logo
logo

Zdjęcie: arch. D.Gaszyńskiego/ Inne

Przeszłość Baumana trafiła pod strzechy

Wtorek, 2 lipca 2013 (02:05)

Aktualizacja: Wtorek, 2 lipca 2013 (10:48)

Z Dawidem Gaszyńskim, działaczem NOP, jednym z uczestników happeningu w trakcie wykładu Zygmunta Baumana na Uniwersytecie Wrocławskim, rozmawia Maciej Walaszczyk

 

Kiedy postawiono Panu zarzuty – zaraz po zatrzymaniu czy dopiero po kilku dniach?

– Najpierw zostałem wylegitymowany przez policję, a dopiero po kilku dniach dostałem wezwanie na komisariat, gdzie postawiono mi zarzuty. Nie wiem, ile osób jest w takiej samej sytuacji. Prasa pisała o ponad 20, z dnia na dzień sytuacja się zmienia. Jeśli policja ustali tożsamość kolejnej osoby, to wzywana jest w tej sprawie.

O co jesteście oskarżeni?

– To kodeks wykroczeń artykuł 51 paragraf 1, a więc zakłócanie porządku publicznego. Jeśli ktoś w nocy zakłóca ciszę nocną albo puszcza w mieszkaniu głośno muzykę, to również podpada pod ten właśnie artykuł.

Jaka sankcja grozi za takie zakłócenie?

– Kara grzywny do 5 tys. złotych. Mowa jest również o areszcie, ale pewnie w grę wchodzi ograniczenie wolności poprzez zasądzenie jakichś prac społecznych. Głowy sobie tym nie zaprzątam, ponieważ po naszych kilku wrocławskich manifestacjach próbowano nam stawiać gorsze zarzuty.

Policja jako dowód ma świadków czy nagrania?

– Trudno mi powiedzieć. Pewnie jedno i drugie. Podejrzewam, że świadkami będą sami policjanci, a nie jakieś osoby mocno zaangażowane w sprawę po drugiej stronie barykady. Do tego ekipa policyjna miała również kilku kamerzystów. Akcja była monitorowana, więc nie będą mieli z tym problemów, bo my niespecjalnie zaprzątaliśmy sobie głowę tym, że ktoś nas filmuje.

Jaką grupą stawiliście się na uniwersytecie?

– Było nas około stu. Akcja była nagłośniona do tego stopnia, że w prasie pojawiały się zapowiedzi naszego wystąpienia. W związku z tym z jego nagłośnieniem wśród ludzi nie było problemu, a my występowaliśmy z otwartą przyłbicą. Nie było tak jak w innych miastach, że ktoś z partyzanta próbował się wedrzeć na salę. Grzecznie zapowiedzieliśmy nasz udział w tym wykładzie i po prostu przyszliśmy.

Zaskoczył Pana fakt, że była tak duża ekipa policyjna, w tym antyterroryści?

– Dla mnie nie jest to już takie zaskoczenie. Od 13 lat angażuję się w działalność Narodowego Odrodzenia Polski. Tam, gdzie się angażujemy, służby na poziomie operacyjnym działają jeszcze mocniej. Dla mnie największym zaskoczeniem było to, że ogóle wpuszczono nas na wykład. Byłem przekonany, że ten budynek będzie obstawiony policją, która będzie wyławiać ludzi wchodzących na uniwersytet. Dlatego zetknięcie ze służbami porządkowymi było wkalkulowane w całą akcję.

Zetknąłem się z opiniami, że władza chciała wykorzystać obecność pikietujących do bieżącej polityki, liczono na prowokację, że będzie awantura z funkcjonariuszami, jakieś antysemickie hasła. Nazajutrz wypowiadał się na ten temat minister spraw wewnętrznych. Jak Pan to skomentuje?

– Czasem, gdy jakaś akcja wymknie się spod kontroli, dorabia się od razu do tego opinie, że to są prowokatorzy. Przy okazji wykładu Baumana ktoś nawet mówił, że to Tusk miał wyjść z tak przemyślaną prowokacją itp. Ja naprawdę bardzo nie lubię tej ekipy rządowej, ale wydaje mi się, że posługiwanie się tak daleko idącymi teoriami jest nieporozumieniem. Jedno jest pewne: służby doskonale wiedziały, co się będzie działo, i się do tego przygotowały. Natomiast my nie ukrywaliśmy niczego z naszych zamiarów. Zaskoczeniem dla tych, którzy organizowali ten wykład, była po prostu skala tego, co udało nam się zrobić. Oni nie byliby w stanie wyreżyserować czegoś bardziej spektakularnego.

Kilka lat temu IPN publikował teksty naukowe opracowane na podstawie materiałów zgromadzonych w archiwach, demaskujące postać majora Baumana jako funkcjonariusza KBW i współpracownika Informacji Wojskowej. Skutek zakłócenia przez Was wykładu jest taki, że duża część opinii publicznej nadrobiła braki w wiedzy na jego temat. Cel został osiągnięty?

– To był nasz jedyny cel. Natomiast celem doraźnym było wskazanie grupom działającym w różnych niewielkich miastach, by występować w takich sytuacjach z przytupem, by zrobić wszystko, co jest możliwe, gdy spotyka się na swojej drodze NKWD-zistę. Dzisiaj na pewno Bauman jest na ustach wszystkich i nie ma problemu ze znalezieniem informacji, że był w KBW i IW. Niestety, nie zawsze książki pisane przez ciekawych ludzi są czytane.

Byli wśród Was również kibice Śląska Wrocław, na trybunach którego motyw choćby żołnierzy wyklętych pojawił się kilka lat temu. Były spotkania, manifestacje z okazji 1 marca, marsz rotmistrza Pileckiego.

– Byli kibice Śląska Wrocław i Sparty Wrocław. Ostatnio byłem zaskoczony prawdomównością „Gazety Wyborczej”, która napisała o tych środowiskach, że są obecnie jednością, ponieważ trudno określić linie podziału, kto jest narodowcem czy kibicem. To się wzajemnie uzupełnia, ktoś hobbystycznie chodzi sobie na stadion, a w sferze politycznej działa np. w NOP.

 

Dziękuję za rozmowę.

Maciej Walaszczyk

Nasz Dziennik