logo
logo

Zdjęcie: R.Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Sowiecki afekt śledczych

Poniedziałek, 22 lipca 2013 (02:00)

Prokuratura odwołała się od decyzji sądu o oddaleniu aktu oskarżenia w sprawie oblania czerwoną farbą pomnika Polsko-Sowieckiego Braterstwa Broni na placu Wileńskim w Warszawie i Wdzięczności Armii Czerwonej w parku Skaryszewskim – dowiedział się „Nasz Dziennik”.

 

To jeszcze nie koniec sądowej batalii o „zniszczenie” sowieckich pomników w Warszawie.

– Stwierdziliśmy, że to orzeczenie jest prawnie niezasadne, więc złożyliśmy zażalenie – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prok. Paweł Śledzicki, szef Prokuratury Rejonowej Warszawa Praga-Północ. – Sąd w postanowieniu umorzył sprawę, stwierdził, że brakuje znamion popełnienia tego występku, zniszczenia tego pomnika – zwraca uwagę.

– Zażalenie będzie miało swój dalszy bieg w sądzie okręgowym dla Warszawy-Pragi, ale zostało wniesione za pośrednictwem tegoż sądu rejonowego, tak wygląda procedura – wyjaśnia.

Wniosek prokuratury trafił już do sądu okręgowego. – Zażalenie zostało zarejestrowane pod sygn. VIKz 631/13, termin posiedzenia w przedmiocie rozpoznania zażalenia nie został jeszcze wyznaczony – mówi Joanna Adamowicz z Biura Informacyjnego Sądu Okręgowego Warszawa-Praga w Warszawie.

Po dochodzeniu przeprowadzonym przez policję prokuratura wniosła do sądu akt oskarżenia, w którym zarzuciła dwóm osobom znieważenie dwóch pomników przez oblanie czerwoną farbą i namalowanie napisu: „czerwona zaraza”.

W postanowieniu z 12 lipca br. sędzia Sądu Rejonowego Warszawy Pragi-Północ Ewa Grabowska uznała, że młodzi ludzie nie popełnili przestępstwa, mimo że są dowody na pomalowanie obu monumentów.

„Oba obiekty wzbudzają wiele kontrowersji i emocji zarówno wśród historyków, jak i mieszkańców Warszawy. Dla jednych są one symbolem komunizmu, dla innych zakłamanym świadectwem w historii dziejów Polski, kiedy to armia sowiecka nie udzieliła pomocy Powstaniu Warszawskiemu” – napisała Grabowska w uzasadnieniu, zwracając uwagę, że monument Braterstwa Broni jest otoczony z trzech stron przez budynki, w których „sowiecki aparat bezpieczeństwa dokonywał represji na obywatelach polskich związanych przede wszystkim z konspiracją niepodległościową”.

Sędzia zaznaczyła, że już dwukrotnie próbowano zdemontować pomnik określany mianem „Czterech Śpiących”.

Po dokonaniu analizy sąd stwierdził, że oba obiekty „nie mogą zostać uznane za pomniki” w rozumieniu prawa karnego. „Zdaniem Sądu obiekty te nie spełniają definicji pomnika, bowiem ochronie prawnej podlega obiekt wzniesiony dla upamiętnienia zdarzenia bądź uczczenia osoby, której ta cześć jest należna” – uzasadniała sędzia.

„Niestety te wymuszone pomniki, bo tak należy je nazwać, są jedynie symbolem komunizmu, zakłamanej historii Polski oraz – jak słusznie podkreślił obrońca oskarżonego L. – ’namacalnym symbolem przymusowej sowieckiej okupacji’”.

Sąd zwrócił uwagę, że ekspertyzy załączone przez obrońcę drugiego oskarżonego B. „dobitnie obrazują brak cech pomnika obu obiektów”. Są to opinie prof. Wojciecha Roszkowskiego i Instytutu Pamięci Narodowej.

Jak stwierdza sąd, w „obecnych realiach politycznych z krajobrazu naszego kraju zniknęło wiele pomników dokumentujących poprzednią epokę. Również obiekty ’Wdzięczności Armii Radzieckiej’ oraz ’Braterstwa Broni’ powinny ulec rozebraniu, tym bardziej iż takie wnioski były składane już dwukrotnie”. „Fakt, iż oba obiekty nadal istnieją, nie nobilituje ich do rangi pomnika i nie uzasadnia ochrony prawnokarnej” – uznała sędzia.

– To znakomite podejście od zupełnie innej strony. Kibicuję, żeby to się utrzymało i wtedy można by na tej zasadzie usunąć inne pomniki w całej Polsce, które ewidentnie upamiętniają Armię Czerwoną – podkreśla Jerzy Bukowski, rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie. – Zwłaszcza że ustawa o dekomunizacji, którą przyjął Senat, nie obejmuje pomników, tylko ulice i place – dodaje.

– Całym sercem zgadzam się z tym, co napisała sędzia – mówi „Naszemu Dziennikowi” Tomasz Pisula, prezes Fundacji Wolność i Demokracja. Z inicjatywy fundacji powstał Komitet Społecznego Sprzeciwu „Nie dla Czterech Śpiących”. – Pani sędzia jasno powiedziała, co myśli o tych pomnikach. Można się pod tym podpisać obiema rękami. Mam nadzieję, że to zostanie utrzymane – dodaje. – Tego typu obiekty powinny się znaleźć w muzeum lub skansenie – uważa Bukowski.

Pomnik „Czterech Śpiących” zdemontowano z powodu budowy metra pod koniec listopada 2011 roku. Według planów miasta ma zostać ponownie postawiony po wcześniejszej renowacji, co będzie łącznie kosztowało ok. 2 mln złotych. Protestuje przeciwko temu Fundacja Wolność i Demokracja.

– Wydawanie publicznych pieniędzy na restytucję pomnika Braterstwa Broni, które było braterstwem fikcyjnym – monumentu stojącego w pobliżu przynajmniej pięciu udokumentowanych miejsc, gdzie mordowano żołnierzy Armii Krajowej i podziemia niepodległościowego – należy uznać za absurdalne – argumentuje jej prezes. Pisula informuje, że zebrano kilkanaście tysięcy podpisów pod protestem przeciwko powrotowi monumentu.

– Zakończyliśmy formalny tryb. Ale cały czas te podpisy do nas spływają – podkreśla. – Dostajemy podpisy od powstańców warszawskich. Są to osoby, które walczyły na Pradze, tym ludziom nie trzeba przypominać, czym była Armia Czerwona, i tutaj tłumaczenia, jak te pani Gronkiewicz-Waltz, że ta armia nas wyzwalała, są po prostu śmieszne – dodaje Pisula.

– Próbowaliśmy kwestię pomnika poruszyć na radzie miasta. Radni PO nam to uniemożliwili. Miasto stoi twardo na stanowisku, że ten pomnik powinien tam być – ubolewa. Chociaż pojawiły się pogłoski, że może ostatecznie zostanie przeniesiony na cmentarz żołnierzy sowieckich.

– Ale mam wrażenie, że te plotki są rozpuszczane, żeby uspokoić atmosferę – uważa Pisula.

– Dla nas kwestia tego pomnika jest jednym z głównych powodów, dla których należałoby odwołać panią prezydent – dodaje.

Zenon Baranowski

Nasz Dziennik