logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Parasol nad bluźniercami

Piątek, 10 stycznia 2014 (02:00)

Strategię uników zastosował minister kultury Bogdan Zdrojewski rozliczany przez posłów z przyzwolenia na wystawianie za pieniądze publiczne pseudodzieł znieważających krzyż Chrystusa.

 

Minister kultury odżegnywał się wczoraj w Sejmie od stosowania przez resort „cenzury prewencyjnej” i od wchodzenia w rolę sądu dokonującego własnej oceny dzieł artystycznych. Jednak posłowie, którzy zaprosili Zdrojewskiego na posiedzenie Komisji Kultury i Środków Przekazu w związku z profanacją krzyża w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, nie oczekiwali od niego niczego więcej ponad zaprzestanie finansowania ze środków budżetowych działań, które ranią uczucia religijne osób wierzących lub znieważają przedmioty kultu.

Na spotkaniu zapytano ministra wprost, dlaczego nie zamknął w Centrum Sztuki Współczesnej skandalicznej wystawy, na której nagi mężczyzna znieważał krzyż. Poseł Anna Sobecka przypomniała, że kierownictwo CSW mimo licznych protestów zorganizowało nawet dyskusję na temat bezczeszczonego krucyfiksu, zapraszając na nią Adama Darskiego „Nergala” oskarżonego o publiczne darcie Biblii. Stąd jej pismo do szefa resortu z żądaniem natychmiastowego odwołania Fabio Cavallucciego z funkcji dyrektora placówki.

– Centrum Sztuki Współczesnej jest nazywane narodową instytucją kultury. Otóż oświadczam, że to, co się tam wyprawia, ani z kulturą, ani z narodem nie ma nic wspólnego. Bo czy tak można określić miejsce, w którym w tak perfidny sposób bezcześci się krzyż? – powiedziała Sobecka. – Coś tu jest nie tak, panie ministrze – stwierdziła. Przypomnijmy, że 27 października ub.r. poseł złożyła zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa z artykułu 196 kodeksu karnego, mówiącego o obrażaniu uczuć religijnych. Prokuratura wszczęła śledztwo.

Posłowie pytali ministra kultury o granice sztuki. Zauważyli, że nie wystarczy intencja wywołania skandalu, żeby coś nazywać sztuką. – Czy państwo polskie powinno wspierać wszystkie przejawy sztuki, także te obrażające, wykluczające większą grupę społeczną? Jest wiele pseudodzieł antychrześcijańskich, miernych pod względem artystycznym – zwrócił uwagę poseł Jan Dziedziczak (PiS). – Czy to dobrze, że państwo polskie finansuje pseudoinstalacje obrażające dużą grupę społeczeństwa? Dlaczego ta granica w sztuce jest pomijana tylko w stosunku do chrześcijan? – dodał.

Odpowiadając posłom, Bogdan Zdrojewski stwierdził, że Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie będzie oceniać sztuki, która jest wystawiana w placówkach podległych resortowi. Dodał, że będzie bronił autonomii tych instytucji oraz artystów.

– W żadnym wypadku nie będzie minister kultury dokonywać ocen prac od strony artystycznej. Muszę stać na straży zapisów konstytucyjnych. Nie popieram walki z Bogiem, nie jestem zwolennikiem naruszania uczuć religijnych, ale środki muszą być dystrybuowane przez ministerstwo w taki sposób, by zapewnić polskiej kulturze i społeczności dość rozpiętą skalę wydarzeń artystycznych. Nikt nie może być wykluczony – stwierdził Zdrojewski.

Parlamentarzystów zszokowało stwierdzenie ministra, który wyłuszczył, że przeciwny jest eksponowaniu w sztuce poglądów faszystowskich czy antyjudaistycznych, ale nie potrafił już odpowiedzieć na pytanie, czy tak samo przeciwny jest prezentowaniu poglądów antykatolickich. Jak powiedział, najpierw trzeba zdefiniować, co znaczy termin „antykatolickie”.

Bogdan Zdrojewski niestrudzenie podkreślał podczas posiedzenia komisji, że nie może być tak, iż osoby reprezentujące inną wrażliwość bądź ateiści będą wyłączeni ze sztuki. Mówił, że choć granice w sztuce oczywiście są, co określa prawo, jednak „artyści w jakimś sensie mają większe prawa w odniesieniu do swojej aktywności”. – Dla mnie najistotniejsza i najważniejsza jest Konstytucja, a także bardzo istotne jest prawo wolności. Cenzura prewencyjna jest zakazana. Granice są określone, nie wolno obrażać uczuć religijnych, sąd suwerennie w tej materii podejmie decyzję – stwierdził.

Minister stwarzał wrażenie, że nie chce się zmierzyć z podstawowym problemem, wiele razy stawianym przez posłów. Ci zarzucali urzędnikowi, że przyzwala na lżenie krzyża, w tym samym czasie przeciwstawiając się obrażaniu innych religii.

– Czy nie zauważa pan, że przyzwolenie na ośmieszanie, obrażanie, lekceważenie katolików, Polaków to pierwszy etap do siania nienawiści, nękania, napaści na katolików? – pytała Gabriela Masłowska (PiS). – Taką drogę przeszły już kraje zachodnie – zauważyła.

– Czy nie czuje się pan tu współodpowiedzialny w sensie moralnym za te następstwa? Od obrażania do nienawiści jest krótka droga – skwitowała. – Będę absolutnym przeciwnikiem, by ministerstwo kultury dokonywało własnych ocen dzieł artystycznych i na tej postawie odmawiało finansowania odpowiednich wystaw. Pokazanie tej pracy [chodzi o bluźnierczą instalację pt. „Adoracja” – red.] sprzed 20 lat w tej formie, w jakiej to nastąpiło, według mnie nie naruszało granic w sztuce – uciął Zdrojewski, który zdecydował, by dyrektor CSW pełnił swoją funkcję aż do końca kadencji.

Minister zastrzegł, że jego resort nie finansował samej pracy Jacka Markiewicza, gdyż ta powstała w 1992 roku. – Koszt wspomnianej wystawy w CSW planowany był na poziomie ok. 400 tys. zł, w momencie realizacji wystawy nastąpił wzrost kosztów, odmówiłem dodatkowego dofinansowania tej wystawy. Kolejna moja odmowa zwiększenia dotacji nastąpiła na końcu roku – bronił się Bogdan Zdrojewski.

Posłowie podawali kolejne przykłady, takie jak promowanie skandalisty Jana Klaty jako dyrektora Teatru Starego w Krakowie. Pytali, dlaczego minister odznaczył niedawno Zygmunta Baumana, niegdyś majora komunistycznego aparatu represji. Ten nie widział w tym niczego złego.

„Sorry” przewodniczącej

– Wystawił pan sobie bardzo ciekawe i godne analizy przez Polaków świadectwo. Jaki stosunek ma minister kultury i dziedzictwa narodowego do kwestii zasadniczych, to znaczy tego, czy i w jakim zakresie powinny być chronione takie wartości, jak dobro, prawda i piękno, i jak się ma subtelność pana ministra i pochwała różnorodności do tego brutalnego, bluźnierczego i obrazoburczego nurtu w pseudosztuce, który w licznych przypadkach jest finansowany z pieniędzy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego – skwitowała Barbara Bubula (PiS).

Posłowie chcieli złożyć wniosek o odrzucenie informacji ministra Bogdana Zdrojewskiego, które im wczoraj w Sejmie przedstawił, jednak przewodnicząca komisji Iwona Śledzińska-Katarasińska to uniemożliwiła. – To nie była informacja ministra, tylko odpowiadanie na państwa pytania. Sorry, ale nie jest to zgodne z regulaminem – stwierdziła.

Poseł Anna Sobecka zwróciła się z wnioskiem o podjęcie działań w celu zmiany profilu Centrum Sztuki Współczesnej. – W jej miejsce powinno powstać Muzeum Żołnierzy Wyklętych. Powinno zostać ono otwarte już 1 marca 2014 roku, w Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Nowo powołane muzeum byłoby pierwszym muzeum w Polsce poświęconym żołnierzom wyklętym. Nasi narodowi bohaterowie niewątpliwie zasługują na upamiętnienie, szczególnie w stolicy Polski – proponowała Sobecka. Bogdan Zdrojewski nie odniósł się do tego pomysłu.

Piotr Czartoryski-Sziler

Nasz Dziennik