logo
logo

Zdjęcie: M.Marek/ Nasz Dziennik

„Polskie obozy” jak kłamstwo oświęcimskie

Poniedziałek, 3 lutego 2014 (02:12)

Z mec. Lechem Obarą, prezesem Stowarzyszenia Patria Nostra, rozmawia Adam Białous

Niemiecki Związek Historyków potępił zwrot „polskie obozy koncentracyjne” akurat w czasie, gdy w Sejmie ruszyły prace nad ustawą penalizującą ten zwrot. Przypadek?

– Przez lata nikt nie dostrzegał w Niemczech problemów, jakie wywołuje używanie tego kłamliwego sformułowania. Dlatego trzeba być zadowolonym z faktu, że po raz pierwszy niemiecka instytucja w sposób jednoznaczny potępiła używanie tego zwrotu, który niestety najczęściej pojawia się właśnie w niemieckich mediach. Tylko w ubiegłym roku w niemieckich opiniotwórczych mediach sformułowania „polskie obozy zagłady czy koncentracyjne” użyto aż 30 razy. Jednak potrzebna byłaby jeszcze podobna deklaracja ze strony przedstawicieli niemieckich władz państwowych. Jeśli chodzi o list niemieckich historyków, to nie mogę się zgodzić ze słowami, które padają na jego końcu, iż w „wolnym kraju nie jest rzeczą władzy definiowanie prawdy historycznej ani ograniczanie swobód historykom za pomocą kar”. Aby ocenić tę wypowiedź, nie waham się użyć słowa „hipokryzja”, dlatego że sami Niemcy już dawno ustanowili u siebie prawa, które przeczą tym słowom. To właśnie niemiecki system prawnokarny ma rozbudowany system kar za negowanie odpowiedzialności Niemców za holokaust i samego holokaustu. Holocaust-Leugnung, czyli kłamstwo oświęcimskie, jest karane w tym kraju z urzędu wyrokami do 5 lat pozbawienia wolności. Artykuł 133 niemieckiego kodeksu karnego mówi, że każda forma zniekształcania prawdy o holokauście, wbrew oczywistym faktom, stanowi pomniejszanie winy Niemców odpowiedzialnych za ludobójstwo. Natomiast art. 185 kk stwierdza jasno, że każde zaprzeczenie ludobójstwu czy nazistowskiej formie dyktatury obraża nie tylko pomordowanych Żydów, ale i ich potomków. A czyż obarczanie winą za dokonanie holokaustu innego narodu niż Niemcy nie jest jego zaprzeczaniem?

Były próby podważania tych przepisów w Niemczech?

– Wnoszono tam skargi, że te artykuły mogą ograniczać wolność badań naukowych. Jednak Federalny Trybunał Konstytucyjny jednoznacznie stwierdził, że artykuły te nie naruszają prawa dotyczącego wolności naukowców, ponieważ kłamstwo o ludobójstwie pozostaje w sprzeczności nie tylko z wolnością nauki, ale i z moralnością. Trybunał podsumował swój werdykt, że prawda o holokauście jest faktem i nie trzeba jej udowadniać. Tak więc postulat niemieckich historyków, aby w Polsce nie karać za używanie fałszującego historię określenia „polskie obozy zagłady czy koncentracyjne” (które w istocie jest kłamstwem oświęcimskim), podczas gdy w Niemczech karze się je surowo, jest nie do przyjęcia.

Do karania za kłamstwo oświęcimskie obliguje umowa międzynarodowa.

– Zarówno Niemcy, jak i Polska są członkami Międzynarodowego Sojuszu na rzecz Pamięci o Holokauście (IHRA) i na łonie tego Sojuszu zobowiązały się do przeciwstawienia się zniekształcaniu prawdy historycznej o holokauście. W Niemczech, jak wspomniałem, grozi za to kara do 5 lat więzienia i wysokie grzywny. W Polsce jest art. 55 ustawy o IPN, według którego zaprzeczanie zbrodniom nazistowskim, komunistycznym lub wojennym podlega ściganiu. W definicji negacjonizmu, która została sformułowana przez IHRA, zniekształcanie prawdy o holokauście polega m.in. na próbach rozmycia odpowiedzialności za utworzenie obozów koncentracyjnych i obozów śmierci zakładanych i prowadzonych przez nazistowskie Niemcy przez obarczanie winą innych narodów i grup etnicznych. Na podstawie tej definicji to, co czynią niemieckie media, używając określenia „polskie obozy zagłady” czy „polskie getto”, wyczerpuje tę przesłankę definicji negacjonizmu.

Projekt ustawy przewidującej karę 5 lat więzienia za używanie określeń typu „polskie obozy” jest procedowany w komisji sprawiedliwości. To dobra propozycja?

– Mamy nadzieję, że dojdzie wreszcie do tego, iż w polskim prawie pojawi się przepis, który podobnie jak w Niemczech będzie służył ściganiu osób fałszujących pamięć o zbrodniach nazistowskich, w tym o obozach koncentracyjnych. Mówię specjalnie „będzie służył”, gdyż według doktryny prawa taki przepis już obowiązuje, ale problem w tym, że nie jest stosowany. Mam tu na myśli przepis art. 55 ustawy o IPN, który przewiduje możliwość pociągnięcia do odpowiedzialności karnej tego, kto zaprzecza publicznie i wbrew faktom m.in. zbrodniom nazistowskim. Niestety, jak wynika z mojej praktyki, jest zbyt ogólny, co najwyraźniej sprawia, że organy ścigania nie próbują nawet go zastosować, gdy spotykamy się z „polskimi obozami”. Stąd też wspomniana inicjatywa może doprowadzić do jego uszczegółowienia i pobudzić organy ścigania do działania.

Jakimi sprawami zajmuje się obecnie Stowarzyszenie Patria Nostra?

– Podejmujemy prawne działania przeciwko szkalowaniu Narodu Polskiego w mediach zagranicznych i polskich. Członkami olsztyńskiego stowarzyszenia są m.in. prawnicy i więźniowie niemieckich obozów koncentracyjnych. Wiceprezesem stowarzyszenia jest Janina Luberda-Zapaśnik, prezes oddziału Polskiego Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych, również była więźniarka tych obozów, m.in. w Potulicach koło Piły, gdzie zginęło czworo jej młodszego rodzeństwa. Obecnie reprezentujemy Zbigniewa Osewskiego, który wytoczył precedensowy proces cywilny „Die Welt”. Pozwał wydawcę gazety za naruszenie swoich dóbr osobistych wskutek użycia w artykule z 2008 roku pt. „Asafs Reise um die Welt” (Podróże Asafa dookoła świata) określenia „polski obóz koncentracyjny”. Proces w tej sprawie w warszawskim sądzie okręgowym rozpoczął się we wrześniu 2012 roku. W sierpniu 2013 r. do sprawy przystąpiła Prokuratura Okręgowa w Warszawie, dając tym wyraz, że sprawa używania fałszywych określeń obozów koncentracyjnych usytuowanych na terytorium Polski ma wagę ogólnospołeczną. Za użycie określenia „polskie obozy zagłady” Stowarzyszenie Patria Nostra pozwało też wydawcę niemieckiego pisma „Focus”. Ostatnio stowarzyszenie złożyło pozew przeciwko niemieckiej telewizji publicznej ZDF za stwierdzenie, że Sobibór to „polski obóz zagłady”. 13 czerwca 2013 r. do prokuratury w Berlinie trafiło zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa wraz z wnioskiem o wszczęcie postępowania karnego w stosunku do twórców serialu „Nasze matki, nasi ojcowie” oraz wydawców gazety „Bild” w związku z artykułem prasowym z ubiegłego roku pt. „Nie wszyscy służyliśmy – najważniejsze pytania do eposu telewizyjnego”. Smutne jest, że ogromny ciężar kosztów związanych z prowadzeniem tych postępowań w obronie dobrego imienia Polski Stowarzyszenie musi dźwigać samo, bez żadnej pomocy państwa.

Dziękuję za rozmowę.

Adam Białous

Nasz Dziennik