logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Sześciolatki i lekceważenie obywatelskiej inicjatywy

Piątek, 8 listopada 2013 (12:29)

Najnowszy wpis prof. dr. hab. Mieczysława Ryby na blogAiD

 

Zastanawiające jest, z jakim lekceważeniem podchodzi obecna większość sejmowa do tego, co zwiemy zaangażowaniem obywatelskim. Bardzo widoczne jest to na przykładzie głosowanej teraz sprawy referendum w kwestii obowiązku szkolnego dla sześciolatków. Trzeba naprawdę dużego tupetu, by nie dopuścić do referendum w sytuacji, gdy milion obywateli sobie tego życzy. Po co była prawna możliwość zbierania podpisów w celu doprowadzenia do referendum, gdy Sejm jest w stanie to bez zdania racji zablokować. Gdy przez czas jakiś rodzice mieli wybór, czy posyłać sześciolatki do szkół, tylko nieliczni zdecydowali się na ten krok.

Dlaczego zatem tak się dzieje, że lekceważy się podpisy tysięcy ludzi? Wszak posłowie nie są nikim innym, jak tylko reprezentantami Narodu. A przecież nikt bardziej nie wie, co jest dobre dla dzieci, jak rodzice. Tymczasem okazuje się, że to wąska grupa rządowa niczym gnostyczna organizacja posiadła wiedzę, co dla naszych dzieci jest najlepsze. A najlepsze jest pchanie ich na siłę w mury szkolne. Co ciekawe – zdanie takie wypowiada partia, która w nazwie ma termin „Obywatelska” i drugie stronnictwo, które odwołuje się do przymiotnika „Ludowe”. Tymczasem ani „wola ludu”, ani ogromna aktywność obywatelska nie znaczą nic w porównaniu z różnorakimi dyrektywami i standardami, które idą do nas mocnym strumieniem z różnych agent unijnych i instytucji globalistycznych. Pełne usta demokracji i totalne lekceważenie woli obywateli – oto rzeczywistość polityczna współczesnej Polski.

Trzeba pamiętać, że obecny system i obecnie panująca ideologia wprost wywodzą się z korzeni socjalistycznych. A każdy socjalizm oparty jest na inżynierii społecznej. Ludzie, społeczeństwo są tutaj czymś w rodzaju tworzywa, które poprzez różne zabiegi prawne i propagandowe urabia się wedle utopijnego wzorca. Owa utopia każe dzisiejszym włodarzom Polski wierzyć, że należy dzieci czym prędzej wydobyć spod władzy rodziców i urabiać je w systemie szkolnym. Nie liczy się nic: psychika dziecka, nieprzygotowanie systemu szkolnego itd. Ważny jest wielki projekt utopijnego społeczeństwa. Oczywiście równolegle, już na poziomie przedszkoli próbuje się wtłaczać ideologię gender, która jest absolutnie nie do zaakceptowania przez większość społeczeństwa. Zatem takie społeczeństwo trzeba zastraszyć. Przede wszystkim rodziców choćby poprzez pojawiające się coraz częstsze próby pozbawiania praw rodzicielskich (nawet z powodu biedy). Do prawdziwego kuriozum doszło, gdy w obszarze aktywności wydawniczej Rzecznika Praw Dziecka pojawiła się pozycja książkowa sugerująca, że strach dzieci przed dentystą należy kojarzyć z prawdopodobieństwem molestowania dzieci przez rodziców. Ministerstwo Edukacji Narodowej z kolei zwróciło się do kuratoriów o monitoring nauczycieli, szczególnie katechetów i księży, w kwestii możliwości seksualnego molestowania. Postronny obserwator mógłby dojść do przekonania, że mamy tu do czynienia z czymś w rodzaju manii wśród tych, którzy zasiedli na szczytach naszego życia państwowego.  Niemal wszystko im się kojarzy z „seksualnym molestowaniem”. Tymczasem to nie mania, to coś gorszego – to ideologia. Utopijna próba przebudowania polskiego społeczeństwa wedle socjalistycznego wzoru właśnie przybrała na sile. Ci, którzy mogliby się jej przeciwstawić, są najczęściej zastraszani. Jak wiemy, ów strach (z łacińska: terror) jest również nierozłącznym składnikiem każdej socjalistycznej utopii.

NaszDziennik.pl