logo
logo

Zdjęcie: A.Kuczyński/ Inne

Kim są ofiary z Włodzimierza?

Wtorek, 24 września 2013 (02:00)

Prace ekshumacyjne we Włodzimierzu Wołyńskim wkraczają w fazę kulminacyjną. Właśnie odkryto kolejne trzy mogiły, w których mogą spoczywać Polacy

– Odsłaniane są kolejne trzy mogiły, mniejsze od odkrytych w latach poprzednich, o zupełnie innym charakterze. Największa z nich ma rozmiary 5 na 4 metry. Ciała ewidentnie wskazują na to, że te osoby zostały zamordowane w innym miejscu, a ich zwłoki zostały wrzucone później do przygotowanej wcześniej mogiły – mówi kierująca pracami dr Dominika Siemińska z Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.

Przy szczątkach specjaliści znajdują bardzo dużo przedmiotów osobistych. To obuwie, fragmenty tkanin od ubrań, guziki i różne inne rzeczy.

– Kolejne dwie mogiły, które są trochę mniejsze, czekają jeszcze na ekshumacje – zaznacza dr Siemińska.

Archeolodzy eksplorują majdan średniowiecznego grodziska, w miejscu, gdzie stał kiedyś zamek Kazimierza Wielkiego.

– Prowadzone przez stronę polską prace zostały wywołane na skutek znaleziska zgłoszonego przez archeologów ukraińskich, którzy prowadzili tam wcześniej badania archeologiczne polegające na poszukiwaniu pozostałości tego zamku. Natrafili oni na zbiorową mogiłę. Niedaleko niej znaleźli polskie guziki wojskowe i polską odznakę policyjną – relacjonuje Siemińska.

Miejsce to, choć znajduje się w centrum Włodzimierza, to jednak od XIX wieku – gdy pośrodku otoczonego kilkunastometrowymi wałami majdanu stanął budynek dawnego więzienia carskiego – było ściśle izolowane od pozostałej części miasta.

W okresie XX-lecia międzywojennego znajdowało się tam więzienie polskie, zaś po 17 września 1939 r. przejęło je NKWD. Obiekt przeszedł w 1941 r. w ręce Niem- ców, by trzy lata później znów wrócić we władanie Sowietów. Więzienie sowieckie istniało tu do 1954 r., zaś w 1956 zamieniono je na szpital. Na terenie grodziska egzekucji dokonywały zarówno oddziały NKWD, jak i oddziały niemieckie.

Jak tłumaczy Siemińska, duża grupa więźniów NKWD, którzy byli przeznaczeni do ewakuacji po wkroczeniu Niemców do miasta 22 czerwca 1941 r., została rozstrzelana i prawdopodobnie pochowana na terenie więzienia. Kolejne egzekucje i pochówki na terenie więzienia były dokonywane przez Niemców.

W wyniku przypadkowego znalezienia dużej mogiły w 1997 r. przez ukraińską firmę poszukiwawczą ekshumowano szczątki 97 osób. Ujawniono przy nich przedmioty wskazujące na to, że byli to zapewne głównie polscy żołnierze i cywile.

Wykopano liczne elementy uzbrojenia, wyposażenia wojskowego, obuwie wojskowe, pasy, guziki z polskich mundurów. Ofiary te zostały w 1997 r. pochowane na terenie miejskiego cmentarza we Włodzimierzu Wołyńskim. W 2010 r. ukraińscy archeolodzy z Łucka rozpoczęli kolejne prace badawcze na terenie dawnego zamku Kazimierza Wielkiego. W ich wyniku natrafiono na następną zbiorową mogiłę. Znaleziska zgłoszono do konsulatu oraz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. W związku z prowadzonymi w tym czasie pracami w Bykowni o konsultacje poproszono prof. Andrzeja Kolę.

– W sierpniu 2011 r. podjęliśmy prace archeologiczne i ekshumacyjne – mówi dr Dominika Siemińska.

W pierwszym momencie wydawało się, że jest to mogiła o rozmiarach mniej więcej 3 na 4 metry, gdzie ewentualnie mogą być pochowane szczątki około stu osób. Jednak w trakcie prac okazało się, że sytuacja przedstawia się zgoła inaczej.

Najpierw w pobliżu odnaleziono odznakę policyjną posterunkowego Józefa Kuligowskiego, którego udało się zidentyfikować (był przetrzymywany w więzieniu we Włodzimierzu, potem zginął w Ostaszkowie, jest na liście z Miednoje), a później stwierdzono, że grób jest znacznie większy, niż zakładano, bo ma 3 m szerokości i aż ponad 20 m długości.

Sąsiaduje z nim kolejna mogiła o szerokości 3 m i 14 m długości.

– Dodatkowo w wyniku wykopów sondażowych odkryliśmy istnienie kolejnych, co najmniej trzech mogił na terenie tego grodziska. Wszystkie usytuowane są w południowo-wschodniej części majdanu. W wypełnisku grobu pierwszego, a właściwie w jego zasypisku, znaleźliśmy zakrętkę od kolejnej odznaki. Tu również udało się zidentyfikować osobę, która była na liście z Miednoje – zaznacza dr Dominika Siemińska.

Bez butów

Analiza i obserwacje prowadzone w trakcie prac pozwoliły archeologom ustalić, że w mogile określonej jako grób numer 1 pochowano szczątki 514 osób. Te ciała były przeważnie ułożone rzędami, na brzuchu, z głowami skierowanymi w jedną stronę. W większości były to kobiety i dzieci. Kobiety stanowiły 47 proc., dzieci 27 proc., pozostali to mężczyźni. W mogile tej archeolodzy znaleźli niewielką liczbę przedmiotów osobistych (trafiały się jednak polskie guziki wojskowe, pagon policyjny czy orzełek od czapki policyjnej).

Jak zaznacza dr Siemińska, stwierdzono, że ofiary zostały przed egzekucją pozbawione przedmiotów osobistych. A nawet odzieży. W grobie w ogóle nie było butów.

Amunicja, którą znaleziono, była przede wszystkim niemiecka, kalibru 9 mm, z jednej serii, wyprodukowanej w Skarżysku-Kamiennej. Liczba znalezionych łusek prawie pokrywała się z liczbą zastrzelonych osób.

– Te osoby były mordowane najprawdopodobniej w mogile. Kazano im wejść do przygotowanego wcześniej grobu i tam do nich strzelano. Później kazano wejść do dołu następnej partii osób, którą mordowano. Udało się zauważyć, że to nie była jednorazowa akcja, były przerwy w egzekucji, ponieważ partie szkieletów przysypano warstwą ziemi – mówi Siemińska. Jednorazowo mordowana była grupa składająca się z kilkunastu do kilkudziesięciu osób.

Prace ekshumacyjne kontynuowane były w 2012 r., kiedy to badana była wspomniana kolejna mogiła o szerokości 3 metrów i długości 14 metrów.

– Tu właściwie sytuacja była taka sama, szczątki ułożone były głowami w kierunku południowym. Również dało się zauważyć grupy mordowanych, a większość osób leżała na brzuchu. Była tu zdecydowana większość kobiet (54 procent), dzieci i mężczyzn (po około 25 procent). Większość łusek również produkcji niemieckiej, z tej samej serii, co poprzednio, i również niewielka liczba przedmiotów osobistych, zwłaszcza niewielka liczba butów – stwierdza Siemińska.

Jak zaznacza, po przeprowadzeniu wstępnych badań archiwalnych z całą pewnością można stwierdzić, że dwie pierwsze wyekshumowane duże mogiły to groby ofiar zabitych przez Niemców. Świadczy o tym zarówno sposób ułożenia ciał, brak przy nich przedmiotów osobistych czy znajdowane obok łuski niemieckie. Badania antropologiczne wykazały ponadto, że do egzekucji używano broni maszynowej, bo ślady po kulach są zarówno w różnych częściach głowy, jak i reszty ciała.

Sowieckie tropy

Ale mogiła, która właśnie teraz jest ekshumowana, ma zupełnie inny charakter. – Jeśli chodzi o asortyment rzeczy, które w niej znajdujemy, to mamy do czynienia z sytuacją identyczną jak w Bykowni czy Charkowie. Są rzeczy, które są tych samych firm i z tego samego okresu – mówi dr Siemińska.

Wśród nich natrafiono na dużą liczbę monet. Siemińska stwierdza, że jedna z pierwszych ekshumowanych osób miała w kieszeniach prawie dwieście monet, z których najmłodsza datowana jest na 1940 rok.

– To są polskie i sowieckie monety. Również sposób ułożenia ofiar i ich zamordowania wskazuje ewidentnie na robotę NKWD. Większość strzałów była w tył głowy, a kaliber broni to 7,62 mm.

Z relacji świadków pośrednich i bezpośrednich wynika, że nie są to jedyne miejsca na terenie grodziska, gdzie mogą spoczywać ofiary NKWD.

– Z drugiej strony budynku więzienia, od zachodu, najprawdopodobniej istnieją kolejne mogiły, podobno także kolejna mogiła jest usytuowana przy samym wejściu do dawnego więzienia. To wszystko wymaga jeszcze czasu i sprawdzenia. Nie mamy żadnych zdecydowanych dowodów na temat tego, kim były ofiary. Możemy się domyślać, że w dwóch pierwszych odkrytych mogiłach była pochowana ludność pochodzenia żydowskiego, ale znaleźliśmy też tam np. pojedyncze medaliki katolickie, jak również polskie guziki wojskowe. Obecność kobiet i dzieci wskazywałaby na to, że była to ludność mordowana przez Niemców w okresie od czerwca 1941 roku do 1944 roku – konkluduje dr Dominika Siemińska.

Piotr Czartoryski-Sziler

Nasz Dziennik