logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: arch/ -

Odkryte karty Gibraltaru

Środa, 3 lipca 2013 (02:09)

Już we wrześniu możemy poznać wyniki śledztwa w sprawie katastrofy lotniczej w Gibraltarze, w której zginął gen. Władysław Sikorski – dowiedział się „Nasz Dziennik”.

Dobiega końca śledztwo pionu śledczego Instytutu Pamięci Narodowej w sprawie katastrofy lotniczej w Gibraltarze, do której doszło 4 lipca 1943 roku. Zginął w niej Naczelny Wódz i szef rządu RP gen. Władysław Sikorski.

Jak mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prokurator Marcin Gołębiewicz, naczelnik Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie, śledztwo, choć jeszcze merytorycznie niezakończone, jest już w fazie końcowej.

– To dosyć obszerne postępowanie. Zgromadzono szereg dowodów i materiałów źródłowych. Zakończenie takiego postępowania musi potrwać kilka tygodni. Na dzień dzisiejszy takiej decyzji końcowej jeszcze nie ma – mówi Gołębiewicz.

Na potrzeby dochodzenia zgromadzono już wszystkie niezbędne dokumenty, w tym opinię kompleksową, opinie cząstkowe dotyczące sekcji po ekshumacji osób, które zginęły w katastrofie, oraz materiały z przesłuchań świadków.

– Napływają różne dokumenty, m.in. dotyczące tła historycznego, które mają większe bądź mniejsze znaczenie. Niemniej, my przede wszystkim mówimy o tych dokumentach, materiałach czy informacjach, które rzutowałyby na główny wątek śledztwa, czyli na przyczynę śmierci, przyczynę katastrofy. Najprawdopodobniej po wakacjach zakończy się postępowanie – zapowiada prokurator.

Rozstrzygnięcie końcowe będzie nieprawomocne. Rodzinom jako stronom postępowania przysługuje prawo zaskarżenia decyzji do sądu.

– To tak, jak było chociażby w sprawie dotyczącej śmierci Grzegorza Przemyka. Dopóki postanowienie nie było prawomocne, wszystkie materiały zalegały w sądzie. Był tylko komunikat informujący o fakcie zakończenia postępowania i że to rozstrzygnięcie nie jest prawomocne. To jest zbyt obszerne postępowanie, by po zgromadzeniu materiałów ot tak po prostu je zakończyć. To nie jest jedno pociągnięcie pióra – tłumaczy śledczy.

Będzie publikacja

Po uprawomocnieniu decyzji prokuratury część materiałów ze śledztwa zostanie opublikowana. – Chodzi przede wszystkim o dokumentację dotyczącą prac sekcyjnych po ekshumacji i opinię kompleksową, opracowaną na podstawie wyników sekcji. To materiał, który nigdzie indziej nie jest znany, dokumenty oparte na wiedzy medycznej pracowników naukowych, lekarzy. Na pewno w jakiejś części te materiały postaramy się udostępnić – zapowiada prokurator.

Na potrzeby śledztwa ekshumowano szczątki czterech osób: generała Władysława Sikorskiego, generała Tadeusza Klimeckiego, pułkownika Andrzeja Mareckiego i porucznika Józefa Ponikiewskiego. Szczątki poddano szczegółowym badaniom sądowo-lekarskim. W opinii łącznej dotyczącej interpretacji obrażeń biegli wskazali, że przyczyn śmierci ofiar nie da się wytłumaczyć np. pobiciem, postrzałami z broni palnej czy pozorowanymi urazami zadawanymi po zgonie. Obrażenia są charakterystyczne dla ofiar wypadków komunikacyjnych lub upadków z dużej wysokości.

Jednym z bardziej wnikliwie badanych wątków była wiarygodność zeznań pierwszego pilota kapitana Eduarda Prchala, który przeżył katastrofę. Do dziś budzą one szereg wątpliwości co do rzeczywistych jej przyczyn. Wyjaśnienia wymagał m.in. fakt, kiedy i w jakim momencie w trakcie wypadku Prchal założył kamizelkę ratunkową, w której wyłowiono go z wody. Okoliczność tę potwierdzano na podstawie zeznań naocznego świadka.

W drodze pomocy prawnej przesłuchano na terenie Wielkiej Brytanii i Hiszpanii dwóch naocznych świadków zdarzenia. Pierwszy z nich był radiotelegrafistą na okręcie ratunkowym brytyjskiej marynarki wojennej, który uczestniczył w akcji ratunkowej bezpośrednio po katastrofie liberatora. Drugi jako płetwonurek brał udział w podejmowaniu szczątków z wody.

Według oficjalnej wersji opisującej okoliczności katastrofy Consolidated LB-30B „Liberator” Mk II numer ewidencyjny AL 523, wydanej na podstawie raportu z prac komisji kierowanej przez dowódcę Dowództwa Lotnictwa Obrony Wybrzeża Królewskich Sił Powietrznych gen. Johna Slessora, jej przyczyną była blokada sterów wysokości. Doszło do niej z przyczyn niemożliwych do ustalenia. Raport, oparty na zeznaniach Prchala, wykluczał możliwość sabotażu jako przyczyny katastrofy, choć nie podano żadnych okoliczności, które przesądzają o wykluczeniu takiego scenariusza.

– Musieliśmy zestawić materiały związane z komisją powypadkową, potem pracą komisji polskich powołanych – umownie mówiąc – przez rząd londyński, które wydały takie, a nie inne oświadczenie. Trzeba było się także przyjrzeć, w jaki sposób i w jakich fragmentach podjęto wrak samolotu, jak również osobie kapitana Prchala, w tym materiałom dotyczącym jego losów powojennych. Prchal przebywał w Czechosłowacji, potem w bardzo spektakularny sposób uciekł stamtąd drogą lotniczą i znalazł się w Stanach Zjednoczonych. Te informacje też miały dla nas znaczenie, bo przecież to była jedyna osoba, która przeżyła katastrofę – kwituje prok. Marcin Gołębiewicz.

Piotr Czartoryski-Sziler

Nasz Dziennik