logo
logo

Zdjęcie: R.Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Teczka szczególnego nadzoru

Sobota, 23 marca 2013 (02:06)

Teczka dotycząca zabezpieczenia wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu w 2010 r. zostanie odtajniona dopiero w 2015 roku. I to po decyzji specjalnej komisji. Niewykluczone jednak, że okres ten będzie wydłużony.

To był prywatny odwet byłego szefa BOR gen. Mariana Janickiego – wskazywali posłowie opozycji, domagając się od premiera wykluczenia podobnych działań w przyszłości. Chodziło u udostępnienie „Gazecie Wyborczej” informacji o przebiegu i zabezpieczeniu wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu w 2007 roku.

– Tutaj mamy do czynienia z prywatą, z osobistym zamówieniem, wykonaniem go przez służbę i dogadaniem się z mediami, i działaniem propagandowym, i to jest rzecz niedopuszczalna – mówił na sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych poseł Antoni Macierewicz (PiS).

– Mieliśmy do czynienia z pewną operacją polityczną, służbowo-gazetową – ocenił, uznając za naganny sposób postępowania byłego szefa BOR dotyczący przekazania mediom teczki zabezpieczenia wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego we wrześniu 2007 roku.

Publikacja na ten temat ukazała się w styczniu. Posłowie opozycji domagali się w tej sprawie przyjęcia odpowiedniego dezyderatu przez komisję. Sławomir Pięta (PiS) podkreślał, że należy domagać się od premiera podjęcia działań wykluczających na przyszłość użycie materiałów służb do gry propagandowo-politycznej.

– Nie mogę poddać tego pod głosowanie, bo byłby to dezyderat, który namawiałby premiera do złamania prawa – ripostował szef komisji poseł Marek Biernacki (PO). – Tutaj prawo nie zostało złamane, jeśli ktoś uważa inaczej, może złożyć wniosek do prokuratury – podsumował.

Obecni na komisji przedstawiciele Biura Ochrony Rządu bronili się, argumentując, że teczka dotycząca tej wizyty została – zgodnie z przepisami – odtajniona w 2010 roku. Nowy szef BOR płk Krzysztof Klimek wskazywał, że wnioski o dostęp do tej teczki złożyli dziennikarze.

– Mieliśmy tutaj do czynienia ze szczególnym uznaniem odchodzącego szefa służby, słusznie oskarżonego o niedopełnienie obowiązków w związku z tragedią smoleńską, który w ten sposób próbował rzucić potwarz na swoich poprzedników – ocenił Antoni Macierewicz.

– Czy była to prywatna wojna mojego byłego przełożonego, nie wypada mi tego oceniać – podkreślił Mirosław Depko, zastępca szefa Biura Ochrony Rządu. Dodał, że odtajnienie tej teczki „może miało jakiś cel, żeby porównać, jak to wcześniej wyglądało”.

Na te słowa zareagował Macierewicz, akcentując, że BOR przyznaje, iż celem było porównanie działań kierownictwa BOR w 2010 roku i w okresie poprzedzającym. Poseł zwrócił uwagę, że udostępniono materiał z 2007 roku redakcji, która upowszechnia „kłamstwo smoleńskie”, a nie przedstawiono materiału z 2010 roku, co jest nieuczciwe. Tymczasem to porównanie wypada źle, na niekorzyść 2010 roku.

– Tam dokonano inspekcji lotniska, był ogląd lotniska, tutaj go nie było, tam ściągnięto na gwałt, mimo przeciwdziałania strony rosyjskiej, jednak specjalną ochronę, w tym samochód pancerny, tutaj zdano się na Rosjan, którzy w ostatnim momencie ten samochód pancerny zawrócili – wskazywał Macierewicz.

Dopytywany przez posłów Depko przyznał, że teczka z 2010 r. może być odtajniona dopiero w 2015 r., i to po decyzji specjalnej komisji, ale jego zdaniem ten okres powinien być wydłużony. A poza tym teczka ta aktualnie znajduje się w dyspozycji prokuratury.

Posłowie wskazywali ponadto, że upublicznienie tej teczki naraża na szwank funkcjonariuszy i ujawnia działania BOR.

– Jeżeli nasi byli funkcjonariusze służb opowiadają dziennikarzom, opowiadają na otwartych konferencjach, w jaki sposób działamy, myślę, że to stanowi o wiele większe zagrożenie niż ujawnienie teczki zawierającej raptem 35 kart – kontratakował Depko.

– Chcę zapewnić, że na tej konferencji ani Pawlikowski, ani Grudziński nie ujawnili żadnych metod i form działania BOR – ripostował natychmiast Macierewicz.

Posiedzenie czym prędzej zakończył Biernacki, odrzucając możliwość głosowania jakichkolwiek dezyderatów zgłaszanych przez posłów Prawa i Sprawiedliwości.

Zenon Baranowski

Nasz Dziennik