logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Platforma doprowadziła system ochrony zdrowia do zapaści

Czwartek, 12 września 2013 (20:36)

Z Marią Ochman, przewodniczącą Krajowego Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Z jakimi problemami pracownicy służby zdrowia przybywają do Warszawy?

– Polityka zdrowotna w Polsce jest w stanie zapaści i problemów w tej dziedzinie jest wiele. Pierwszym naszym postulatem jest zwiększenie finansowania ochrony zdrowia. Niestety, Polska jest nadal krajem, gdzie finansowanie służby zdrowia, liczone w procentach PKB, jest jednym z najniższych w Europie. Jesteśmy gdzieś między Rumunią a Albanią, przy czym zdaje się, że Rumunia już nas wyprzedziła. Mimo deklaracji premiera Tuska i kolejnych ministrów zdrowia tego rządu, że te nakłady będą rosły, to, owszem, rosną, ale sumy wyciągane z naszych kieszeni, kieszeni podatników związane chociażby z refundacją leków czy dopłacaniem, i to niemało, do części świadczeń medycznych. Konieczne jest także uszczelnienie systemu finansowania w ochronie zdrowia, a przede wszystkim wprowadzenie precyzyjnego, jednolitego systemu rejestrowania świadczeń zdrowotnych, monitorowania tych świadczeń i ich jakości, ale również monitorowania np. ordynacji lekarskiej. Wiemy bowiem, że lekarze na skutek zmiany ustawy refundacyjnej, w obawie przed konsekwencjami finansowymi ze strony NFZ bardzo często wypisują ubezpieczonym pacjentom leki płatne sto procent. Gdyby był taki jednolity system w całej Polsce – który nota bene miał wystartować razem z reformą systemu ubezpieczeń zdrowotnych, a mimo upływu 15 lat wciąż nie istnieje; system umożliwiający monitorowanie przepływu pieniędzy z naszych składek – to mielibyśmy pewność, że nasze pieniądze są odpowiednio wydatkowane. Niestety, to wszystko to wciąż tylko pobożne życzenia.

Jak „Solidarność” podchodzi do prywatyzacji w służbie zdrowia, która zatacza coraz szersze kręgi?             

– Jako związek domagamy się powstrzymania procesów prywatyzacyjnych, które odbywają się w Polsce. Są one prowadzone pod hasłami bilansowania, oszczędzania i lepszego gospodarowania. Powiedzmy sobie uczciwie, że wiele szpitali gdyby nie misja służenia pacjentom, ratowania zdrowia i życia pacjentów z powodu niepłacenia przez NFZ za nadwykonania musiałoby przerwać swoją działalność. Dlatego placówki te, wykonując świadczenia, za które nikt im nie płaci, funkcjonują, zadłużając się coraz bardziej. Tymczasem ustawa przyjęta przez minister Ewę Kopacz mówi wyraźnie, że szpital, który ma ujemny wynik finansowy, ma być albo przekształcony w spółkę prawa handlowego, albo zostanie zlikwidowany. Takie podejście to droga donikąd. Najbardziej uderza to w szpitale świadczące bardzo kosztowne procedury wysoko specjalistyczne ratujące życie, które to placówki są najbardziej pożądane w systemie, a ze względu na niedoszacowanie kontraktów i z uwagi na to, że leczą wszystkich, mają największe problemy finansowe.  Tak dalej być nie może. Państwo musi opracować założenia, stworzyć system publiczny, który będzie kierował się misją w przeciwieństwie do biznesu, który kieruje się zyskiem. Zdrowie nie jest towarem, a misja ratowania życia powinna być ponad wszystko.

W swoich postulatach wiele miejsca Związek poświęca kwestii poprawy dostępności do świadczeń medycznych, z którą też jest źle…

– Dostępność do świadczeń medycznych powinna być zawsze niezależnie od pory roku, co wiąże się ze wspomnianymi już nadwykonaniami, ale także porą dnia. Są jednak szpitale planowe, które przyjmują pacjenta w trybie jednodniowym, gdzie jest on operowany i wypisywany często w tym samym dniu. Niestety, inni pacjenci, którzy mają problemy zdrowotne czy np. są po wypadku samochodowym, w takich placówkach nie znajdą pomocy. To niedopuszczalne.

Czy tego typu szpitale są potrzebne w systemie?

– Być może tak, ale powinny mieć bardzo wąską rolę uzupełniającą ofertę szpitali pełnoprofilowych, które pozostają w gotowości i które są otwarte na przyjęcie pacjenta 24 godziny na dobę.

Mówiąc o poprawie dostępności, domagamy się tego, aby pacjent mógł korzystać także z ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, nie czekając miesiącami na wizytę u lekarza specjalisty, a w razie potrzeby zabiegu operacyjnego nie był skazany na kilkuletnie oczekiwanie, jak chociażby w przypadku wszczepienia endoprotezy stawu biodrowego. Ponadto żeby pacjent bez przeszkód mógł skorzystać z leczenia uzdrowiskowego, na które trzeba czekać nawet dwa lata, a które rząd w ogóle planuje wyrzucić z koszyka świadczeń.  

Jakie miejsce w związkowych postulatach zajmują kwestie pracownicze?

– Służba zdrowia jak mało która branża jest dotknięta plagą umów śmieciowych, umów kontraktowych. Szpital tak naprawdę przestał być miejscem pracy, a stał się miejscem, gdzie spotykają się zewnętrzne firmy świadczące usługi w różnych zakresach, które robią biznes na organizmie szpitala. Klasycznymi przykładami są kuchnie szpitalne, które są firmami zewnętrznymi, podobnie jak firmy sprzątające, pralnie czy laboratoria. Jeżeli do tego dodamy lekarzy czy pielęgniarki, którzy są na kontraktach, to etatowymi pracownikami szpitala pozostają już chyba tylko ordynatorzy, bo nawet dyrektorzy są na kontraktach menedżerskich. Szpital nie jest już zatem miejscem, gdzie pracowników konsoliduje się wokół misji, ale jest to miejsce, gdzie poszczególni pracownicy pracują na rzecz swoich firm. Szpital staje się miejscem wyciskania pieniędzy dla poszczególnych grup interesu. W takim systemie po pierwsze nie da się normalnie pracować, po drugie, trudno osiągnąć sukces czy satysfakcję, a po trzecie, w takiej atmosferze pacjent czuje się zupełnie zbędny jak rzecz.

Apelujemy też o poważne traktowanie i dostrzeganie problemów pracowniczych związanych ze szkoleniami, podnoszeniem kwalifikacji, awansu społeczno-zawodowego na miejscu w Polsce. Nie chcemy wyjeżdżać za granicę.

Niestety, dramatycznie wzrasta też wiek pielęgniarek, bo nasze starsze koleżanki odchodzą na emeryturę, a na ich miejsce nie ma chętnych, bo ten zawód został zdeprecjonowany i jest źle opłacany. Zła polityka sprawiła, że brakuje też lekarzy specjalistów w poszczególnych dziedzinach: pediatrów, geriatrów, psychiatrów. Tymczasem coraz więcej Polaków nie wytrzymuje tempa życia i skonfliktowania wszystkich ze wszystkimi, jakie zafundowała nam obecnie rządząca koalicja PO – PSL. Zmienia się nie tylko demografia, ale wzrasta też zachorowalność, ale nikt nie myśli o tym, żeby wyjść naprzeciw oczekiwaniom.

Co jest największą bolączką systemu ochrony zdrowia w Polsce? Czy tylko brak pieniędzy?

– Jest to problem wielowymiarowy. Problemy są przyczynowo-skutkowe, jest to ciąg zależności. Nie wystarczy dosypać pieniędzy, dopóki nie załata się dziur, którymi te pieniądze wyciekają. Według mnie, największym problemem systemu ochrony zdrowia jest brak właściwego nadzoru państwa, nad czymś, co można określić mianem grabienia czy rabunku w służbie zdrowia, który odbywa się w biały dzień. Mamy do czynienia z niszczeniem dorobku całych pokoleń, który odbywa się w majestacie prawa. Już nie mówię tu o szpitalach, które są sprzedawane, bo samorządy nie są w stanie ich utrzymać. Są prywatne konsorcja, nad którymi nikt nie panuje, tymczasem za chwilę możemy mieć do czynienia ze zmowami świadczeniodawców i problem, jaki się pojawił w przypadku prywatyzacji lecznictwa otwartego. Nie ma żadnego monitoringu, łamana jest Konstytucja RP, bo dramatycznie pogarsza się dostępność do świadczeń zdrowotnych. Są województwa jak lubuskie czy zachodniopomorskie, gdzie żeby trafić na szpital pełnoprofilowy, który będzie całodobowo przyjmował pacjentów, trzeba przejechać 180 czy nawet 200 km. To wszystko świadczy o tym, że państwo porzuciło ochronę zdrowia.

Jest choć jedna dziedzina w ochronie zdrowia, której można by wystawić ocenę przynajmniej dostateczną?

– Była… Ma tu na myśli dobrze działającą Państwową Inspekcję Sanitarną, która poradziła sobie chociażby z problemem dopalaczy, sprawą E.coli czy z wieloma innymi sytuacjami. To służba, która działała w sposób bardzo sprawny, dobrze zorganizowany, może dla niektórych nawet za bardzo, przypomnę tylko słynne kontrole w ośrodkach zdrowia, gdzie przebywały dzieci czy w gastronomii. Owszem, sanepidu wszyscy się bali, ale respekt gwarantował społeczeństwu bezpieczeństwo żywności i zdrowie. Dzisiaj niestety ta inspekcja jest niszczona. Jest jeszcze czas, żeby ten proces powstrzymać, ale im dłużej ta ekipa będzie rządzić Polską, to nawet ta świetnie zorganizowana Państwowa Inspekcja Sanitarna, której zazdrościli nam politycy przybywający do Polski podczas naszej prezydencji w UE, zostanie zniszczona, i tym mniejsze będą szanse na jej uratowanie. Jeżeli tak się stanie, w planach jest przejęcie np. badania żywności przez resort rolnictwa, za którym stoi PSL. Możemy zatem dojść do kuriozalnej sytuacji, kiedy producent sam będzie kontrolował to, co podaje nam na stół.

Czemu służy debata „Służba zdrowia, system, pacjent, pracownik – misja czy zysk?”?

– Ta debata ma przede wszystkim zwrócić uwagę, że są to problemy bardzo ważne dla związków zawodowych. Również przyjęta kolejność jest tu nieprzypadkowa. Nie będziemy na początku mówić o sprawach pracowniczych, ale o tym, jaki system ochrony zdrowia powinien powstać w Polsce, jak zapewnić najlepsze warunki leczenia pacjentom, bo sami także jako pacjenci mamy problem z odnalezieniem się w tej chorej sytuacji.

Do czego zaprowadzi nas polityka rządu Donalda Tuska w ochronie zdrowia?

– Myślę, że powinniśmy tu mówić niestety, ale już o fakcie dokonanym. Polityka koalicji PO – PSL doprowadziła nas do zapaści. Śp. prof. Zbigniew Religa, kiedy obejmował urząd ministra zdrowia i przygotował pakiet niezbędnych ustaw, mówił, że aby naprawić system ochrony zdrowia, trzeba siedmiu lat. Tymczasem Platforma Obywatelska przez siedem lat rozwaliła wszystko. Doprowadziła do niepotykanego w historii zadłużenia i jeżeli te rządy potrwają dłużej, to dojdzie do całkowitego rozkradzenia szpitali, dojdzie do sytuacji, kiedy Polacy nie będą mieli się gdzie leczyć.

Platforma Obywatelska wpadła we własne sidła. Sztandarowa ustawa PO o działalności leczniczej ta, która nałożyła na szpitale wspomniany wcześniej przymus ekonomiczny, czyli przekształcanie się placówek w spółki prawa handlowego w przypadku, kiedy będą miały dług, tę ustawę do Trybunału Konstytucyjnego zaskarżyła Hanna Gronkiewicz-Waltz ze swoją Radą Miasta Warszawy pod kierownictwem przewodniczącej Ewy Malinowskiej-Grupińskiej – żony Rafała Grupińskiego, przewodniczącego Klubu Parlamentarnego PO. To najlepiej pokazuje, że jest to początek końca, upadku tego rządu, tej władzy. Problem w tym, żeby to nastąpiło jak najszybciej, żebyśmy mogli jak najwięcej uratować.  

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl