logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Ewa Sądej/ Nasz Dziennik

Projekt rządowy to haracz

Poniedziałek, 30 grudnia 2013 (15:33)

Lasy Państwowe powinny zmienić nazwę na Lasy Narodowe, bo są własnością nie polityków, tylko całego Narodu, i nikt nie powinien wykorzystywać tego wspólnego dobra, także do łatania dziury budżetowej – tak zakusy rządu dotyczące przymusu odprowadzania do budżetu państwa części zysków przez nadleśnictwa oceniają leśnicy.

Po skoku na otwarte fundusze emerytalne rząd szykuje kolejną łatę na dziurę budżetową. Tym razem pod pozorem dostosowania zasad gospodarki finansowej lasów do wymogów ustawy o rachunkowości chce ściągnąć tylko w dwóch najbliższych latach ponad 1,6 mld złotych. Manewr ten ma umożliwić zmiana ustawy o lasach, której projekt trafił już pod obrady Komitetu Stałego Rady Ministrów.

W ramach daniny w kolejnych latach Lasy Państwowe byłyby zobligowane do odprowadzania do budżetu państwa części swoich zysków. – To skok na kasę lasów i grabież w biały dzień – tak nazywają rzecz po imieniu leśnicy. Propozycja rządu oznacza, że każde z 430 nadleśnictw w Polsce przez dwa kolejne lata, począwszy od 2014 r., będzie musiało zapłacić do budżetu państwa ok. 2 mln zł, tj. od 10-20 proc. swoich przychodów. Potem w skali kraju ma to być 100 mln zł rocznie.

Zdaniem leśników, haracz w postaci ograniczenia dochodów lasów to działanie bardzo niebezpieczne, które w dalszej perspektywie odbije się mocną czkawką na funkcjonowaniu Lasów Państwowych. Bez wątpienia odczują to następne pokolenia Polaków.

Edward Marszałek, leśnik z Podkarpacia, w rozmowie z portalem NaszDziennik.pl przypomina, że lasy wielokrotnie były wykorzystywane przez państwo w potrzebie. Tak było np. przed wojną, kiedy pożyczkę tytoniową spłacano drewnem pochodzącym z lasów, dziś jednak sytuacja wygląda inaczej.

– Projekt rządowy nie jest odpisem od zysku, ale zwyczajnym haraczem, który bez względu na osiągane przychody lasy i tak będą musiały odprowadzić. Owszem, właściciel – Skarb Państwa czy w ogóle państwo – ma takie prawo i to on ma decydujący głos, co zrobić z tym majątkiem, jednak faktycznym właścicielem lasów jest polskie społeczeństwo, a więc my wszyscy i musimy mieć świadomość, że na skutek tego typu działań możemy stracić bardzo wiele – tłumaczy Edward Marszałek.

Ograniczenia finansowe muszą oznaczać cięcia inwestycyjne, np. związane z udostępnianiem lasów, edukacji leśnej, co z kolei odbije się na funkcjonowaniu nadleśnictw. W tej sytuacji Lasy Państwowe czy poszczególne nadleśnictwa, które w tej chwili funkcjonują dobrze i są nawet przedmiotem zazdrości leśników z innych krajów, mogą zostać zlikwidowane.

Powstaje też pytanie, jak w zaistniałej sytuacji będą się kształtowały ceny drewna, jak zareaguje rynek i jak się to przełoży na oczekiwania odbiorców drewna, którzy widząc słabość Lasów Państwowych, mogą inaczej reagować. Osłabianie lasów może doprowadzić do ich niewydolności.

Niewykluczone też, że jest to droga prowadząca poprzez reorganizację do prywatyzacji lasów. – Mam nadzieję, że żaden rozsądny polityk w Polsce, mając na uwadze głos opinii publicznej, a także zapisy ustawy o zasobach naturalnych – pierwszej ustawy uchwalonej z inicjatywy społecznej, nie podejmie decyzji o prywatyzacji lasów – uważa Edward Marszałek.

Jego zdaniem, lasy jako żywy organizm nie mogą być traktowane jak fabryka zapałek czy inny podmiot gospodarczy i warto, żeby wszyscy politycy zdawali sobie z tego sprawę. – Bardziej niż Lasy Państwowe byłaby odpowiednia nazwa Lasy Narodowe, które powinny należeć do Narodu, a nie do konkretnego w danej chwili ministra, który podejmuje mniej lub bardziej trafne decyzje. Taka powinna być filozofia myślenia i podejścia do tego naturalnego dobra, którym nie wolno ryzykować. Można zaryzykować jakąś fabryką na kilku hektarach, tu natomiast gra idzie o jedną trzecią powierzchni państwa polskiego – dodaje Edward Marszałek.

2 stycznia 2014 r. zaplanowano spotkanie konsultacyjne z ministrem środowiska w sprawie projektu nowelizacji ustawy o Lasach Państwowych. 

– Wiemy, że są zakusy na finanse Lasów Państwowych, ale do czasu spotkania z ministrem środowiska, który zaprosił nas na negocjacje, nie chciałbym się wypowiadać w tej sprawie – powiedział nam Bronisław Sasin, przewodniczący Związku Leśników Polskich w Rzeczypospolitej Polskiej.

Dodajmy, że na spotkanie zostało zaproszonych 25 osób, m.in.: dyrektor generalny Lasów Państwowych oraz szefowie poszczególnych dyrekcji regionalnych Lasów Państwowych, przedstawiciele Towarzystwa Przyjaciół Lasu, Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Leśnictwa i Drzewnictwa, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Leśnego, dyrektor Instytutu Badawczego Leśnictwa, przedstawiciele NSZZ „Solidarność” i Związku Leśników Polskich w Rzeczypospolitej Polskiej.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl