logo
logo

Zdjęcie: M.Marek/ Nasz Dziennik

Z Katynia do Wiednia

Wtorek, 17 września 2013 (02:00)

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

Dawali ludziom radość, przypominali o dziejach rodaków, którzy żyli i ginęli na Kresach. Po trzech tygodniach XIII Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński powrócił do kraju.

 

W ciągu 22 dni uczestnicy rajdu przebyli blisko 7,5 tys. kilometrów. Podróżowali przez dziewięć państw. Docierali do miejsc, w których na przestrzeni historii ginęli Polacy, gdzie byli bestialsko mordowani, ale też do tych, w których nasi rodacy wciąż żyją i oczekują na najmniejsze gesty pamięci z Ojczyzny.

Podczas rozpoczętej 24 sierpnia w Warszawie podróży uczestnicy XIII MMRK odwiedzili najpierw Sokółkę, gdzie oddali hołd pomordowanym na Wschodzie. Na Litwie odwiedzili m.in. Kopciowo, gdzie znajduje się grób Emilii Plater, i Koniuchy, wioskę wymordowaną przez żydowsko-bolszewicki oddział partyzancki, oraz Wilno.

Po przekroczeniu granicy Białorusi dojechali m.in. do Krupy, gdzie znajdował się majątek płk. Witolda Pileckiego. Byli też w Bogdanowie. Tam na motocyklistów czekali mieszkańcy polskiego sierocińca. Uczestnicy rajdu przywieźli im podarunki zebrane w Polsce dzięki hojności ludzi dobrej woli. Od katastrofy samolotu Tu-154M rajd, przemierzając Rosję, dociera do Smoleńska. Motocykliści modlili się także w Katyniu i Miednoje, gdzie z rąk NKWD ginęli polscy oficerowie.

Na Ukrainie dotarli m.in. do Kijowa, Huty Pieniackiej, Kamieńca Podolskiego. Potem na chwilę uczestnicy rajdu przenieśli się na polskie drogi, by z Krakowa śladem króla Jana III Sobieskiego dojechać pod Wiedeń i uczestniczyć w obchodach upamiętniających 330. rocznicę odsieczy wiedeńskiej. Następnie rajd przez Czechy dotarł na Jasną Górę i w niedzielę wrócił do Warszawy.

– XIII rajd, zresztą jak wszystkie inne, można zaliczyć do udanych. Powitanie, jakie na zakończenie zgotowano nam w Warszawie, było naprawdę niezwykle wzruszające – powiedział „Naszemu Dziennikowi” Wiktor Węgrzyn, komandor XIII MMRK.

Niestety na trasie motocyklistom przydarzyły się dwa wypadki, ale stan zdrowia ich uczestników jest coraz lepszy. Spotkali się też po drodze z niechęcią. To opisywane przez „Nasz Dziennik” perturbacje z władzami obwodu smoleńskiego, które limitowały czas pobytu rajdu na swoim terenie.

Z tego powodu najbardziej ucierpiały dzieci z ośrodka w Czerwonym Borze – trzeba było tam skrócić pobyt i tym razem odebrano dzieciom przyjemność jazdy na motocyklach. Z kolei w Chocimiu na Ukrainie na rajd w tym roku właściwie nikt nie czekał, a uroczystości musieli zorganizować sami jego uczestnicy.

Wiktor Węgrzyn zaznaczył, że mimo wszystko tego rodzaju incydenty nie zniechęcają, bo – jak podkreślił – problemy czynią tę wyprawę ciekawszą.

O ile jednak rzucanie kłód pod nogi uczestnikom Rajdu Katyńskiego za wschodnią granicą nie dziwi, to niestety tego rodzaju trudności przydarzały się też w Polsce. Tak np. w Krakowie motocykliści ze skrzydłami husarskimi nie zostali wpuszczeni na Wawel.

Bywały jednak i miłe chwile, jak wizyta w Austrii. – Byliśmy gorąco przyjęci przez rektora seminarium na Kahlenbergu. Rektor pojechał przed nami skuterem, za nim przez Wiedeń podążyło około 150 motocykli, a 28 ze skrzydłami husarskimi. Było to niezwykłe wydarzenie – podkreślił Węgrzyn.

Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński organizowany jest od 2001 roku przez Stowarzyszenie Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński. Impreza odbywa się z inspiracji śp. ks. prałata Zdzisława Peszkowskiego. Inicjatywa jest żywą lekcją historii i patriotyzmu. Jej uczestnicy swoją obecnością przypominają o rodakach, którzy ginęli za Ojczyznę. Przy okazji niosą pomoc Polakom, którzy wciąż mieszkają na Wschodzie.

 

Marcin Austyn

Nasz Dziennik