedstawicieli rządu, oceniam pozytywnie i w wielu punktach są zgodne z naszymi postulatami. Zasadniczo mówimy tu o dwóch projektach rządowych – kancelarii premiera oraz Solidarnej Polski. Jest też projekt przygotowany w Instytucie Gospodarki Rolnej. Być może warto przeanalizować wszystkie trzy projekty, by stworzyć z nich jak najlepszą syntezę. Jesteśmy otwarci na dyskusję. Liczę też na postawę tej części opozycji, która mimo różnic politycznych potrafi rozumować w kategoriach polskiej racji stanu. Myślę, że są posłowie, którzy powinni pamiętać, kto i za czyje pieniądze obrzucał ich błotem tylko za to, że kochają Polskę i pamiętają, kto był bohaterem, a kto zdrajcą. Są też w ławach poselskich ludzie wybrani głosami polskiej wsi – oni też powinni pamiętać o tym, komu zawdzięczają swoje mandaty. Na szczęście nie jestem politykiem, więc powiem tak: ważne, by udało się zbudować konsensus, a zmiany, finalnie, weszły w życie. Jedno jest pewne – musimy wzmocnić naszą narodową kontrolę nad NGO-sami. Państwo nie może bać się aktywistów!

Uda się uzyskać większość niezbędną do tego, by projekt wszedł w życie?

– Mam nadzieję, że uda się zbudować jak najszerszą koalicję – nie tylko w parlamencie, ale także wśród organizacji pozarządowych, które będą wspierać większość sejmową przy podejmowaniu tej decyzji. Kto chciałby opowiedzieć się przeciwko transparentności? Należy się spodziewać absurdalnych zarzutów o „putinizację” Polski, choć regulacje te mają właśnie ochronić Polskę przed potencjalnymi rosyjskimi i niemieckimi wpływami. Nikt nie mówi przecież o likwidacji organizacji pozarządowych. Chodzi jedynie o to, że niektóre z wielkich NGO-sów mają większy wpływ na polską politykę niż partie polityczne – a przecież partie polityczne są uregulowane oddzielną ustawą choćby po to, żeby zapewnić ich transparentność i żeby nie mogły być finansowane z zagranicy, gdyż to prowadziłoby do sytuacji, w której w polskim Sejmie projekty ustaw powstawałyby pod dyktando obcych stolic. Powiem więcej – jestem bardziej niż pewien, że w tej ustawie powinny znaleźć się też różnego rodzaju ułatwienia dla małych organizacji pozarządowych, które nie obracają milionami, a które w swoim miasteczku chciałyby np. ufundować pomnik bądź tablicę pamiątkową, prowadzić świetlicę czy aktywizować bezrobotnych.

Rolnicy poprą te rozwiązania?

– Myślę, że organizacje rolnicze będą wspierać rządzących w tym zakresie, jednak muszą oni odważnie podjąć decyzję o wprowadzeniu ustawy. Nie może być tak, że aktywiści szantażują społeczeństwo i polityków. Kradną ludziom zwierzęta, uzurpują sobie prawa, których nie posiadają albo nie płacą podatków.

Rolnicy mieli też podpisaną deklarację o współpracy z prezydentem Andrzejem Dudą.

– Bardzo liczę na postawę prezydenta – jestem przekonany, że jako doktor nauk prawnych rozumie, jak ważne jest uregulowanie tej kwestii. Pamiętam doskonale, że pan prezydent, wbrew naciskom lewicowych aktywistów, do prób ograniczania wolności gospodarczej polskich rolników podchodził z dużym krytycyzmem i dlatego, bez względu na to, jak ocenimy poszczególne jego polityczne posunięcia w ostatnich latach, to jednak ufam, że złoży swój podpis pod tą ustawą. Uważam też, że na tyle, na ile jest to możliwe, w proces tworzenia tej ustawy powinna włączyć się również Kancelaria Prezydenta – prezydent znany jest z tego, że krytycznie podchodzi do tych projektów, przygotowanych nie dość precyzyjnie, które mogą budzić wątpliwości konstytucjonalistów i świata akademickiego, z którego przecież się wywodzi. Ja to bardzo cenię i pamiętam, jak stawał w obronie polskich rolników, których życie mogło zostać zrujnowane w wyniku ustawy, której brzmienie musiało budzić sprzeciw u każdego dobrego prawnika. Warto byłoby, żeby przedstawiciele prezydenta, osoby z jego politycznego zaplecza, miały szansę wypowiedzieć się na temat tego projektu po to, by prawo było przygotowane w sposób precyzyjny i, finalnie, nie budziło zastrzeżeń głowy państwa.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

Nasz Dziennik