logo
logo

Zdjęcie: ks_Jacek_Waligóra/ -

Zapomniana mogiła

Sobota, 15 marca 2014 (02:05)

Dół, wysoka trawa, trzy samotne stalowe krzyże, żadnej tabliczki. W zbiorowej mogile w Nowym Mieście (dziś Ukraina) pochowanych zostało 266 polskich więźniów z Niemieckiego Zakładu Karnego w Przedzielnicy. Dzięki kapłanom nie pozostaną bezimienni.

 

Zapomniana mogiła znajduje się na tzw. starym cmentarzu w Nowym Mieście (dziś Ukraina). Jedynie obecność w wysokiej trawie trzech stalowych krzyży może świadczyć o tym, że jest to grób, bo nie ma żadnej tabliczki z nazwiskami pochowanych tam osób. Tylko najstarsi mieszkańcy oraz kapłani tam pracujący pamiętają, że w czasie II wojny światowej zostało pochowanych w tym miejscu 265 zmarłych (zabitych) więźniów Polaków i jeden noworodek. Mimo starań duszpasterzy przygotowana lista od lat nikogo nie zainteresowała, a 259 osób nadal czeka na przywrócenie im imienia (w czasie wojny 7 osób ekshumowano).

W okresie okupacji w Przedzielnicy działał niemiecki zakład karny. Zachowało się pismo z kwietnia 1943 roku, z którego wynika, że osadzonych tam zostało 350 osób, w tym 300 narodowości polskiej pochodzących ze wszystkich sfer społeczeństwa. Ostatni transport 70 osób przywiózł inteligencję z okręgu Warszawa. W obozie panowały tragiczne warunki – brakowało pożywienia i opieki lekarskiej. Każdego dnia umierało od kilku do kilkunastu więźniów. Zmarłych, najczęściej z wycieńczenia, grzebano na nowomiejskim cmentarzu w zbiorowej mogile. I spoczywające tam ofiary pozostałyby zapewne bezimienne, gdyby nie starania jednego z kapłanów.

– Dzięki ks. Janowi Szeteli, który tam wówczas pracował, dysponujemy danymi personalnymi ofiar. Niejednokrotnie są to dane bardzo dokładne, łącznie z adresem zamieszkania. Cywilnymi pracownikami więzienia byli mieszkańcy Nowego Miasta, zapewne ktoś z nich dostarczał księdzu dane personalne – mówi ks. dr Jacek Waligóra, kustosz sanktuarium maryjnego w Niżankowicach (Ukraina). Jak podkreśla, wszystkie nazwiska pochowanych na cmentarzu zapisane zostały w księdze zmarłych parafii Nowe Miasto. Listą chciał zainteresować różne polskie instytucje, mówił o niej na konferencjach. – Dotychczasowy efekt? Cisza – mówi z ubolewaniem. Dopiero w czasie zbierania materiału do tej publikacji, w tych dniach, pojawiły się deklaracje ze strony Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa godnego upamiętnienia ofiar spoczywających na cmentarzu w Nowym Mieście. Fundusze na ten cel mają zostać uwzględnione w budżecie rady w 2015 roku. Także rzeszowski IPN zajmie się sprawą więzienia w Przedzielnicy.

Więźniowie z Przedzielnicy czekają na przywrócenie pamięci. Maciej Dancewicz, naczelnik Wydziału Zagranicznego Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” przyznał, że pisma dotyczące mogiły wpływały już nieraz do instytucji. Obiecał, że zajmie się tą sprawą i zapozna się w najbliższym czasie, w jaki sposób można by upamiętnić tych, którzy spoczywają w Nowym Mieście. Wczoraj natomiast w pisemnej odpowiedzi poinformował, że budowa godnego upamiętnienia na mogile „wraz z tablicami z nazwiskami zmarłych zostanie uwzględniona w budżecie Rady w 2015 roku”. „W tym roku postaramy się doprowadzić do powstania projektu oraz – o ile to będzie możliwe – pozyskania odpowiednich zgód” – dodał.

Artur Brożyniak, historyk IPN w Rzeszowie, powiedział „Naszemu Dziennikowi”, że IPN nie zajmował się sprawą obozu w Przedzielnicy. W trakcie zbierania materiałów udało się nam jednak ustalić, że śledztwo w sprawie Niemieckiego Obozu Karnego prowadziła Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskiej w Rzeszowie. – Śledztwo zostało wszczęte 11 grudnia 1980 roku, a zakończone 28 czerwca 1982 roku. Udało się wówczas ustalić 13 nazwisk sprawców zbrodni, którzy głodzili, szykanowali, rozstrzeliwali, obciążali więźniów nadmierną pracą w kajdanach. Niestety, to śledztwo zostało zawieszone z uwagi na fakt, że sprawcy czynów mieszkają poza granicami Polski i dalsze postępowanie karne w ich sprawie nie było możliwe – wyjaśnia nam prokurator Grzegorz Malisiewicz z rzeszowskiego IPN. Przez ponad 30 lat akta tej sprawy leżały zapomniane w archiwum. – Od środy mam te dokumenty na biurku. Trzeba tę sprawę podjąć i zakończyć – deklaruje Malisiewicz.

Pierwszy wpis dotyczący ofiary więzienia w Przedzielnicy zapisany został pod datą 1 grudnia 1941 roku (pogrzeb 3 grudnia). Był to urodzony 14 czerwca 1910 r. Piotr Korciba, u którego jako powód śmierci podano gruźlicę. Ostatni wpis dotyczący więźniów z Przedzielnicy pochodzi z 5 maja 1944 roku. Liczba wpisów z wszystkich lat obejmuje 266 osób. Spośród nich u ponad 200 jako przyczynę śmierci podano – wycieńczenie. U innych zawał (udar) serca, gruźlicę czy złamanie kości czaszki.

Wciąż żyją rodziny, które nie wiedzą, gdzie zostali pochowani ich bliscy. – Znam taki przypadek. Kiedy proboszczem w Nowym Mieście był ks. Krzysztof Jamro, razem ze swoim kolegą przeglądał księgi. Ksiądz Zbigniew Pabian zobaczył wówczas adres ze swojej wioski. Zadzwonił do Polski do proboszcza. On to sprawdził i okazało się, że córka zmarłego mieszka we Wrocławiu. Kobieta po latach dowiedziała się, gdzie spoczywa jej ojciec. Od wojny nie wiedziała! Odwiedziła Nowe Miasto i zapaliła na zbiorowej mogile znicze. Po raz pierwszy miała okazję modlić się przy grobie ojca – opowiada ks. Waligóra.

Udało się nam dotrzeć do pani Danuty Kupczyk. Nazwisko jej ojca Władysława Michałka znajduje się w księdze zmarłych w 1942 r. pod nr. 110. Przyczyna śmierci: wycieńczenie. – Kiedy tata został aresztowany w czasie pierwszej łapanki w Tarnowie, miałam rok. Tata odebrał mnie przy porodzie, a starsza siostra na jego cześć na drugie imię dała mi Władysława. Taty nie znałam wcale i nic nie wiedzieliśmy na jego temat. Mama miała nas sześcioro i musiała się nami zajmować, a ja nieraz ją pytałam, kim jest mój ojciec. Tak bardzo za nim tęskniłam – wyznaje dziś 73-letnia kobieta. W poszukiwaniu ojca jeździła w różne miejsca, odwiedzała różne obozy. – Trzy lata temu, gdy wróciłam w rodzinne strony, bliscy, którzy tam mieszkają, powiedzieli mi, że szuka mnie ksiądz. Wówczas dowiedziałam się, gdzie jest pochowany mój ojciec. Od razu tam pojechałam, zobaczyłam obóz, rzekę, gdzie najprawdopodobniej pracował, i pomodliłam się nad zbiorową mogiłą – mówi wzruszona kobieta. – Wówczas odnalazłam niejako siebie. Poczułam, że mam ojca, że on nade mną czuwa. Potem pojechałam jeszcze raz, a w tym roku w maju wybieram się tam znów z synem. Mam już przygotowane zdjęcie ojca, które niedawno odnalazłam. Zostawię je przy krzyżu, który ustawiłam na symbolicznie wydzielonym grobie. Tam też zostawiłam tabliczkę z nazwiskiem ojca – dodaje.

– Musimy zadbać o to miejsce, zanim pójdzie ono w zapomnienie – podkreśla Danuta Kupczyk. O wojennej mogile pamiętają jeszcze Polacy, którzy tam mieszkają. – Byłem w dniu uroczystości Wszystkich Świętych i zapaliłem tam symboliczny znicz – powiedział „Naszemu Dziennikowi” Dymitr Drozd, który mieszka nieopodal starego cmentarza. Ksiądz Józef Czarnik, proboszcz parafii, na terenie której znajduje się mogiła, zachęca miejscową ludność, aby zadbała o stary cmentarz.

Małgorzata Pabis

Aktualizacja 15 marca 2014 (11:24)

Nasz Dziennik